Sztuka

Koreańska i japońska sztuka zwraca się ku wnętrzu na targach ART OnO w Seulu

Jedenastu artystów, dwa narody: ARARIO GALLERY dowodzi na ART OnO 2026, że interioryzmie jest jedynym prawdziwym terytorium
Lisbeth Thalberg

ARARIO GALLERY gromadzi jedenastu koreańskich i japońskich artystów w SETEC w Seulu na ART OnO 2026 — nie komercyjna witryna, lecz precyzyjna teza o tym, czego sztuka współczesna północno-wschodniej Azji szuka teraz do powiedzenia.

Jest pewna jakość wycofania w pracach, które ARARIO GALLERY zgromadziła na Booth 101. Nie ucieczka — wycofanie jako metoda artystyczna. Obrazy, rzeźby i instalacje tej prezentacji łączy wspólna odmowa rozwijania się na zewnątrz. Kompresują. Zwracają się ku jaźni, pamięci, ledwo wyczuwalnej trwodze, która działa pod powierzchnią zwykłego doświadczenia. Dla polskiego odbiorcy ukształtowanego w tradycji, która biegnie od Jacka Malczewskiego do Zdzisława Beksińskiego — od symbolicznego pejzażu jako mapy duszy po apokaliptyczną architekturę psychiczną koszmaru — ta postawa nie jest obca. Ale przybywa tutaj z radykalnie odmiennej przestrzeni kulturowej, i właśnie to nadaje jej szczególną siłę.

SIM Raejung czyni z tej postawy strukturę: samotność, bezsilność, konflikt między instynktem a normą społeczną, przełożone na malarstwo i instalację obrazami, które destabilizują bez tłumaczenia się. KANG Cheolgyu, którego wystawa indywidualna w ARARIO GALLERY SEOUL otworzy się w maju 2026 roku, pracuje przez to, co sam nazywa projekcją — osobiste pragnienie i historia emocjonalna przełożone w fikcyjne światy, autobiografia czucia raczej niż zdarzenia. Razem formułują tezę booth’u, zanim jakiekolwiek inne dzieło stanie się widoczne.

Teza pogłębia się przez trzy dodatkowe rejestry. KOO Jiyoon, AN Gyungsu i Kohei YAMADA — urodzeni odpowiednio w 1982, 1975 i 1997 roku — każde z nich odnosi się do pejzażu, ale żadna wersja pejzażu tutaj nie jest kojąca ani panoramiczna. KOO czyta miasta przez ich postarzałe powierzchnie i warstwy czasowe — budynki jako zakumulowany czas psychiczny, lektura, która w polskim kontekście rezonuje z tradycją widzenia architektury jako archiwum zbiorowej pamięci, od kamieniczek Krakowa i Lwowa noszących ślady kolejnych historycznych katastrof po postindustrialną melancholię Górnego Śląska i Łodzi. AN Gyungsu odnajduje swoje motywy na marginesach przestrzeni miejskiej, w materiałach i miejscach pozornie przeoczonych lub porzuconych, odkrywając w tej peryferii unoszącą się, wykorzenioną wrażliwość. Jego wystawiona praca Euseuseu (2025) uchwytuje teksturę nadmorskiej skały z niemal fotograficzną precyzją, którą akryl rzadko osiąga — powierzchnia jednocześnie geologiczna i psychologiczna. YAMADA, najmłodszy artysta prezentacji, przekracza granicę między miastem a naturą przez geometryczne płaszczyzny barwne i powściągliwość kompozycyjną — abstrakcyjny język obrazowy, który czyni widzialnym związek między środowiskiem a ludzką percepcją.

LEE Eunsil, LIM Nosik i CHA Hyeonwook zajmują rejestr środkowy — pamięć i doświadczenie osobiste, ale z precyzją, która zbliża się bardziej do archeologii jaźni niż do nostalgii. LEE pracuje w napięciu między pragnieniem a społecznym przymusem. LIM Nosik prezentuje fragmentaryczne autoportrety, podmiot widziany przez przeszkodę lub dystans, nigdy w pełni czytelny. Praktyka CHA Hyeonwooka jest być może najbardziej materialnie osobliwą w całej prezentacji: powtarzające się suche pociągnięcia pędzla na hanji, tradycyjnym koreańskim papierze, stratyfikowane mineralnymi pigmentami — fragmenty pamięci akumulujące się w powierzchnię, sama ręka jako akt przypominania. Jego wystawiona praca Seen via Day Moon (2026) jest wizualnie niezwykła: pejzaż fantastycznych formacji skalnych i ciał niebieskich, gdzie tradycyjna koreańska materia i wyobraźnia kosmologiczna zderzają się z czymś całkowicie współczesnym. Pytanie o związek między gestem, materią a znaczeniem znajduje tu nieoczekiwany oddźwięk w polskiej tradycji, która od tkaniny artystycznej Magdaleny Abakanowicz do materialnych poszukiwań Grupy Krakowskiej zawsze rozumiała nośnik jako pole pamięci — gest fizyczny jako akt zarówno twórczy, jak i świadczący.

Czwarty rejestr — NOH Sangho, GWON Osang, Kohei NAWA — jest miejscem, gdzie prezentacja najdokładniej konfrontuje się z językiem sztuki współczesnej jako dyscypliny w ekspansji. NOH Sangho wykorzystuje obrazy internetowe i obrazy generowane przez sztuczną inteligencję jako materiały w malarstwie olejnym na płótnie: jego praca HOLY (2026) jest jednocześnie dewocjonalna i destabilizująca — święci i wojownicy zmontowani z internetowego potopu obrazów, malarstwo stawiające pytanie o to, co znaczy malować, gdy źródła są algorytmiczne. Ta problematyka ma szczególny rezonans w Polsce, gdzie debata o sztucznej inteligencji i produkcji obrazu weszła w przestrzeń instytucji artystycznych z intensywnością odzwierciedlającą kulturę o głębokiej świadomości relacji między obrazem, ideologią a prawdą — dziedzictwo, które od socrealizmu przez Grupę Wprost po sztukę krytyczną lat dziewięćdziesiątych uczyniło z polskiej sztuki jeden z najbardziej przenikliwych laboratoriów tego, co obraz może i czego nie może powiedzieć. GWON Osang od dziesięcioleci kwestionuje tożsamość rzeźby od wewnątrz, produkując prace, które traversują fotograficzne i trójwymiarowe bez osiadania w żadnym z nich. Kohei NAWA — najbardziej międzynarodowo uznaną figurą booth’u — pracuje z materią i powierzchnią poprzez rzeźbę, instalację i różnorodne media. Jego praca PixCell-Random (Cloud) #09 (2026) kontynuuje jego długotrwałe badanie tego, jak percepcja jest mediowana przez obiekty interponowane między widzem a obrazem: szklane kulki naklejone na fotograficzne podłoże w drewnianej ramie, pozornie pikselujące chmurę i refrakcjonujące ją w coś jednocześnie cyfrowego i dotykowego.

Para koreańsko-japońska niesie ciężar, którego materiał prasowy nie nazywa wprost. Kulturalna relacja między tymi dwoma krajami należy do najbardziej złożonych w Azji Wschodniej — historia kolonialna, estetyczna wymiana, trwałe napięcie i autentyczny wzajemny wpływ operujące jednocześnie. Umieszczenie Kohei NAWY i Kohei YAMADY obok dziewięciu koreańskich artystów w booth’u targów sztuki w Seulu nie jest neutralnym gestem. Proponuje — dyskretnie, ale wyraźnie — że wspólne estetyczne troski stanowią regionalny język artystyczny przekraczający granice narodowe. Polska, której historia artystyczna była zawsze naznaczona napięciem między tożsamością narodową a uniwersalną aspiracją — od romantycznego mesjanizmu Matejki do konceptualizmu Kantora, od Solidarności jako gestu kulturowego po sztukę krytyczną jako praktykę obywatelską — jest szczególnie dobrze przygotowana do czytania tej propozycji w całej jej złożoności.

Seul ugruntował w ostatnich latach swoją pozycję jako światowa stolica sztuki, po części dzięki instytucjonalnej wiarygodności wygenerowanej przez przybycie Frieze Seoul, po części przez nadzwyczajny wzrost koreańskiego kolekcjonerstwa — zjawisko teraz w pełni widoczne w wielkich domach aukcyjnych i galeriach, które od Warszawy po Kraków kierują rosnącą uwagę na wschodnioazjatycką scenę współczesną. ART OnO działa w ramach tego rozszerzonego ekosystemu — nie na jego międzynarodowo najbardziej widocznym krańcu, lecz w podtrzymującej infrastrukturze, która utrzymuje poważny rynek sztuki w sprawności.

To, co prezentacja ARARIO GALLERY na ART OnO 2026 oferuje w ostatecznym rozrachunku, jest przeciwwagą — dla narracji o koreańskiej sztuce współczesnej jako globalnym spektaklu. Jedenastu artystów, dwa kraje, jedna wspólna orientacja: nie ku światu, lecz ku wewnętrznej architekturze bycia w nim. Na rynku, który niekiedy nagradzał widoczność ponad wszystko inne, ten booth argumentuje z precyzją na rzecz głębi — i przypomina, że najbardziej trwała sztuka jest zawsze tą, która odmawia pozwolenia, by zobaczyć ją w całości.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.

```
?>