Aktorzy

Tim Roth, aktor, który pożyczył sobie cockney i przeżył z niego czterdzieści lat

Penelope H. Fritz

Głos, który wszyscy mu przypisują — zduszona groźba, cockney ściszony do szeptu, brytyjski zbir wyrastający znikąd — nie jest głosem, z którym przyszedł na świat. Tim Roth wyrósł w mieszczańskim domu w Dulwich i co rano przejeżdżał Tamizę, by dotrzeć do szkoły w Brixton, gdzie inne dzieci rzuciły się na niego, bo nie brzmiał jak one. W kilka tygodni nauczył się idealnego robotniczego akcentu. Od tamtej pory zmienia głos na zawołanie, a ten trik utrzymywał go czterdzieści lat na ekranie w rolach mężczyzn, którzy prawie nigdy nie brzmią jak oni sami.

Matka, Ann, była malarką i nauczycielką. Ojciec, Ernie, był dziennikarzem Fleet Street, też malarzem, urodzonym w Brooklynie Amerykaninem, który w latach czterdziestych zmienił rodowe nazwisko ze Smith na Roth, w prywatnym geście antynazistowskiej solidarności. Syn zaczął w Camberwell College of Arts jako rzeźbiarz, rzucił studia i pojawił się w brytyjskiej telewizji w typie roli, która zwykle nie otwiera kariery. Jako skinhead Trevor w Made in Britain Alana Clarke’a przebrnął przez pełną godzinę państwowej opieki społecznej bez jednej łagodzącej nuty. Mike Leigh wziął go zaraz potem, w Meantime. Później Stephen Frears postawił go obok Johna Hurta i Terence’a Stampa w The Hit, a głosujący BAFTA nominowali go jako odkrycie roku.

To, co przyszło później, było prawie dekadą europejskiego kina autorskiego, zanim zauważyła go Ameryka. Peter Greenaway obsadził go w Kucharzu, złodzieju, jego żonie i jej kochanku. Robert Altman ustawił go przed kamerą jako Vincenta van Gogha w Vincent & Theo. Wziął tytułową rolę w adaptacji Toma Stopparda Rosencrantz & Guildenstern Are Dead. Był w tych latach specyficznie brytyjskim spadkiem — aktorem, który potrafił zagrać uszkodzonego młodzieńca, jakiego europejscy autorzy lubili kręcić z bliska — i nie istniało oczywiste przejście do Los Angeles.

Przejście przyszło pod postacią Quentina Tarantino. Roth wykrwawił się na podłodze magazynu w Wściekłych psach jako tajniak Mr. Orange, a potem pojawił się jako Pumpkin, nerwowy złodziej baru otwierający Pulp Fiction. Te dwie kreacje przerysowały to, co aktor charakterystyczny z Wysp mógł robić w amerykańskim kinie niezależnym. Michael Caton-Jones obsadził go jako Archibalda Cunninghama, manierycznego angielskiego socjopatę, którego Liam Neeson goni po Highlands w Robie Royu, a Roth — grając człowieka, który pudruje sobie twarz i podrzyna gardła z tym samym skupieniem — wygrał BAFTĘ dla najlepszego aktora drugoplanowego i przegrał Oscara z Kevinem Spaceyem w Podejrzanych. Nigdy więcej nie był nominowany. Nigdy też nie wyglądało, by mu to przeszkadzało.

Komplikacja, którą kanoniczna wersja jego kariery omija, polega na tym, że praca po oscarowej nominacji była bardziej nierówna, niż powinna. Koniec lat dziewięćdziesiątych przepracował nad małymi, dziwnymi rzeczami — Legendą pianisty Tornatorego, niesprzedanym w Stanach Gridlock’d u boku Tupaca Shakura — a w 1999 wyreżyserował swój jedyny pełnometrażowy film, The War Zone, adaptację powieści o kazirodztwie Alexandra Stuarta, przyjętą przez krytyków jako poważny brytyjski debiut, którego Roth nigdy nie kontynuował. Tim Burton założył mu potem garnitur małpy w CGI do Planety małp. Michael Haneke postawił go obok Naomi Watts w anglojęzycznym remake’u Funny Games — eksperymencie, który amerykańska publiczność w większości odrzuciła. Louis Leterrier zamknął go w zielonym lateksie jako Emila Blonsky’ego w Incredible Hulk, a Marvel — który potrzebował kolejnych trzynastu lat, by zapłacić mu za powrót — utrzymał opcję otwartą.

Lata amerykańskiej telewizji dały mu trzy sezony Magii kłamstwa na Foxie jako Cala Lightmana, czytelnika mikroekspresji, i kolejne trzy Tin Star jako brytyjskiego detektywa ukrywającego się w kanadyjskich Górach Skalistych pod skradzionym nazwiskiem. Wrócił do kina dla Avy DuVernay w Selmie jako rasistowski gubernator Alabamy George Wallace, wrócił do Tarantino jako Oswaldo Mobray w Nienawistnej ósemce, ustawił w rządku małe pojedyncze rzeczy z Michelem Franco (Chronic, Sundown), Davidem Lynchem (Twin Peaks: The Return), Juliusem Onahem (Luce) i Mią Hansen-Løve (Bergman Island) i pozwolił Marvelowi w końcu odwołać go z powrotem jako Abominację do Shang-Chi i legendy dziesięciu pierścieni oraz serialu Mecenas She-Hulk. Żadne z tych późniejszych występów nie wyglądało na obowiązkowe. Cały ten czas budował po cichu katalog europejskiego aktora charakterystycznego, który przy okazji mieszka w Pasadenie.

Fakt, który reorganizuje całą resztę, jest prywatny i niemożliwy do odłożenia. W październiku 2022 jego syn Michael Cormac Roth — gitarzysta i kompozytor we własnym prawie — zmarł w wieku dwudziestu pięciu lat, jedenaście miesięcy po diagnozie nowotworu zarodkowego w trzecim stadium. Roth i jego żona Nikki Butler ogłosili to w krótkim komunikacie. Wrócił do pracy. Zdążył już nakręcić Poison, cichy niemiecko-duński duet Désirée Nosbusch, w którym wraz z Trine Dyrholm gra parę, która znajduje się dekadę po śmierci syna; film, ukończony przed diagnozą, miał premierę po pogrzebie. Roth mówił o tym bez typowego rejestru żałoby celebrytów. „Nie ma na to lekarstwa”, powiedział w zeszłym roku jednemu z dziennikarzy, po czym podpisał kolejne kontrakty.

Kalendarz 2026 jest najbardziej napięty od lat. W Peaky Blinders: The Immortal Man, pierwszej pełnometrażowej odsłonie birminghamskiej sagi Cilliana Murphy’ego, która pojawiła się na Netflixie w marcu, Roth gra Johna Becketta, nazistowskiego agenta prowadzącego operację z fałszywą walutą podczas birminghamskiego Blitzu — i podobno odmówił grania postaci na głos, wybierając zamiast tego stłumioną mieszczańską groźbę, która pozwala krzyczeć Shelby’emu Murphy’ego. Szkocko-samurajski thriller Johna Macleana Tornado oddał mu kilka miesięcy wcześniej szefa bandy Sugarmana. Australijski thriller Seven Snipers wchodzi w tym roku. Archstone Entertainment wziął na targi w Cannes w tym miesiącu Murdering Michael Malloy — nowojorską kryminalną opowieść z czasów Wielkiego Kryzysu, w której Roth i Timothy Spall grają dwóch właścicieli baru próbujących bez powodzenia zabić stałego klienta dla pieniędzy z polisy — z planem zdjęć w trzecim kwartale. Nic z tego, co jest jawne, nie sugeruje, że zamierza przestać.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.