Muzyka

Fontaines D.C. zagrają niewydane utwory podczas headline’owego koncertu na Reading

Noah Brandt

Zespół dostaje jedną szansę na moment, w którym festiwal przestaje traktować go jako support, a stawia na czele plakatu. Fontaines D.C. docierają do tego momentu w Reading, a interesujące pytanie nie brzmi, czy na górze powinni być. Chodzi o to, co postanowili zrobić z tym miejscem.

Bezpiecznym posunięciem, koronacyjnym gestem, byłoby zamienienie tego wieczoru w triumfalną pętlę największych hitów: moszpitowe hymny z „Romance”, churn „Starburster”, godzina skrojona tak, by wysadzić pole. Zamiast tego dublińska piątka spędziła czas poprzedzający ten weekend, wplatając w set nowe utwory, z których jeden wciąż niepublikowany – muzykę, którą tłum przed nimi usłyszy po raz pierwszy. To nie jest koronacja. To zakład.

Zakład opiera się na grozie zamiast otuchy. Siła zespołu zawsze opierała się na klaustrofobii, zbudowanej na napiętym wokalu Griana Chattena i niskim, posuwistym pulsowaniu pod nim – brzmieniu, które działa jak zamykające się pomieszczenie. To dlatego potrafią zdemolować średniej wielkości salę. To także cecha, którą skala testuje najbardziej brutalnie. Kiedy grali jako headlinerzy w Finsbury Park przed dziesiątkami tysięcy, nawet fani zauważyli, że set wypadł bardziej jak triumfalna pętla niż jak wydarzenie; dramaturgia, która czyni ich przerażającymi z bliska, może rozwodnić się na otwartej przestrzeni. Główna scena Reading to właśnie taka otwarta przestrzeń, dokładnie w tej skali.

To, co faktycznie grali tego lata, mówi, jak sobie z tym radzą. Ich europejskie sety festiwalowe mocno opierają się na „Romance”, churnie „Favourite”, „In the Modern World” i „Here’s the Thing”, sięgając jednocześnie po wczesne ciosy w splot słoneczny – „Boys in the Better Land” i „Hurricane Laughter”, które pierwotnie budowały pity. „Starburster”, utwór, który w końcu wprowadził ich na listy singli, zamyka wieczór. To set zbudowany tak, by utrzymać festiwal w ruchu. Wrzucenie do niego czegoś niesłychanego, na headlinerskim slocie, to ta część, która nie jest bezpieczna.

Nowy materiał należy do piątego albumu, który zespół przedstawia mniej jako płytę, a bardziej jako urządzenie wymierzone w słuchacza. Chatten opisał go jako komnatę, do której wchodzisz, która testuje – jak to ujął – różne zmieniające umysł lub nastrój fragmenty muzyki. To pitch rodem z instalacji artystycznej, a nie festiwalowy. Sprzedanie tego tłumowi, który przyszedł wykrzyczeć „Big”, to zupełnie inna robota, a zespół najwyraźniej chce tej trudniejszej.

I właśnie dlatego ten slot jest wart uwagi z powodów, które przeoczają obowiązkowe rekomendacje. Łatwa interpretacja jest taka, że to wieczór, w którym Fontaines awansują do rangi headlinerów hal, potem Glastonbury – trajektoria, którą wszyscy już im wyrysowali. Trudniejsza, prawdziwsza interpretacja jest taka, że wykorzystują swoją największą dotychczas platformę, by chronić to, co ich tu sprowadziło – odmowę bycia wyłącznie sympatycznym. Set składający się wyłącznie z hymnów potwierdziłby awans. Set, który każe polu usiąść z czymś nieznanym i utrzymać to w napięciu, udowodniłby coś większego.

Występ transmitowany na żywo z Reading w piątkowy wieczór, emitowany na BBC One i iPlayer, w ramach weekendu, który przyznaje headlinerskie sloty także Charli xcx, Florence and the Machine, Dave’owi, RAYE oraz Chase and Status. Stąd zespół udaje się prosto na Electric Picnic w Irlandii, a następnie do Stanów Zjednoczonych; nowy album, „Dopamine Chamber”, ukaże się w październiku nakładem XL.

Wskazówką tego wieczoru nie będzie głośność owacji dla „Starburster”. Będzie nią cisza – czy tłum, który przyszedł po hity, pozostanie wewnątrz piosenki, której nigdy nie słyszał, i pozwoli, by pomieszczenie się zamknęło.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.