Muzyka

Alif Hilal i jej ‘rewolucja’: jest prawdziwa, ale nie tam, gdzie widzi ją szum

Alice Lange

Słowo, które ciągnie się za Alif Hilal w tym sezonie, to rewolucja. Błyszczący profil w S Moda, dodatku do El Paísa, okrzyknął ją władczynią „imperium delirycznego”. Festiwalowe kręgi wymieniają ją wśród najważniejszych głosów muzyki eksperymentalnej. Artystka znana kiedyś jako Lyra Pramuk, według tej narracji, na nowo zdefiniowała, czym może być muzyka.

To hojna teza, ale w większości chybiona — nie dlatego, że twórczość jest mała, lecz dlatego, że „rewolucja świata muzyki” opisuje skalę wpływu, jakiej Hilal nigdy nie miała i chyba nie chce mieć. Bardziej interesująca prawda jest cichsza: to nie ona wywróciła muzykę do góry nogami, tylko awangardowy establishment przesunął swój środek ciężkości w jej stronę.

Zacznijmy od metody, bo od niej wszystko wynika. Hilal buduje muzykę niemal w całości z własnego głosu — nakładanego warstwami, przetwarzanego, zwielokrotnianego w chóry, które nigdy nie istniały, ludzkiego instrumentu przepuszczonego przez technologię, aż brzmi jak zgromadzenie wiernych. Opiera się klinicznemu słownictwu branży; swoje przeróbki nazywa „polifonicznymi transmisjami”, a nie remiksami, i mówi o honorowaniu rzemiosła, za które muzyka elektroniczna rzadko dostaje uznanie. Głos, jak powtarza, zawsze był duchowy, a my cierpimy na rodzaj kulturowej amnezji w tej kwestii. To teza, ale i brzmienie.

W tej tezie naprawdę mieszka „trans” z jej autorskiej ramy — i to właśnie ten aspekt omija celebratorska publicystyka. Hilal opisuje swoją muzykę jako transowy sposób myślenia o własnym głosie — to sformułowanie składa w jedno kilka spraw naraz: relację transpłciowej artystki do głosu, przekształcenie tego głosu w surowy materiał oraz przekraczanie gatunków w ogóle. To nie haczyk doczepiony do płyty. To ściana nośna. W tym roku ta konstrukcja dostała kolejne piętro: artystka, którą długo ogłaszano jako Lyrę Pramuk, przyjęła imię Alif Hilal po konwersji na islam, wpisując jawną praktykę duchową w twórczość, która już wcześniej sięgała ku sacrum.

I tu jest część, której opowieść o „rewolucji” nie dostrzega. Ludzie, którzy potwierdzają znaczenie Hilal, to nie listy przebojów; to instytucje. Ona uczy. Jest zapraszana na festiwale, które decydują o tym, co uchodzi za poważne. Tegoroczny program muzyczny Biennale w Wenecji — wokół tematu dźwięku jako odrodzenia i „zbiorowej katharsis” — umieszcza ją w zestawieniu obok kanonicznych nazwisk tej dziedziny, a kuratoruje go Caterina Barbieri, rówieśniczka, która sama przeszła drogę od tworzenia muzyki do pilnowania bram jej najbardziej prestiżowej sceny. To nie tłum szturmujący pałac. To sukcesja. Awangarda oddaje się w ręce pokolenia, które traktuje przetworzony głos i otwartą duchowość jako oczywistość, a nie prowokację.

Dlatego uczciwe słowo to nie „rewolucja”, lecz koronacja. Rodowód Hilal prowadzi wprost przez Holly Herndon i kohortę, która przez dekadę dowodziła, że ludzki głos puszczony przez maszyny może unieść ciężar rytuału. Zmieniły się nie nawyki słuchaczy — większość odbiorców nigdy nie usłyszy ani jednej nuty tej muzyki — ale to, kto dzierży instytucje. Delirium, o którym pisze El País, jest w tych salach prawdziwe. To po prostu małe królestwo, a nazywanie go całym światem wyrządza tej twórczości niedyskretną przysługę: zaprasza przewrócenie oczami, które ciągnie się za każdą przesadą, podczas gdy faktyczne osiągnięcie nie potrzebuje pompowania.

W tym wszystkim kryje się pytanie o trwałość, i to pytanie tnie po optymistycznej stronie. Cykle szumu wypalają się; kanony nie. Artystka na szczycie listy przebojów jest na łasce następnego kwartału. Artystka osadzona w programie nauczania i na festiwalach jest budowana na lata — rekontekstualizowana, na nowo śpiewana, nauczana. Po jej albumie Hymnal wyszedł towarzyszący zbiór reinterpretacji, a twórczość już krąży i jest przerabiana przez innych. Tak właśnie wygląda trwałość w tym zakątku muzyki: nie skok, ale liturgia.

Więc tak, rewolucja — pod warunkiem że zmniejszysz mapę do terytorium, które faktycznie zdobyła. Alif Hilal nie zmieniła świata muzyki. Zmieniła to, kto może zasiąść na czele jednego małego, wpływowego, samowybierającego się stołu. Delirium polega na tym, że ten stół wierzy teraz, iż jest światem.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.