Filmy

Katastrofa w duecie na Apple TV+: Ryan Reynolds i Kenneth Branagh w komedii z czasów zimnej wojny

Martha Lucas

Na jednym z kadrów w zwiastunie dwóch mężczyzn leży na plecach w śniegu, z rozrzuconymi ramionami, przerywając ucieczkę tylko na tyle, by złapać oddech. To dziwny obrazek, którym sprzedaje się film akcji – i o to właśnie chodzi. „Mayday”, nowy oryginalny film Apple od Jonathana Goldsteina i Johna Francisa Daleya, zaczyna się jako zimnowojenny thriller szpiegowski, by przez kolejne dwie godziny konsekwentnie odmawiać bycia nim. Zamiast tego staje się najstarszym silnikiem amerykańskiego kina: dwoje ludzi, którzy nie powinni znaleźć się w jednym pomieszczeniu, zmuszonych przetrwać ten sam dzień, odkrywających, że jedynym wyjściem jest utrzymać się nawzajem przy życiu.

YouTube video

Zarys fabuły to czysty gatunek. Ryan Reynolds wciela się w porucznika Troy’a „Assassina” Kelly’ego, lotnika-asą wysłanego z tajną misją na terytorium ZSRR w szczycie zimnej wojny. Operacja kończy się fiaskiem. Kelly zostaje sam za liniami wroga, bez możliwości ewakuacji i szans na powrót do domu – i w tym momencie thriller, w którym miał występować, cicho się kończy, a zaczyna film, w którym naprawdę jest. Znajduje go – nie dobija – Nikołaj Ustinow, oschły były agent KGB z zamiłowaniem do amerykańskiej kultury, grany przez Kennetha Branagha. Od tego spotkania obraz reorganizuje się wokół jednego pytania, które nie ma nic wspólnego z misją: czy ci dwaj mężczyźni zniosą się nawzajem na tyle długo, by wydostać jednego z nich?

Najbardziej wymowną decyzją Goldsteina i Daleya jest to, jak szybko gotowi są pozbyć się fabuły. Mechanizm szpiegowski – wtargnięcie, teren wroga, upadek – zbudowany jest po to, by można go było zabrać. Odejmij misję, a zostaje duet – forma, którą ci filmowcy znają od podszewki. Pisali „Spider-Man: Homecoming” i „Horrible Bosses”, reżyserowali „Game Night”, zanim nakręcili „Dungeons & Dragons: Złodziejski honor”, a w całej tej pracy stałą jest rozumienie komedii jako sporu prowadzonego przez dialog. Fabuła to tylko pretekst, by dwa głosy zderzały się ze sobą. „Mayday” doprowadza ten nawyk do logicznego końca: zdejmij maszynerię, zostaw zderzenie. Instynkt retro przenika także proces produkcji. Film kręcono w Montrealu w 2024 roku pod roboczym tytułem „Blackbird”, ze zdjęciami Barry’ego Petersona i muzyką Colina Stetsona, a zbudowano go wyraźnie po to, by naśladować żartobliwe kino akcji lat 80., a nie je unowocześniać.

Dlatego obsada czyta się nie jak afisz, ale jak teza. Reynolds przynosi rejestr, który ostrzył przez dekadę – szybkiego, samoświadomego Amerykanina, który przedziera się przez niebezpieczeństwo mówieniem, traktującego kryzys jako okazję do komentarza. Branagh wnosi zupełnie przeciwną tradycję. To aktor klasyczny i reżyser Szekspira, ktoś, kogo instrumentem jest kontrola, cierpliwość, powaga. Wrzucenie tych dwóch języków aktorskich w jedną zamarzniętą ramę to prawdziwy eksperyment filmu – i jest to eksperyment pisarski, zanim stanie się wizualny. Komedia musi wynikać z przepaści między sposobem mówienia tych dwóch mężczyzn. Szybkość Reynoldsa musi przetrwać kontakt z nieruchomością Branagha, a żaden nie może wygrać bez reszty, bo inaczej film przestaje działać.

Detal taki jak apetyt Nikołaja na amerykańską kulturę to sygnał od scenariusza, po której stronie leżą jego sympatie. To film o odwilży zachodzącej po jednej osobie na raz, w rejestrze, dla którego oficjalny świat nie miał zastosowania – radziecki agent, który lubi płyty i filmy wroga, Amerykanin, który potrzebuje wroga, by żyć. Zimnowojenne tło nie jest ozdobnikiem wokół tej idei; to ciśnienie, które nadaje jej wagę. Osadzenie sojuszu w szczycie amerykańsko-radzieckiej wrogości oznacza, że przyjaźń ma realną przeszkodę do pokonania: granicy, której nie przekroczyłeś, wroga, z którym nie rozmawiałeś, rzeczywistej śmiertelności tamtej epoki. Komedia polega na tym, że dwaj mężczyźni śmieją się, pokonując przeszkodę, która w prawdziwych latach 80. zabijała ludzi. Zabierz niebezpieczeństwo, a żarty są tylko żartami; zostaw je, a każdy gag staje się też małym aktem sprzeciwu.

„Mayday” dokładnie wie, obok jakich filmów stoi. Porównywano go do „Midnight Run”, a należy do tradycji sięgającej przez „Spies Like Us”, „Red Heat” i „48 godzin” – amerykańskiej komedii akcji o kumplach jako trwałej, niemalże niecnej formie. Tamte filmy rozumiały, że pościg nigdy nie był przyjemnością. Przyjemnością były negocjacje: dwoje ludzi, którzy zaczynają jako problem dla siebie nawzajem, a kończą jako jedyny stały punkt w historii. Wskrzeszenie tej formy w 2026 roku to już samo w sobie deklaracja. Współczesny blockbuster zwykle grzebie duet w spektaklu i rzucanych donikąd żartach. „Mayday” zwalnia, by duet mógł być samym filmem – to wybór bardziej ryzykowny i staromodny.

Jest też tutaj odczytanie systemowe, które warto nazwać wprost. „Mayday” to projekt Apple Original Films zrealizowany ze Skydance Media i Maximum Effort Reynoldsa. To średniobudżetowy, gwiazdorski, oryginalny film – nie sequel, nie adaptacja, nie kawałek intelektualnej własności sprzedanej z góry – wydany bezpośrednio na platformę streamingową. Taka kombinacja jest rzadsza, niż być powinna. Odrzucenie gatunku jest po części instynktem artystycznym, a po części pozycją rynkową: na tyle znajomy, by sprzedać się w piątek, na tyle nietypowy, by przeglądający ekran główny widz mógł się zatrzymać. Studio, które kupuje komedię z gwiazdorem i klasycznym przeciwnikiem, a potem umieszcza ją w salonach, a nie multipleksach, stawia zakład o to, gdzie obecnie mieszka ten rodzaj kina.

Tego, czy sztuczka się uda, nie jest w stanie powiedzieć artykuł przed premierą. Nikt jeszcze nie obejrzał „Mayday”, a to nie miejsce, by udawać inaczej. Pytania, które warto zadać, są tymi szczerymi. Czy komedia zasługuje na leżące pod nią uczucie, czy też odrzucenie gatunku jest sprytniejsze jako pitch niż jako gotowy film? Czy Reynolds i Branagh faktycznie zdołają zbudować między sobą coś, czy dwa tak różne style aktorskie po prostu odmówią stopienia się? Założenie obiecuje przyjaźń; przyjaźnie to najtrudniejsza rzecz do udawania na ekranie, właśnie dlatego, że publiczność od razu wie, gdy jej nie ma.

I jest jeszcze dług, który każda komedia o kumplach nosi i nigdy nie spłaca. Świat, który uczynił z tych dwóch mężczyzn wrogów, wciąż istnieje, gdy napisy końcowe płyną. Sojusz jest prawdziwy; granica też jest prawdziwa, a przyjaźń jej nie likwiduje. Cały zakład „Mayday” polega na tym, że i tak będzie ci zależało na tej więzi – że dwoje ludzi wybierających siebie nawzajem wbrew rozkazom swoich rządów jest coś warte, nawet jeśli nie zmienia niczego większego. To jest pytanie, które film celowo stawia i, zgodnie z projektem, pozostawia otwarte. To także, nieprzypadkowo, powód, dla którego obrazem sprzedającym film nie jest walka powietrzna ani eksplozja, ale dwóch mężczyzn w śniegu, którzy zdecydowali się, na razie, przestać być wrogami.

„Mayday” ma premierę globalnie na Apple TV+ 3 września 2026 roku, a czas trwania wynosi 111 minut. Film został napisany i wyreżyserowany przez Jonathana Goldsteina i Johna Francisa Daleya, a wyprodukowany przez Apple Original Films ze Skydance Media i Maximum Effort. Obok Ryana Reynoldsa i Kennetha Branagha w obsadzie znaleźli się Maria Bakalova, Marcin Dorociński i David Morse.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.