Technologia

Sam Altman o AI: „…korzystanie z niej nie podlega negocjacjom“

Adrian Kessler

Sam Altman od lat opowiada światu, czym stanie się sztuczna inteligencja. Stojąc przed urzędnikami, którzy zdecydują, w jaki sposób ta technologia wejdzie do ich gospodarek, szef OpenAI streścił całą swoją wizję w jednym słowie – i pozwolił, by to słowo wykonało całą pracę argumentu.

„Wielu z was przyjmie bardzo różne podejścia do tego, jak regulować AI, jak witać ją w swoim kraju, jak z niej korzystać. Ale jedno jest pewne – uważam, że korzystanie z niej to kwestia niepodlegająca negocjacjom”

Powiedział to podczas G20 Innovation Ministerial w Chapel Hill w Karolinie Północnej, w rozmowie przy kominku z sekretarzem handlu USA Howardem Lutnickiem, jak podaje The Independent. Przeczytajcie to zdanie powoli i zwróćcie uwagę, co ono daje, a co odbiera. Altman przekazuje rządom wszelką swobodę na świecie: jak regulować AI, jak ją witać, jak z niej korzystać. A potem, jednym tchem, odbiera jedyną swobodę, która tak naprawdę o wszystkim decyduje – czy w ogóle z niej korzystać.

To jest mechanizm kryjący się pod słowem niepodlegający negocjacjom. Nie opisuje ono faktu dotyczącego AI; przekształca produkt komercyjny w infrastrukturę obywatelską. Aby ten zabieg się udał, Altman sięgnął po najbardziej ugruntowane dobro użyteczności publicznej minionego stulecia, porównując kraj, który odrzuca AI, do kraju, który odrzucił elektryczność – technologię, której zawiłości, jak zauważył, wymagały czasu, by stała się bezpieczna. To pochlebna analogia właśnie dlatego, że jest przedwczesna: nadaje gotową nieuchronność sieci energetycznej czemuś, co wciąż jest definiowane, wciąż wyceniane, wciąż przedmiotem sporów w sali, w której stał.

Znamienne jest tu asymetria. W ujęciu Altmana wdrożenie jest obowiązkowe; zabezpieczenia są opcjonalne. Podczas tego samego wystąpienia poparł samoregulację firm AI jako wystarczającą, by „uniknąć katastrofalnych zagrożeń” – czyli kraje muszą powiedzieć „tak” technologii, ale firmy same oceniają swoje bezpieczeństwo. A człowiek, który ustala te warunki, kieruje najcenniejszą firmą AI na Ziemi. To nie jest dyskwalifikacja. To kontekst, który język obywatelskiego obowiązku ma sprawić, byście zapomnieli: osoba nazywająca AI kwestią niepodlegającą negocjacjom sprzedaje to, czego nie wolno wam negocjować.

To, co to ujęcie pomija, to rachunek. Altman obiecał „największy boom w przedsiębiorczości i tworzeniu małych firm, jaki świat kiedykolwiek widział” – i ten potencjał jest na tyle realny, że warto go traktować poważnie. Ale padło to w sali, gdzie przeciwwagi były już widoczne: tegoroczne badanie Gallupa wykazało, że prawie czterech na pięciu Amerykanów spodziewa się, że AI ograniczy zatrudnienie w ciągu najbliższej dekady, a centra danych, które umożliwiają ten boom, wywołują lokalne spory o energię i wodę, gdziekolwiek powstaną. To są negocjacje, które słowo Altmana ma zamknąć, zanim się w ogóle rozpoczną.

Rządy zachowają więc swobodę regulowania AI na jego warunkach – tempo, papierkowa robota, komunikaty prasowe. Jedyna dźwignia, która pozwoliłaby im decydować o tym na własnych warunkach, to ta, którą już uznał za wyłączoną ze stołu.

Tagi: , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.