Technologia

Recenzja Google Pixel 11: koniec z okazją, dla której kupowało się Pixela

Adrian Kessler

Przez cztery lata argument za zakupem Pixela był prosty dla każdego, kto pilnował wydatków. Był to flagowiec kosztujący mniej niż flagowce, z którymi go porównywano. Rezygnowało się z odrobiny dopracowania, ale w zamian zostawały realne pieniądze w portfelu — na tym opierała się cała oferta. Wraz z Pixelem 11 Google po cichu z niej zrezygnowało.

Sam telefon jest dobry. Recenzenci, którzy korzystali z niego przez tydzień, mają rację: aparat wciąż pozostaje najlepszym powodem, by go mieć, oprogramowanie jest spokojniejsze i inteligentniejsze niż u większości konkurentów, a żaden element sprzętu nie wypada kompromitująco. To nie jest historia złego telefonu. To historia telefonu, który przestał robić tę jedną rzecz, odróżniającą go od dwóch firm, którym miał odbierać klientów.

Zacznijmy od liczby, bo Google wolałoby mówić niemal o czymkolwiek innym. Pixel 11 kosztuje 899 dolarów. Ubiegłoroczny Pixel 10 debiutował w cenie 799 dolarów, a ten sam wzrost o 100 dolarów dotyczy całej gamy: Pixel 11 Pro kosztuje 1099 dolarów, Pro XL — 1299 dolarów, a Pro Fold sięga 1899 dolarów; w Wielkiej Brytanii ceny wzrosły analogicznie o około 80 funtów. Pixel był kiedyś telefonem, który polecało się komuś, kto krzywił się na widok czterocyfrowej kwoty. Teraz jego cena wyjściowa jest dokładnie taka sama jak Galaxy S26 firmy Samsung i o pełne 100 dolarów wyższa od kosztującego 799 dolarów iPhone’a 17 — co sprawia, że ze wszystkich firm to Apple oferuje w tym roku najtańszy z trzech wielkich flagowców. Seria, która definiowała Pixela, zaczynała się od 599 dolarów za Pixel 6. Ta cena należy już do historii.

Google odpowiada, że za te pieniądze dostajemy więcej, i w kwestii pamięci masowej to prawda: podstawowy model ma teraz 256 GB, czyli dwa razy więcej, a wariant 128 GB zniknął. Dla intensywnie korzystającego użytkownika rzeczywiście łagodzi to podwyżkę. Można jednak spojrzeć na to inaczej: najtańszy Pixel 11, jaki można kupić, to telefon z 256 GB pamięci, niezależnie od tego, czy jej potrzebujesz. Klient, który wybrałby mniejszą i tańszą wersję, nie ma już takiej możliwości. Podniesiono próg cenowy i nazwano go funkcją.

Część tej ceny ma realne uzasadnienie. Szef działu sprzętu Google, Shakil Barkat, wskazywał na wywołany przez dostawców skok cen pamięci — według jego wyliczeń koszt RAM-u wzrósł w ciągu roku mniej więcej sześciokrotnie — a firma twierdzi, że pracuje nad tym, by Android potrzebował jej mniej. Pamięć jest obecnie rzeczywiście droga i odczuwają to wszyscy producenci telefonów. To wyjaśnienie dotyczy jednak podzespołów, nie strategii. Pixel 11 ma tyle samo, 12 GB RAM-u, co w ubiegłym roku, i ten sam ekran, a Pro XL przyjmuje pełną podwyżkę, nie oferując ani większej pamięci RAM, ani większej pamięci masowej niż poprzednik. Kryzys jest realny. Nie stanowi jednak całego rachunku.

To, co dopłata daje we wnętrzu telefonu, jest zmianą stopniową. Nowy Tensor G6, wykonany w procesie 2 nm, szybciej przetwarza obrazy. Główny sensor jest fizycznie większy, choć liczba megapikseli się nie zmieniła. Zoom w standardowym modelu wzrósł z 20x do 30x, podczas gdy funkcje, które faktycznie robią wrażenie — 120x, jaśniejsze zdjęcia nocne i stabilniejsze wideo — pozostają zarezerwowane dla wersji Pro, która jest dziś bardziej niedostępna niż kiedykolwiek. Engadget ocenił telefon na 9,2 i nazwał go „bardzo dobrym telefonem za niewiele większe pieniądze”. Obie części tego stwierdzenia są prawdziwe. Otwarte pozostaje pytanie, do kogo skierowane jest to „niewiele większe” wydatki.

Jeśli nosisz już przy sobie Pixela sprzed dwóch lub trzech lat, przesiadka ma sens, a dodatkowe sto dolarów łatwo uzasadnić. Jeśli jednak należysz do drugiego rodzaju nabywców Pixela — tych, którzy wybierali go właśnie dlatego, że był tańszy od wszystkich pozostałych — Pixel 11 nie jest już produktem dla ciebie. Naprawdę tani Pixel, seria A, to osobne urządzenie wprowadzane według osobnego harmonogramu, a do jego premiery pozostały jeszcze miesiące. W tej chwili flagowiec, który kiedyś był przystępną opcją, kosztuje dziewięćset dolarów i liczy, że zauważysz wszystko poza tym.

Najlepszym atutem Pixela nigdy nie był aparat. Była nim cena. Ten atut po cichu został wycofany wraz z aktualizacją.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.