Programy telewizyjne

Made in Korea wraca na Disney+ — Hyun Bin na szczycie władzy, a prokurator szykuje kontratak

Camille Lefèvre

Niektórzy reżyserzy wracają do tej samej rany, aż ta odda swoją logikę. Woo Min-ho spędził większą część ostatniej dekady, filmując machinę autorytarnych lat 70. w Korei Południowej – ludzi służb, przemytników, przemysłowców, którzy często byli tą samą osobą pod trzema różnymi nazwiskami – a Made in Korea jest punktem końcowym tej obsesji. Historia Baeka Ki-tae, człowieka, który postanowił kupić sobie drogę do władzy i odkrył, że państwo sprzedawało tę ambicję od samego początku, dociera teraz do ostatniego aktu.

YouTube video

Made in Korea to koreański kryminał noir na Disney+, a jego drugi sezon jest zarazem ostatnim: sześć odcinków zamykających historię rozpoczętą w 2025 roku. Osadzony w epoce Yushin lat 70., śledzi losy Hyun Bina jako Baeka Ki-tae, agenta Koreańskiej Centralnej Agencji Wywiadu, który na boku prowadzi operację przemytniczą, oraz Jung Woo-sunga jako prokuratora Janga Geon-younga, jedynego człowieka, który odmawia traktowania tych dwóch ról jako odrębnych. Woo Do-hwan gra młodszego brata Ki-tae, Baeka Ki-hyeona. Zwiastun stawia sprawę bez ozdobników: dziewięcioletni przeskok wyniósł Ki-tae na szczyt, a mężczyźni wokół niego nie zadowalają się już krążeniem wokół.

Dla każdego, kto śledził twórczość Woo, powrót ten jest mniej zaskoczeniem, a raczej rozliczeniem. The Man Standing Next, jego film z 2020 roku, ukazywał KCIA od środka w tygodniach poprzedzających zamach na prezydenta; The Drug King z 2018 roku śledził wzlot i upadek przemytnika z lat 70. wzdłuż południowych portów. Made in Korea wygląda jak film, wokół którego krążyły tamte dwa – moment, w którym agent i przestępca przestają być dwiema postaciami, a stają się jedną. Kino Woo konsekwentnie dowodziło, że w dyktaturze rozwojowej ambicja nie jest przeciwna państwu – jest preferowanym paliwem państwa.

To jest argument, który dziedziczy finałowy sezon. Pod swoją powierzchnią Made in Korea nie jest tak naprawdę historią o tym, czy przestępca może zostać złapany. Chodzi o aparat – służby wywiadowcze, gospodarkę eksportową zbudowaną na szybkości i tajemnicy, zorganizowaną przestępczość, ochronę prezydenta – który sam wytwarza swoich przestępców, bo ich potrzebuje, i odrzuca ich, gdy stają się zbyt duży, by ich zarządzać. W tej interpretacji Baek Ki-tae jest mniej złoczyńcą, a bardziej produktem. Pytanie, które stawia sezon, brzmi: czy kontratak prokuratora może oskarżyć maszynę, czy tylko pojedynczego człowieka, którego ta maszyna wyprodukowała.

Podwójne życie jest silnikiem i to więcej niż wygoda fabularna. Dwie tożsamości Baeka Ki-tae – upoważniony agent i nieuprawniony przemytnik – nie są w konflikcie; każda zapewnia drugiej przykrywkę, kapitał i bezkarność. To niewygodna myśl, którą serial realizował od pierwszej godziny: najskuteczniejszym przestępcą w tym świecie jest ten, kto nosi odznakę, a odznaka nie jest przebraniem, ale licencją. Finałowy sezon dziedziczy protagonistę, który podążył za tą logiką do końca i teraz nie ma już prawie nic do zdobycia.

Dziewięcioletni przeskok to najczystsza decyzja strukturalna, jaką podejmuje sezon. Pomija środek – powolne lata konsolidacji – i wrzuca widza w moment, gdy człowiek, który sam się stworzył, stwardniał w instytucję, z całym wynikającym z tego narażeniem. Baek Ki-hyeon, młodszy brat, jest opisywany jako wykuwający drogę do władzy, która nie prowadzi już przez jego rodzeństwo, co czyni rodzinę drugim frontem. Jang Geon-young spędził te same lata, przygotowując swój ruch. Zamówienie na sześć odcinków mówi ci, jaki będzie kształt tego, co nadchodzi: nie ma miejsca na cierpliwe budowanie pierwszego sezonu, tylko na rozliczenie.

Obsada niesie część argumentu. Hyun Bin, którego międzynarodowa publiczność zna najlepiej z cieplejszych ról romantycznych, pracuje tu w znacznie chłodniejszym rejestrze – jako mężczyzna, którego urok jest narzędziem zawodowym, a nie słabością. Jung Woo-sung, obsadzony jako nieprzekupny prokurator, wnosi powagę aktora od dawna kojarzonego z pewną moralną stałością na ekranie; serial wykorzystuje to skojarzenie jako swego rodzaju skrót. Pomiędzy nimi Woo Do-hwan daje sezonowi jego kartę przetargową – brata, który przyglądał się maszynie z bliska i wyciągnął inną konkluzję na temat tego, jak ją przetrwać.

Koreańska telewizja od jakiegoś czasu zmierzała w kierunku tego rodzaju seriali: dramatów o władzy jako systemie, które traktują państwo, a nie pojedynczą postać, jako prawdziwego protagonistę – od kina korupcji w Inside Men po niedawne polityczne machinacje The Whirlwind. To, co dodaje Made in Korea, to specyfika epoki i ekonomia reżysera filmowego. Woo nie rozkłada swojej historii na szesnaście odcinków; kompresuje ją, jak robi to film pełnometrażowy, a ta kompresja jest argumentem. Format serialu limitowanego pasuje do twórcy, który myśli aktami, a nie sezonami, i który nigdy nie był szczególnie zainteresowany wygodą.

Rejestr Woo jest rozpoznawalny w jego filmach: gęsta rekonstrukcja epoki, zespoły instytucjonalnych mężczyzn negocjujących w pokojach, odrzucenie łatwego heroizmu i tempo, które się zaciska, a nie rozprzestrzenia. Jest reżyserem, który ufa powściągliwości, pozwalając znaczeniu kumulować się poprzez strukturę, a nie spektakl. Na podstawie jego filmografii urok sześcioodcinkowego serialu limitowanego jest oczywisty: płótno większe niż film pełnometrażowy bez rozluźniania koncentracji, jakiej wymaga film.

Sama epoka robi ogromną część pracy. Lata 70. w Korei Południowej to lata konstytucji Yushin, aparatu wywiadowczego o niezwykłym zasięgu, gospodarki ścigającej się z industrializacją wszelkimi dostępnymi środkami – sceneria, w której granica między sztuką rządzenia a wymuszeniem często była kwestią papierkowej roboty. Historia o agencie KCIA, który przemyca, nie tyle wyolbrzymia ten świat, co go dosłownie ucieleśnia. Tryb noir, z jego zainteresowaniem mężczyznami, którzy mylą bliskość władzy z jej posiadaniem, pasuje do tej historii niemal zbyt dobrze.

Nic z tego nie nadchodzi po cichu. Pierwszy sezon stał się najchętniej oglądaną koreańską premierą oryginalną Disney+ w 2025 roku na rynkach Azji i Pacyfiku, a serial trafił na listę TIME najbardziej oczekiwanych koreańskich dramatów 2026 roku – takie przyjęcie zamienia drugi sezon w wydarzenie, a nie kontynuację. Dla platformy kompaktowy prestiżowy dramat od uznanego reżysera filmowego to inna propozycja niż masowe K-dramy, które zwykle zamawia, a decyzja o zakończeniu historii po sześciu odcinkach zamiast jej rozciągania jest czytana jako pewność co do formy.

Co pozostawia pytanie, które serial trzymał otwarte od początku, a teraz ma ostatnią szansę, by na nie odpowiedzieć – lub odmówić odpowiedzi. Jeśli państwo zbudowało Baeka Ki-tae, co tak naprawdę zmienia jego obalenie? Prokurator może wygrać sprawę przeciwko osobie. Czy ktokolwiek może wygrać sprawę przeciwko systemowi, który nieustannie produkuje takich ludzi – czy maszynę można wyłączyć, czy tylko przekazać następnemu człowiekowi gotowemu nią zarządzać – to zakład, jaki stawia finał. Układ sugeruje, że Woo bardziej interesuje się drugą możliwością niż pierwszą, co byłoby trudniejszym i bardziej uczciwym zakończeniem.

Made in Korea powraca z drugim i ostatnim sezonem na Disney+ 9 września 2026 roku, a w Stanach Zjednoczonych będzie dostępny na Hulu. Sezon liczy sześć odcinków, z czego dwa zostaną opublikowane w dniu premiery, a następnie po dwa w każdą środę, a finał pojawi się 23 września. Woo Min-ho reżyseruje na podstawie scenariusza Park Eun-gyo i Park Joon-suka, a w obsadzie znaleźli się m.in. Cho Yeo-jeong, Seo Eun-soo, Won Ji-an i Jung Sung-il.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.