Koszykówka

Karl-Anthony Towns i jego kontrakt: problem, który ciąży na każdym pretendencie w NBA

Kenji Nakamura

New York Knicks w końcu zdobyli tytuł, a nagrodą za zbudowanie mistrza jest rachunek, którego dyrekcja nie chce zapłacić w całości. Karl-Anthony Towns był kotwicą wnętrza w drużynie, która przerwała półwieczną suszę, a najważniejszym ruchem, jaki pozostał nowojorczykom na lato, nie jest ustawienie czy rotacja – to liczba. Decyzja Knicks w sprawie jego przedłużenia to wybór konstrukcyjny, a każdy poważny pretendent obserwuje, bo wszyscy stoją przed tym samym murem.

Ten mur ma nazwę, którą przeciętny fan dopiero zaczyna poznawać: drugi apron. To nie podatek, który płacisz i wzruszasz ramionami. Przekrocz go, a liga konfiskuje narzędzia, których pretendent faktycznie używa, by nim pozostać – prawo do łączenia wynagrodzeń w wymianie, do wysyłania gotówki, do przesunięcia wyboru w pierwszej rundzie daleko w przyszłość. Dla składu zbudowanego, by wygrywać teraz, kara jest mniej finansowa niż strukturalna. Przestajesz być w stanie się zmieniać.

Towns jest uprawniony do czteroletniego przedłużenia warte około 272 miliony dolarów, a doniesienia z Nowego Jorku – James L. Edwards III z The Athletic jest jednym z najczystszych głosów – mówią, że Knicks zaoferują mu coś mniej. Nie maksa. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak afront dla środkowego, który otworzył finały z dwoma kolejnymi double-double. Odczytane jako projekt jest zimniejsze i bardziej racjonalne: z Jalenem Brunsonem, OG Anunoby i Mikalem Bridgesem już na długich pieniądzach, pełny maks dla Townsa to pociągnięcie, które trwale wpycha Nowy Jork ponad apron i odcina klucz, którego potrzebowałby do naprawy składu później.

To jest wzór, który oczywiste relacje wciąż przedstawiają jako spór kontraktowy. To ograniczenie ogólnoligowe noszące imię jednego zawodnika. Spójrz na zachód, na konferencję, której Knicks nigdy nie musieli przetrwać. Oklahoma City – broniący mistrz, zdetronizowany przez San Antonio w finale konferencji – spędził lato robiąc dokładnie to, do czego Nowy Jork się szykuje: odejmowanie. Thunder pozbyli się Isaiaha Joe, Aarona Wiggsa i Lu Dorta za niewiele więcej niż wybory w drugiej rundzie, nie dlatego, że ci zawodnicy przestali pomagać, ale dlatego, że ich pensje popchnęły młody trzon w stronę linii. Sports Illustrated przedstawiło wymianę Dort jako ostatni ruch letniego okna; prawdziwsze odczytanie jest takie, że to była logika całego lata skompresowana w jednej transakcji.

Denver to to samo równanie z drugiej strony. Nuggets nie odjęli, a teraz siedzą przyciśnięci do podatku i apronów, ich elastyczność zjedzona przez same przedłużenia, które utrzymują grupę razem – Christiana Brauna, Aarona Gordona. Zachowaj swoich dobrych zawodników, a wycenisz się na następnego. To jest pułapka i dlatego prawdziwym zmartwieniem dla pretendenta w tym sezonie nie jest nazwisko dodane w lipcu, ale pomoc, której apron zabroni dodać w lutym, gdy otworzy się dziura w rotacji, a linie telefoniczne będą martwe.

Co sprowadza historię z powrotem do Townsa, ponieważ jego kontrakt jest najczystszym testem wytrzymałościowym ligi. Wartość środkowego w świecie drugiego aprona to nie tylko jego zbiórki i rzuty; to co jego figura wynagrodzenia zamyka. Knicks tak naprawdę nie pytają, czy Towns jest wart maksa. Pytają, czy mistrz może sobie pozwolić na odpowiedź twierdzącą.

Zespół, który właśnie wygrał tytuł, powie ci prawdę, którą reszta omija: w NBA drugiego aprona najtrudniejszym składem do zbudowania jest ten, który już masz.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.