Filmy

Olivia Wilde zamienia kolację w proces małżeństwa w filmie „Zaproszenie“

Martha Lucas

Małżeństwo, które dawno przestało działać, zaprasza na kolację parę z piętra wyżej, a wieczór zamienia się w kłótnię, której gospodarze unikali od lat. To cały mechanizm „Zaproszenia“, trzeciego pełnometrażowego filmu Olivii Wilde jako reżyserki: czworo dorosłych, jedno mieszkanie, stół nakryty dla uprzejmości i podłączony do wybuchu.

Wilde pracuje na adaptacji, a nie na oryginalnym scenariuszu, i stąd bierze się szkielet filmu. „Zaproszenie“ to anglojęzyczna wersja „Sąsiadów z góry“, filmu, który Cesc Gay wyprowadził z własnej sztuki teatralnej, a to pochodzenie widać w konstrukcji: niemal w czasie rzeczywistym, zamknięte w jednym mieszkaniu, niemal wszystko niesione przez dialog i przez to, czego czworo ludzi nie chce sobie powiedzieć. To sztuka kameralna, zanim stanie się komedią, a komedia jest z tych, które zostawiają ślad.

YouTube video

Obsada czyta się jak teza o rejestrze. Wilde i Seth Rogen grają Angelę i Joego, gospodarzy, których małżeństwo wisi na włosku; Penélope Cruz i Edward Norton wchodzą jako Piña i Hawk, sąsiedzi, których swoboda sama w sobie jest prowokacją. Rogen, z dala od swojego zwyczajowego ciepła, musi utrzymać defensywę mężczyzny, a nie jego sympatyczność, podczas gdy Cruz i Norton wnoszą rozstrojenie: dwoje aktorów, którzy potrafią sprawić, że grzeczność wygląda jak wyzwanie. Zespół jest tezą filmu.

Wilde przeszła od licealnej komedii „Booksmart“ do epokowego niepokoju „Nie martw się, kochanie“, a tutaj znów zacieśnia kadr, wymieniając skalę na bliskość. Scenariusz napisali Rashida Jones i Will McCormack, duet z dorobkiem w dorosłej komedii o związkach, a ich ucho do dialogu pasuje do materiału, który każe aktorom grać podtekst niemal przez cały czas. Wilde tygodniami próbowała z obsadą przed skondensowanymi zdjęciami, kręconymi po kolei, by role kwaśniały stopniowo.

Teatralne DNA — jedna scenografia, jedności czasu i miejsca — to właśnie to, co przyciąga reżyserkę do takiego materiału i co może ją pokonać. Na scenie forma jest naturalna; na ekranie kamera uwięziona w mieszkaniu musi znaleźć ruch w twarzach i w ustawieniu. Kręcenie w ciągłości to instynkt tyleż teatralny, co filmowy: traktuje plan jak przedstawienie.

To, co film naprawdę inscenizuje, to etykieta długiego związku: negocjowane milczenia, żarty, które działają jak oskarżenia, sposób, w jaki druga para staje się lustrem, o które nikt nie prosił. Sąsiedzi są mniej postaciami niż katalizatorami, są po to, by obnażyć to, na co Joe i Angela umówili się nie patrzeć wprost. Oryginał Gaya czerpał napięcie ze ściśle domowego, a zakład remake’u brzmi, że te napięcia przy stole przetrwają przejście na angielski bez utraty ostrości.

Ten zakład nie jest wygrany z góry. Remake’i tak ciasno zbudowanych sztuk kameralnych zwykle gubią kulturową szczególność, dzięki której oryginał ciął, a angielska wersja pełna znajomych twarzy ryzykuje wymianę dyskomfortu na blask gwiazd. Film nie obiecuje też rozwiązać tego, co podnosi: buduje kryzys i powierza sens ostatniemu gestowi, co dla jednych będzie szczerością, a dla innych sztuką, która opuszcza kurtynę przed trzecim aktem.

„Zaproszenie“ trafiło najpierw na obieg festiwalowy, z premierą na Sundance i przystankami w Bostonie, San Francisco i Seattle, i zbiera 91 procent pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes. Film trwa 107 minut i został wyprodukowany przez Annapurna Pictures, FilmNation Entertainment i Permut Presentations; A24 dystrybuuje go w Stanach Zjednoczonych, gdzie wchodzi do wybranych kin 26 czerwca. Na razie nie potwierdzono polskiej daty premiery kinowej.

Obsada

Tagi: , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.