Biznes i finanse

Kate Garraway: 'fala hejtu’ to nie opinia publiczna, tylko model biznesowy

Victor Maslow

Kiedy życie prywatne osoby publicznej staje się nagłówkiem, a nagłówek staje się walką, kuszące jest odczytywanie wyniku jako werdyktu: opinia publiczna przemówiła i jest okrutna. To rama, po którą sięgnęły niemal wszystkie media, gdy Kate Garraway ujawniła nowy związek. Jest też błędna. Gniew skierowany w jej stronę nie pojawił się sam. To efekt, który został celowo wykreowany.

Mechanizm jest na tyle prosty, że można go zobrazować. Związek zostaje opisany. Relacja jest ukształtowana tak, by prowokować, bo prowokacja rozchodzi się dalej niż aprobata. Pojawiają się odpowiedzi, niektóre z nich okrutne. Potem sama prowokacja staje się kolejną historią – „ona jest zdenerwowana, boli ją reakcja” – a jedno wydarzenie wypłaca się podwójnie. Oburzenie nie jest produktem ubocznym relacji. To sama relacja.

Najostrzejszy zarzut wobec Garraway brzmi, że wykorzystuje swoją żałobę dla zdobycia uwagi, że nie ma już nic do powiedzenia o swoim zmarłym mężu i znalazła nowy temat. Odłóżmy na chwilę na bok, jak paskudne jest mówienie tego wdowie. Zauważmy zamiast tego, że to niemal doskonały opis branży, która to powtarza. Biznes, który zamienia prywatne zdjęcie w tydzień treści, a potem reakcję na te treści w drugi tydzień, nie jest w dobrej pozycji, by pouczać kogokolwiek o wyciąganiu wartości z osobistej straty.

Jest ironia, którą relacje całkowicie przeoczyły, i to jest właśnie sedno. Mężczyzna, z którym spotyka się Garraway, Liam Halligan, nie jest gwiazdorem ani celebrytą. Jest ekonomistą – byłym korespondentem Financial Times i Channel 4, wieloletnim felietonistą Sunday Telegraph, dziennikarzem telewizyjnym, który przez lata tłumaczył widzom, jak rynki błędnie wyceniają ryzyko, mieszkania i wartość. Ze wszystkich ludzi, którzy mogli trafić do historii o sztucznym oburzeniu, ten w jej centrum ma profesjonalne słownictwo na to, co właśnie im się robi.

Bo to, co jest tu błędnie wycenione, to uwaga. Na rynku uwagi znajoma twarz nic nie kosztuje jako surowiec, a pogrążona w żałobie kosztuje jeszcze mniej, bo żałoba prawie gwarantuje zaangażowanie. Platformy nagradzają odpowiedź, która trafia najmocniej, a nie tę, która jest prawdziwa. Media podążają za platformami. Gdzieś w tym łańcuchu prawdziwa osoba jest rezerwowana jako darmowy towar, a jedyną pozycją, której nikt nie wpisuje na fakturze, jest krzywda.

Zadajmy więc pytanie, którego nie zadają żadne artykuły pełne współczucia: kto zarabia, gdy to się rozprzestrzenia? Nie Garraway, cokolwiek twierdzą trolle. Stronami, które na tym cyklu zyskują, są ci, którzy go prowadzą – platformy sprzedające zaangażowanie i media monetyzujące każdą nową rundę reakcji. Dla nich nadużycie nie jest porażką rynku. To rynek działający dokładnie tak, jak zaprojektowano.

Garraway, która ma pięćdziesiąt dziewięć lat, i Halligan, pięćdziesiąt siedem, znają się od ponad dwudziestu lat; był przyjacielem jej męża, Dereka Drapera, który zmarł w styczniu 2024 roku po długiej chorobie Covid, która trzymała go w szpitalu przez trzynaście miesięcy. Para zbliżyła się do siebie w tym roku, została sfotografowana na charytatywnej przejażdżce rowerowej oraz na wyjazdach do Paryża i Włoch, i potwierdziła związek na RHS Chelsea Flower Show. Ma dwoje dzieci, jeszcze niedawno nastolatków. Według wszystkich relacji osób bliskich jej, chciała jednego: żeby ludzie cieszyli się z jej powodu.

Większość tak robiła. Ale ci, którzy się cieszyli, nie wygenerowali nagłówka, a ci, którzy byli wściekli, wygenerowali. To ostatecznie nie jest historia o okrutnej publiczności. To historia o tym, która reakcja jest sprzedawana.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.