Piłka nożna

Powrót Alexandra Isaka na St James’ Park: rok w Liverpoolu uczynił najdroższego piłkarza Anglii najbardziej samotnym

The most expensive footballer in Britain returns to the club he left, carrying the one burden a striker can never share
Jack T. Taylor

Tunel na St James’ Park wyrzuca piłkarza w ścianę dźwięku i dla większości mężczyzn, którzy przez niego przechodzą, ten hałas jest czymś, w co można się wtopić. Dla Alexandra Isaka, podczas jego pierwszego popołudnia z powrotem na Tyneside w innej koszulce, był to hałas, przez który trzeba było przejść. Pięćdziesiąt dwa tysiące ludzi przyszło mu powiedzieć, co myślą o tym, jak odszedł, a napastnik zrobił jedyną rzecz, na jaką kiedykolwiek pozwalała mu jego praca, gdy cały stadion zwraca się przeciwko niemu. Stał samotnie na szczycie boiska i czekał na piłkę, która pozwoliłaby mu odpowiedzieć.

Taki jest układ, jaki zawiera środkowy napastnik, a Isak zawarł go dawno temu. Pomocnik może schować się w pracy. Obrońca może spędzić popołudnie, tłumacząc się kolektywem. Człowiek grający tam, gdzie gra Isak, nie ma takiej osłony. Jest oceniany w najtwardszej walucie, jaką zna futbol – w golach – i jest oceniany samotnie, w tym konkretnym momencie, gdy piłka dociera do niego, a wszyscy na stadionie patrzą na dokładnie jedną osobę. Nie ma bardziej samotnego miejsca w piłce nożnej, a Isak spędził rok, odkrywając, że ceną, jaką zapłacił, by się tam znaleźć, nie była opłata transferowa.

Transfer, którego się domagał

Chciał odejść i powiedział to w języku, który nie pozostawiał miejsca na odwrót. Stwierdził, że relacja z Newcastle nie może być kontynuowana; obietnice zostały złamane, zaufanie przepadło. To było oświadczenie człowieka, który podjął decyzję, a Newcastle – które zbudowało drużynę i atmosferę wokół jego goli, pięćdziesięciu czterech w osiemdziesięciu sześciu meczach ligowych – zostało zmuszone do sprzedaży piłkarza, który nie chciał już dla nich strzelać. Liverpool zapłacił brytyjski rekord, by go pozyskać – kwotę zaczynającą się w okolicach 125 milionów funtów i rosnącą stamtąd – i jednym podpisem w dniu deadline’u Isak stał się najdroższym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek kupiła angielska piłka.

Zrozumcie, co ta liczba robi z człowiekiem. To nie jest komplement; to kontrakt z publicznością, odnawiany co tydzień, który mówi: będziesz wart tej kwoty. Kibice Newcastle, którzy kochali go bez zastrzeżeń, odczuli jej wielkość jako zdradę – tym bardziej, że sam wyreżyserował swoje odejście. A kibice Liverpoolu, którzy dziedziczą rachunek, zaczęli liczyć zwrot z inwestycji od pierwszego gwizdka jego pierwszego meczu. Rekordowa opłata kupuje napastnikowi pewność, że nigdy więcej nie będzie mu dane mieć zwyczajnego popołudnia. Każde dotknięcie piłki jest teraz dowodem w oskarżeniu lub obronie.

Rok, który się na nim załamał

Poszło źle niemal natychmiast, i to na dwa sposoby, których napastnik najmniej może sobie pozwolić. Najpierw zawiodło go ciało – złamana strzałka w zimie, która odebrała rytm sezonowi, zanim ten zdążył go nabrać – a potem nie chciały paść gole, tylko trzy w całym debiutanckim sezonie, który wszyscy, a on sam najbardziej, wyobrażali sobie inaczej. Liverpool Arne Slota, mistrzowie sprzed roku, spadli na piąte miejsce i stracili dwadzieścia pięć punktów do Arsenalu, który po prostu wykonał swoją robotę lepiej. Isak spędził resztki tego sezonu, wykonując najsamotniejszą arytmetykę w sporcie: rekordowa opłata podzielona przez trzy gole, przeliczana na nowo za każdym razem, gdy marnowała się szansa.

Słabszy zawodnik by zamilkł, pozwoliłby, by cena stała się miejscem do ukrycia się. Uderzające w Isaku jest to, że nie przestał prosić o piłkę. Sprawność fizyczna to rodzaj nerwu, tak samo jak rodzaj zdrowia – gotowość, by wciąż sprintem wbiegać w kanał, gdy ostatnie dziesięć razy nic z tego nie wyszło, by wciąż oferować się do podania, którego publiczność nie ufa już, że skończysz. On wciąż się oferował. To cecha, której opłata nie może kupić, a kontuzja nie mogła odebrać: odmowa, tydzień po niszczycielskim tygodniu, by zniknąć.

Nowy menedżer i ten sam test

Reset nadszedł latem. Slot odszedł; Andoni Iraola przyszedł z Bournemouth z dwuletnim kontraktem i reputacją drużyn, które biegają, aż przeciwnik pęknie, i odziedziczył napastnika, który potrzebował sezonu jak człowiek powietrza. Werdykt Iraoli był jednocześnie bezpośredni i hojny – że Isak będzie centralną postacią wszystkiego – i przeformułował całe pytanie. Nie chodziło już o uzasadnianie opłaty. Chodziło o to, czy najlepsza wersja bardzo dobrego piłkarza wciąż istnieje pod ciężarem najgorszego roku w jego karierze.

Pierwszy weekend sezonu dał mu najokrutniejszy możliwy egzamin: powrót do miejsca, które opuścił, w dniu, w którym miała zacząć się nowa era, przed ludźmi, którzy czuli się przez niego najbardziej osobiście skrzywdzeni. Newcastle uczciło tę okazję najpierw czymś większym niż jakakolwiek uraza – przedmeczowym hołdem dla Kevina Keegana, który połączył obie strony stadionu w sposób, w jaki nie potrafiłaby tego żadna rywalizacja – a potem, w momencie rozpoczęcia meczu, skierowało cały żar popołudnia na jednego człowieka. Isak był wygwizdywany przy każdym kontakcie z piłką. Nie zdobył gola, nie znalazł wytchnienia, żadnego sposobu, by nagiąć ten dzień z powrotem ku sobie.

Sam mecz toczył się bez niego. Anthony Elanga dał Newcastle prowadzenie; Cody Gakpo wyrównał po przerwie; Joe Willock niemal natychmiast przywrócił gospodarzom prowadzenie, a Liverpool potrzebował rzutu karnego Dominika Szoboszlaia w doliczonym czasie gry, by ukraść punkt z remisu 2-2. Pojedyncza linijka w raporcie odnotuje, że pierwsze rywalizacyjne popołudnie Iraoli zakończyło się remisem. Nie odnotuje tego, ile kosztowało najdroższego piłkarza w kraju stanie w tym hałasie przez dziewięćdziesiąt minut i ciągłe proszenie o piłkę, której nie mógł dostać.

Miłosierdzie pozycji

Oto dziwna pociecha ukryta w najsamotniejszej pracy w futbolu. Ta sama izolacja, która obnaża zmagającego się napastnika, jest rzeczą, która może go uratować w jednej chwili. Obrońca odbudowuje zaufanie miesiącami; napastnik odbudowuje je w czasie, jaki zajmuje piłce przekroczenie linii. Jeden czysty strzał – jedno popołudnie, gdy bieg, podanie i wykończenie zbiegają się w jednym momencie – i arytmetyka się resetuje, cena transferowa cichnie, a publiczność, która go wygwizdywała, pamięta tylko gole. Isak wie to lepiej niż ktokolwiek w lidze, bo był po właściwej stronie tego rozrachunku już wcześniej, pięćdziesiąt cztery razy, na tym samym stadionie, który tego popołudnia mówił mu, że nie jest już pożądany.

Więc idzie dalej, samotny na szczycie boiska, niosąc liczbę, której żaden piłkarz nie powinien nosić, i sezon, którego żaden piłkarz by nie wybrał. Opłata uczyniła go najcenniejszym piłkarzem w Wielkiej Brytanii. Rok uczynił go najsamotniejszym. To, co zrobi dalej, rozstrzygnie się tam, gdzie zawsze rozstrzyga się dla mężczyzn grających na jego pozycji – w ułamku sekundy, gdy piłka dociera, z całym stadionem patrzącym i nikim, z kim mógłby się tym podzielić. Taki jest koszt pracy, o którą Isak tak walczył. To także, jeśli uda mu się znaleźć jednego gola, jedyna droga powrotu.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.