Programy telewizyjne

Sparks of Tomorrow w Netflix: w napędzanym węglem Kioto chłopak w żałobie szuka katalogu, który mógłby zelektryfikować miasto

Veronica Loop

Chłopak, który właśnie pochował brata, rusza na poszukiwanie książki. Nie pamiątki, nie dziennika: katalogu, suchego spisu prądnic i schematów okablowania, takiego, którego nikt nie opłakuje i prawie nikt nie potrafi przeczytać. W Kioto z Sparks of Tomorrow ulice działają na węglu, a mgła nad nimi nigdy nie unosi się do końca. Gdzieś w tym dymie leży jedyny tom zdolny zmienić stulecie, w którym żyje miasto. Kihachi Sakamoto pragnie go bardziej niż ktokolwiek, i nie z powodów, które podaje. Dla chłopaka, który nie umie się zatrzymać, przyszłość jest jedynym kierunkiem, w jaki żałobie wolno się ruszyć.

YouTube video

Sparks of Tomorrow to adaptacja powieści Hiro Yukiego w wykonaniu Kyoto Animation, dramat dojrzewania osadzony w alternatywnym Kioto epoki Meiji, gdzie para wciąż się rozwijała, a elektryczność nigdy nie nadeszła. Założenie jest precyzyjne: miasto, które genialnie rozwiązało niewłaściwy problem, dopracowywało silniki i dym, podczas gdy reszta świata zapalała światło. Zaginiony Katalog Elektryczny XX wieku miałby kryć plany, by je oświetlić. Na papierze to poszukiwanie skarbu.

Pod spodem nim nie jest. Poszukiwanie to rama; tematem jest dystans między dwojgiem młodych ludzi. Kihachi goni za katalogiem, bo gonić jest łatwiej niż płakać. Inako Momokawa, dziewczyna, która wchodzi na jego orbitę, trzyma własne ambicje złożone i schowane, a serial przygląda się, jak oboje krążą wokół pytania, którego nikt nie wypowiada: co właściwie każde z nich liczy, że naprawi elektryczne światło? Gatunek dostarcza silnika. Dramat dostarcza powodu, by zależało nam, że on działa.

Studio robi tu jedyną rzecz, którą robi jak nikt inny. Kyoto Animation nigdy nie było domem widowiska i nie zamienia steampunku w przebranie z mosiężnych gogli. Wiek maszyny pojawia się jako faktura: sadza wtarta w kołnierz, lampa wahająca się, zanim się zapali, fizyczny wysiłek korbowania urządzenia, które stawia opór. Argument wędruje przez twarze, dłonie, pogodę i światło, nie przez dialog. To styl Violet Evergarden i Sound! Euphonium przyłożony do przemysłowej baśni, i dlatego dym czyta się jako melancholia, a nie jako scenografia.

Napisy końcowe częściowo tłumaczą tę pewność i zarazem ją komplikują. Sparks of Tomorrow to debiut reżyserski Minoru Oty — ciężki materiał powierzony debiutantowi — na podstawie scenariuszy weterana Tatsuhiko Urahaty, z projektami postaci i kierownictwem animacji Koheia Okamury oraz muzyką Hitomi Koto. Powieść pochodzi z KA Esuma Bunko, własnego wydawnictwa studia: Kyoto Animation adaptuje książkę, którą samo wybrało, ukształtowało i wydrukowało.

Obsadę głosową prowadzą Yuma Uchida jako Kihachi i Sora Amamiya jako Inako, mający udźwignąć wewnętrzną opowieść bez opierania się na melodramacie. Wokół nich stoją Koki Uchiyama jako Yosuke Mizoe, Daisuke Ono jako Seiroku Sakamoto, brat Kihachiego, i Shunsuke Takeuchi jako Kengo Kuga: zespół pomyślany mniej do wielkich scen, a bardziej do kameralnych dialogów, które studio inscenizuje lepiej niż ktokolwiek.

Historyczna kotwica pod fantazją jest prawdziwa i nośna. Japońskie przejście od gazu i pary do sieci elektrycznej było jednym z wielkich pęknięć początku XX wieku i, jak każde pęknięcie, dało zwycięzców i ludzi pozostawionych w ciemności. Serial prowadzi tę linię uskoku przez jedną rodzinę i jedną dzielnicę: kogo podłącza się pierwszego, kto płaci, komu każe się czekać. Alternatywna historia, która zamraża kraj krok przed światłem, pozwala zadać pytanie bez pociechy wiedzy, jak się skończyło.

Jest druga rezonancja, której serial nigdy nie nazywa i nazwać nie musi. To opowieść o mieście duszącym się w dymie, które wyciąga rękę po światło, snuta przez studio rozumiejące bardziej niż prawie ktokolwiek w branży, ile kosztuje utrzymanie zapalonych świateł. Projekt ogłoszono ponad osiem lat temu i przetrwał, by dotrzeć teraz. Nic w promocji się na tym nie opiera, i słusznie. Ale ciepło całości ląduje z ciężarem, którego samo założenie by nie uniosło.

Czego katalog nie potrafi, to pytanie, które serial stawia wcześnie i odmawia zamknięcia. Może oświetlić Kioto. Nie może oddać Kihachiemu brata. Sparks of Tomorrow celowo trzyma oba prądy osobno — ten, który zasila miasto, i ten, który każe człowiekowi się nie zatrzymywać, bo zatrzymać się znaczyłoby wreszcie poczuć stratę. Poszukiwanie skarbu obiecuje rozwiązanie; dramat cicho przypomina, że tego, czego chłopak naprawdę szuka, nie ma w żadnym katalogu.

Dla Netfliksa tytuł jest tyleż znakiem, co premierą: Kyoto Animation docierające naraz do najszerszej publiczności, pierwsza globalna, równoczesna wyłączność studia, rzemiosło domu podane abonentom całego świata tego samego dnia, w którym emitowane jest w Japonii. Zakład brzmi: intymność się skaluje — że mała, ręcznie zrobiona opowieść o żałobie i elektryczności czyta się na każdym rynku, który naciśnie odtwarzanie.

Sparks of Tomorrow ma premierę 5 lipca 2026 roku, emitowane w japońskiej telewizji i w światowym streamingu na Netfliksie tego samego dnia. Pierwszy sezon idzie w oryginalnej japońskiej ścieżce dźwiękowej, zaadaptowany przez Kyoto Animation z powieści Hiro Yukiego, z Yumą Uchidą i Sorą Amamiyą na czele obsady jako Kihachi Sakamoto i Inako Momokawa.

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.