Filmy

„Zięć” na Netflix: meksykańska satyra, w której nikt nie upada

Martha Lucas

José Sánchez ma niezapomniany wąs, gładki język otwierający każde drzwi i wyrażane bez najmniejszego zażenowania przekonanie, że stanowisko prokuratora generalnego jednego z meksykańskich stanów nie stanowi pułapu jego kariery, lecz najbardziej efektywny skrót do miejsca, w które chce się dostać. Zięć (El yerno), nowy film Gerarda Naranjo dostępny na Netfliksie od 1 maja, śledzi tę postać przez 102 minuty, w trakcie których protagonista negocjuje z kartelem, z aktualnie urzędującym gubernatorem oraz z każdym, kto akurat w danym miesiącu finansuje transakcję. Film formalnie funkcjonuje jako satyra polityczna, jednak prawdziwy dyskomfort zaczyna się dopiero w momencie, w którym widz przestaje śmiać się z Sáncheza i rozpoznaje logikę, według której ten porusza się wewnątrz systemu, w którym żyje.

Operacja, którą obraz opisuje — przegrany przedsiębiorca, który zostaje prokuratorem generalnym dzięki małżeństwu, odziedziczonym kontaktom oraz starannie wykalkulowanemu oportunizmowi — odmawia czytania jako klasyczny upadek moralny. Naranjo świadomie rezygnuje z tej figury. Sánchez nie poddaje się korupcji według konwencjonalnych reguł gatunku. Czyta system, w którym żyje, z całkowitą trzeźwością i zajmuje stanowisko, z którego ten system działa przy najmniejszym tarciu. Przemiana postaci w El Serpiente, czyli w budzącego strach operatora politycznego, którym Sánchez ostatecznie się staje, nie zostaje napisana jako etyczne załamanie, ale jako nabyta kompetencja. To właśnie ta inwersja stanowi najbardziej niepokojący gest filmu.

YouTube video

Naranjo zmienia rejestr, nie temat

Kto pamięta Miss Bala, ma w pamięci nieruchomą kamerę Naranjo, podczas gdy kraj krwawił tuż za krawędzią kadru. Zięć dokonuje zwrotu w stronę absurdu i komicznej obserwacji, lecz polityczna powaga poprzedniego dzieła nie cofnęła się ani o milimetr. Decydujący wybór jest interpretacyjny: Adrián Vázquez buduje El Serpiente nie jako podręcznikowego złoczyńcę, ale jako negocjatora, jako closera, którego niebezpieczeństwo pozostaje niewidoczne właśnie dlatego, że nie ogłasza się przez żaden ze zwyczajowych markerów gatunku.

Zdjęcia Diego Tenoria (Tótem, La virgen de la tosquera) utrzymują napięcie w kadrze nawet w sekwencjach, w których scenariusz domagałby się komicznego rozluźnienia, a ścieżka dźwiękowa Tomása Barreiro systematycznie przerywa każdą muzyczną kulminację, zanim muzyka zdąży zaoferować widzowi pocieszenie. Scenografia Juliety Jiménez Pérez nasyca wnętrza kolorem, obfitością i domowym ciepłem. Meksyk korupcji jest jednocześnie Meksykiem wspólnoty, a ten zabieg wizualny formułuje — niezależnie od dialogu — argument, którego scenariusz nie musi już wypowiadać wprost: opuszczenie tego świata nie jest prostym wyborem. Montaż Soledad Salfate, znany z No i El Conde tworzonych z Pablo Larraínem, nadaje filmowi kliniczny puls charakterystyczny dla domu Fabula, ten rytm, który uparcie odmawia rozwiązywania scen drogą emocjonalną.

Prokuratura stanowa jako precyzyjny wybór instytucjonalny

Wybór instytucjonalny dokonany przez scenariusz nie jest dekoracyjny i zasługuje na osobną uwagę. Stanowe prokuratury generalne w Meksyku — fiscalías generales del estado — stanowią funkcjonalnie ten dokładny punkt, w którym polityka wyborcza, przestępczość zorganizowana oraz prawna maszyneria codziennej korupcji krzyżują się wewnątrz meksykańskiego aparatu administracyjnego. Meksykańska debata publiczna ostatnich lat omawiała tę przepuszczalność w abstrakcyjnym języku — przemoc, narkopaństwo, kaptura instytucjonalna, strukturalna bezkarność — lecz rzadko pokazywała konkretne biuro, w którym te abstrakcje stają się procedurą administracyjną.

Zięć poświęca swoje 102 minuty właśnie na przejście przez to biuro. Trzeba odnotować, że film odrzuca, sądząc po tym, co wystawia na scenę, rejestr oskarżenia. Oskarżać zakłada bowiem podstawową czystość, której dzieło już za daną nie uznaje. Jego rzeczywisty argument okazuje się bardziej niewygodny niż klasyczne oskarżenie. System, twierdzi film, jest już w pełni widoczny, a istotne pytanie dotyczy zachowania obywateli w sytuacji, gdy ta widoczność przestała wywoływać skandal, który niegdyś wywoływała. James Schamus, który już wcześniej powrócił do Meksyku z miniserialem Somos, wnosi tutaj decydującą decyzję strukturalną — odmowę widzowi katharsis, którą gatunek satyry politycznej konwencjonalnie obiecuje na końcu drogi.

Trzy tradycje spotykają się w jednym dziele

Zięć sytuuje się na skrzyżowaniu trzech filmowych linii, które rzadko spotykają się w jednym filmie. Od Luisa Estrady (La ley de Herodes, El infierno, La dictadura perfecta) Naranjo dziedziczy cele — politycznego operatora, dobrze ustawioną rodzinę, przepuszczalną prokuraturę — lecz zrywa z karykaturą jako drogą dostępu do prawdy. W Zięciu nie ma protez ani przerysowanej gestyki; jest natomiast obserwacja. Z meksykańskiego realizmu przemocy — Amat Escalante w Heli, Carlos Reygadas, Michel Franco w Nuevo orden, sam Naranjo w Miss Bala — film czerpie polityczną powagę i tłumaczy ją na komiczny rejestr bez łagodzenia materii. Z Fabuli, wytwórni braci Pablo i Juana de Diosa Larraínów (No, El Conde, Jackie), wprowadza alegoryczno-polityczny rytm współczesnego kina chilijskiego oraz rygorystyczną dyscyplinę rezygnacji z moralizowania.

Należy wyróżnić fakt, który meksykańska prasa powtarza, ale rzadko czyta dalej: jest to pierwsza produkcja Fabuli zrealizowana w Meksyku. Pełnometrażowy obraz staje się tym samym miejscem, w którym meksykańskie i chilijskie kino polityczne odnajdują wspólny język — a język ten manifestuje się jako komedia bez ulgi.

To, co film świadomie pozostawia otwarte

To, co Zięć zostawia nierozwiązane, nie jest pytaniem o to, czy José Sánchez stanowi postać tragiczną, ponieważ Naranjo nigdy nie wymaga od widza takiej lektury. Pytanie, które film zostawia otwarte — i zostawia otwarte z pełną premedytacją — dotyczy symbolicznego statusu El Serpiente: czy nadal funkcjonuje jako figura ostrzegawcza dla meksykańskiej publiczności, czy też ta publiczność czyta go już jako kogoś, kto poprawnie zdekodował reguły miejsca, w którym żyje. Wąs, gładki język, gotowość do zawarcia ostatniej transakcji były kiedyś znakami antagonisty, którego widz identyfikuje, by się od niego zdystansować. Naranjo nie potwierdza, że stały się przeciwnie, znakami kogoś, kto ocenił swoją sytuację realistycznie. Nie może tego potwierdzić. Sam kraj również tego nie potwierdził.

Stąd właśnie wynika analityczna stawka filmu. Odpowiedź, którą każdy widz formułuje, wychodząc z sali, sama w sobie stanowi diagnozę kulturową. Zięć mierzy coś, czego meksykańskie kino polityczne unikało przez lata — dokładny moment, w którym oburzenie przestało być automatyczną reakcją i stało się świadomym wyborem. Komedia nie zwalnia uścisku właśnie z tego powodu.

Premiera i obsada

Zięć (El yerno) jest dostępny globalnie na Netfliksie od 1 maja po hybrydowej strategii dystrybucji, którą zainaugurowano 18 kwietnia podczas 41. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Guadalajarze, gdzie film uczestniczył w oficjalnej rywalizacji o Premio Mezcal w kategorii filmu fabularnego, a następnie 19 kwietnia trafił do wybranych meksykańskich kin. Pełnometrażowy obraz trwa 102 minuty i jest produkowany przez Fabulę, wytwórnię założoną przez Pablo i Juana de Diosa Larraínów, wspólnie z Jamesem Schamusem. Pablo Larraín, Juan de Dios Larraín, Rocío Jadue oraz Joe Pirro figurują jako producenci wykonawczy, Carlos Hernández jako koproducent wykonawczy.

Adrián Vázquez prowadzi obsadę w roli José Sáncheza. Główna obsada obejmuje także Jero Medinę, Davida Gaitána, Verónicę Bravo, Eduarda Españę, Rodrigo Virago, Ianisa Guerrero, Maura Sáncheza Navarro oraz Natalię Téllez, ze szczególnym udziałem Jorgego Zárate. Zdjęcia: Diego Tenorio. Muzyka oryginalna: Tomás Barreiro. Dźwięk: Alex de Icaza. Scenografia: Julieta Jiménez Pérez. Montaż: Soledad Salfate.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.