Aktorzy

Billy Porter, aktor który spędził trzy dni martwy i wrócił na scenę swoich marzeń

Penelope H. Fritz

Gdy chirurdzy rozcięli mu nogę od kolana do biodra i zostawili ją tak na dwa dni, żeby tlen mógł wrócić do tkanek, Billy Porter był już gdzie indziej. Trzy dni na podtrzymaniu życia, z sercem i płucami podłączonymi do maszyny – sepsa, która zaczęła się od kamienia nerkowego, w ciągu kilku godzin przerodziła się w coś, co próbowało go zabić. On niczego z tego nie wiedział, gdy się działo. Dowiedział się później.

Dorastał w Pittsburghu – w dzielnicy Hill District, gdzie przetrwanie było osobną lekcją – jako dziecko matki z postępującą chorobą neurologiczną i ojczyma, który go krzywdził. Przemoc rówieśnicza, która ciągnęła się przez lata szkolne, była wymierzona precyzyjnie we wszystko, czym nie mógł przestać być: gejem, teatralnym, Czarnym, zbyt intensywnym. Szkoła aktorska Carnegie Mellon była miejscem, gdzie „zbyt intensywny” po raz pierwszy stał się atutem zawodowym, a nie obciążeniem. Branża potrzebowała kolejnych dwóch dekad, żeby się z tym zgodzić.

Billy Porter
Billy Porter

Wczesne lata na Broadwayu nie układały się w prostą linię. Grał w Miss Saigon i Aniołach w Ameryce, wydawał solową muzykę, pracował stale, ale bez przełomu. Branżowa opowieść o nim – snuta w pokojach castingowych, a nie w recenzjach – brzmiała, że jest zbyt wyjątkowy, zbyt ekstrawagancki, zbyt wszystkim, by zrobić mainstreamową karierę, która wymaga określonego rodzaju czytelności. Aż przyszły Kinky Boots.

Wcielając się w rolę Loli w 2012 roku – drag queen, która ratuje podupadającą fabrykę butów na angielskiej prowincji – Porter doprowadził do perfekcji argument, który nie miał na Broadwayu prawie żadnego precedensu: Czarny, gejowski, ekstrawagancki wykonawca może poprowadzić komercyjny musical i udźwignąć go na swoich barkach. Nagroda Tony dla najlepszego aktora w musicalu przyszła w 2013 roku. Grammy za ścieżkę dźwiękową – w 2014. Dla tych, którzy uważnie śledzili jego karierę, nie były to niespodzianki; były to uznania, których odmawiano mu tak długo, aż branży zabrakło powodów, by dalej je wstrzymywać.

Pose zmieniło skalę. Serial stacji FX, osadzony w nowojorskiej scenie balowej późnych lat 80. i wczesnych 90., dał Porterowi rolę Pray Tella – mistrza ceremonii, który na żywo mierzy się z kryzysem AIDS, żyjąc z HIV i obecny w każdym odcinku, w żałobie i przetrwaniu. W 2019 roku zdobył nagrodę Primetime Emmy dla wybitnego aktora pierwszoplanowego w serialu dramatycznym, stając się pierwszym otwarcie gejowskim Czarnym mężczyzną, który wygrał lub był nominowany w jakiejkolwiek kategorii aktorskiej na Emmy. To, czego relacje z rozdania nagród w dużej mierze nie wiedziały – bo jeszcze tego nie powiedział – to fakt, że status nosiciela HIV jego postaci nie był czysto dramatycznym researchem. On sam żył z HIV od 2007 roku. Ujawnił to publicznie w 2021 roku w swoich pamiętnikach Unprotected.

Garnitur-suknia, którą miał na sobie podczas gali Oscarów w 2019 roku – customowy projekt Christiana Siriano z czarnego aksamitu – był powszechnie opisywany jako modowe oświadczenie. Czym był naprawdę, trudniej skategoryzować: Czarny queerowy mężczyzna po czterdziestce, pojawiający się na jednym z najbardziej fotografowanych wydarzeń na świecie, ubrany dokładnie tak, jakim był, w branży, która przez całą jego karierę uczyła go, by był kimś mniejszym. Relacje były w większości entuzjastyczne. Oferty pracy w kolejnych latach – już nie. Mówił o tym wprost: im bardziej widoczny stawał się jako on sam, tym węższy stawał się zakres oferowanych mu ról. Branża nagradzała wizerunek i jednocześnie ograniczała możliwości.

Jesienią 2025 roku grał główną rolę w wznowieniu Kabaretu na Broadwayu w Kit Kat Club, gdy infekcja dróg moczowych przerodziła się we wstrząs uroseptyczny – bakterie znalazły się w jego krwiobiegu w ciągu kilku godzin od hospitalizacji. Został podłączony do ECMO, maszyny płuco-serce, używanej, gdy organizm nie jest już w stanie samodzielnie utrzymać funkcji sercowo-naczyniowej. Zespół ciasnoty przedziałów powięziowych w nodze wymagał pilnej operacji, gdy był nieprzytomny: rozcięto go od kolana do biodra i pozostawiono otwartego na dwa dni, żeby tlen mógł wrócić. Był – jak sam to ujął – martwy przez trzy dni. Spektakl zakończył się miesiąc wcześniej.

Obudził się. Wyzdrowiał. W czerwcu 2026 roku, niespełna rok po śpiączce, wrócił na scenę New York City Center w całkowicie czarnoskórym wznowieniu La Cage aux Folles, wcielając się w Albina – drag queen performerkę, która jest emocjonalnym centrum musicalu Harveya Fiersteina i Jerry’ego Hermana z 1983 roku. Chciał zagrać tę rolę, odkąd był za młody, by móc ją dostać. U boku Wayne’a Brady’ego jako Georgesa, w reżyserii Roberta O’Hary, spektakl grano podczas Miesiąca Dumy. To było dziesięć dni prób i – jak to określił – czysta radość.

W wieku 56 lat Billy Porter ma na koncie dwie nagrody Tony jako performer i producent – aktorską za Kinky Boots w 2013 roku i za najlepszy musical A Strange Loop jako producent w 2022 roku, a także Nagrodę Tony im. Isabelle Stevenson w 2024 roku za działalność humanitarną. Publicznie mówi o zawężaniu możliwości w branży dla czarnoskórych i queerowych artystów w obecnym klimacie politycznym, brał udział w protestach „No Kings” w 2026 roku i pojawił się w dyskusjach na temat Finding Fire Island, nominowanego do GLAAD serialu dokumentalnego badającego, jak kryzys HIV/AIDS ukształtował Broadway i Fire Island. Wśród nadchodzących projektów ma rolę w jednej z części franczyzy Igrzyska śmierci oraz podcast z Leslie Jones i Phoebe Robinson.

Scena to miejsce, w którym zaczął, i to na nią wrócił, gdy potrzebował się przekonać, że wciąż może to robić. Pytanie, które jego kariera zadaje od trzydziestu lat – czy branża w końcu uzna, że „zbyt wiele” było tak naprawdę „w sam raz” – pozostaje otwarte. On przestał czekać na odpowiedź.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.