Technologia

USA: policja potrzebuje nakazu sądu, by uzyskać Twoją lokalizację od Google

Susan Hill

Każde włączenie lokalizacji to kolejny wpis w bazie danych Google o tym, gdzie byłeś. Do ubiegłego tygodnia policja w Stanach Zjednoczonych mogła żądać tych danych dla wszystkich urządzeń, które znajdowały się w pobliżu miejsca przestępstwa, bez potrzeby uzasadnienia przed sądem zakresu takiego żądania. Wyrok Sądu Najwyższego z 29 czerwca, sześć głosów za i trzy przeciw, to zmienił.

Sprawa dotyczy Okello Chatriego, skazanego za napad na bank w Wirginii w 2019 roku, częściowo na podstawie nakazu geofence. Mechanizm działa następująco: policja zwraca się do Google o udostępnienie historii lokalizacji wszystkich telefonów, które w określonym przedziale czasowym znajdowały się w promieniu wyznaczonego obszaru od miejsca przestępstwa. W przypadku Chatriego był to promień 150 metrów.

Sędzia Elena Kagan stwierdziła, że osoby fizyczne mają uzasadnione oczekiwanie prywatności co do danych lokalizacyjnych swojego telefonu i że policja narusza ten chroniony interes, gdy żąda tych danych, nawet na ograniczony czas i od firmy trzeciej. Sąd odrzucił doktrynę osoby trzeciej dla precyzyjnych historii lokalizacji.

Wyrok bezpośrednio nawiązuje do precedensu Carpenter v. United States z 2018 roku. Wieże telefoniczne ujawniają jedynie dzielnicę, w której ktoś przebywał. Baza danych Sensorvault Google’a lokalizuje urządzenie z dokładnością do kilku metrów. Im bardziej szczegółowe dane lokalizacyjne, tym silniejsza ich ochrona konstytucyjna.

Wyrok nie zakazuje nakazów geofence. Policja nadal może składać takie wnioski, jednak musi przed sądem uzasadnić zakres geograficzny i okno czasowe oraz spełnić wymogi czwartej poprawki dotyczące szczegółowości i uzasadnionego podejrzenia. Nakazy obejmujące setki osób niezwiązanych z przestępstwem są teraz konstytucyjnie podatne na podważenie.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.