Filmy

Celine Song wycenia pożądanie w Materialiści, Dakota Johnson między Evansem a Pascalem

Jun Satō

Materialiści zaczyna się od pytania, które większość romansów ukrywa: ile wart jest człowiek. Lucy pracuje jako swatka na Manhattanie i dostaje pieniądze za zamienianie tęsknoty w arkusz kalkulacyjny wzrostu, dochodu, wieku i pozostałych warunków, które klient recytuje, zanim wpuści miłość. Robi to dobrze, a miasto nagradza ten kunszt, bo poszukiwanie partnera traktuje jak kolejny rynek, z popytem, podażą i godziwą ceną. Celine Song filmuje tę arytmetykę, nie odwracając wzroku.

Zakład Song polega na tym, by argument udźwignął sam wygląd bogactwa. Pokoje są uprzątnięte, światło schlebia, ubrania leżą jak należy, a nic w kadrze nie podnosi głosu. Lucy porusza się po tym świecie jako jego najbieglejsza tłumaczka, łącząc obcych według zadeklarowanych warunków, aż te warunki obrócą się przeciw niej. Film pyta, czy kobieta, która zarabia na sprzedawaniu dopasowania, wciąż rozpozna tę jego odmianę, która nie mieści się w formularzu.

YouTube video

Obsada jest tezą. Dakota Johnson gra Lucy jako opanowaną powierzchnię, kobietę, która z bezruchu uczyniła zawodowe narzędzie i nie potrafi go wyłączyć prywatnie. Pedro Pascal bierze Harry’ego, partię spełniającą każdy wskaźnik, bogatą, łagodną, właściwą i przez to lekko nierzeczywistą, odpowiedź bez tarcia. Chris Evans gra Johna, byłego, aktora, którego kariera nie wystartowała i którego powrót wprowadza jedyną zmienną, jakiej system Lucy nie umie wycenić. Trzy z najbardziej lubianych twarzy amerykańskiego kina ustawiono tu jako problem, nie jako fantazję.

Song dochodzi do tego od Past Lives, debiutu, który uczynił z powściągliwości całą metodę, historii miłosnej mierzonej długimi milczeniami i tym, co przemilczane. Materialiści zachowują powściągliwość i zmieniają temat. Tam, gdzie pierwszy film patrzył, jak uczucie przetrwa czas i odległość, drugi patrzy, jak negocjuje ono z pieniędzmi. Ciągłość jest na powierzchni. To reżyserka, która ufa utrzymanemu ujęciu i cichemu pokojowi w robocie, którą inne romanse oddają muzyce.

Branża swatania daje filmowi jego chłodną komedię. Lucy potrafi nazwać wartość rynkową klienta jednym zdaniem i to robi, a ci, którzy jej płacą, chcą dokładnie tej jasności, liczby w miejscu, gdzie wcześniej był lęk. Harry jest tym, co liczby obiecują, gdy się spełnią; John jest tym, co liczby miały odsiać. Film utrzymuje sympatię do systemu na tyle długo, by wątpliwość Lucy coś kosztowała, zamiast przybyć jako hasło przeciw pieniądzom już w pierwszej rolce.

Czego film nie rozstrzyga, to czy wymyka się własnej powierzchni. Tak pięknie urządzony romans ryzykuje, że sprzeda to, co zamierza podważyć, bo garnitury i apartamenty kuszą dalej, niezależnie od tego, czy scenariusz je potępia. Trójkąt też wspiera się na uroku, a obsadzenie aktorów tak łatwych do wybaczenia może złagodzić argument, który potrzebuje zębów. Historia wyceniająca pożądanie musi jeszcze rozegrać moment, w którym cena przestaje się liczyć, a to o wiele trudniej sfilmować niż wypowiedzieć.

Song reżyseruje z własnego scenariusza, to jej drugi film jako autorki i reżyserki. Dakota Johnson prowadzi jako Lucy, z Pedrem Pascalem jako Harrym i Chrisem Evansem jako Johnem, a Zoë Winters i Marin Ireland wypełniają świat wokół nich jako Sophie i Violet. Film trwa 116 minut i stoi między romansem a dramatem, nie urządzając się do końca w żadnym. A24, studio Past Lives, znów go wprowadza.

Materialiści weszli do polskich kin 13 czerwca zeszłego roku, w ramach premiery, która w kolejnych miesiącach objechała Europę i Amerykę Łacińską. Ta droga zamyka się teraz w Japonii, gdzie film trafia na ekrany 29 maja jako マテリアリスト 結婚の条件. To, że romans o właściwym czasie dociera ostatni na jeden ze swoich największych rynków, jest stosownym finałem: nawet film o łączeniu właściwych ludzi we właściwej chwili trzyma się własnego kalendarza.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.