Filmy

Bracia Wayans, Anna Faris i Regina Hall wracają w Strasznym filmie, by wyśmiać erę rebootów

Veronica Loop

Komedia, która kiedyś pogrzebała śmiechem jedną falę odrodzenia slashera, wraca i zastaje kino grozy większe, bogatsze i bardziej zadęte niż kiedykolwiek. Straszny film wraca z tymi, którzy go zbudowali — Marlonem Wayansem, Shawnem Wayansem, Anną Faris i Reginą Hall, czwórką, którą marketing nazywa teraz Core Four — i z jedną roboczą przesłanką: w branży napędzanej rebootami, remake’ami, nostalgicznymi kontynuacjami i prestiżowym horrorem żadna własność intelektualna nie jest bezpieczna przed kpiną.

To jednocześnie żart i biznesplan. Pierwszy film pojawił się tuż po tym, jak slasher zmartwychwstał, i zbił fortunę, zamieniając strach w farsę. Rynek grozy, w który wchodzi ten powrót, to inne zwierzę: maszyna do treści, która wedle harmonogramu przerabia własne tytuły, odsprzedaje nostalgię widowni, która z niej wyrosła, i przechrzcza flaki na sztukę. Parodia potrzebuje gruntu pełnego celów. Zakład brzmi tu tak: ten grunt nigdy nie był żyźniejszy.

YouTube video

Obsada to strategia. Anna Faris i Regina Hall są powodem, dla którego wczesne filmy działały jako komedia, a nie tylko jako cytat: Faris grała Cindy Campbell jak beznamiętną ocalałą, która nigdy do końca nie zauważała rzezi wokół siebie, a Brenda Hall była niezawodnym detonatorem serii. Marlon i Shawn Wayansowie napisali i pociągnęli dwie pierwsze części, a potem odeszli; seria nanizała bez nich jeszcze trzy kontynuacje, dryfując w cudzych rękach ku wypełniaczowi z gagów. Ponowne zebranie czwórki to argument: marką nigdy nie była marka — byli nią ci konkretni wykonawcy i ich wyczucie czasu.

Historia serii sama jest lekcją o źle wycenionym kapitale. Pierwszy film był zjawiskiem; każda kontynuacja zarabiała mniej i znaczyła mniej, a pod koniec tytuł trzymał się na inercji i niskich budżetach. Sprowadzenie twórców to zakład, że widzowie winili kiepskie kontynuacje, a nie pomysł, i że przyjdą po tych, którzy za pierwszym razem zrobili to dobrze. Marka została uszkodzona. Zakład polega na tym, że nigdy się nie złamała.

Reżyseruje Michael Tiddes, co trzyma operację w rodzinie. Karierę zbudował niemal w całości na filmach z Marlonem Wayansem — serii szerokich komedii studyjnych, które żyją tempem i gotowością aktora, by zrobić wszystko dla żartu. To nie satyryk wynajęty, by uszlachetnić materiał: to wyrobnik, który wie, jak działa ta trupa i jak szybko musi się poruszać. Dla projektu, którego cała wartość tkwi w tonie, ta ciągłość waży więcej niż prestiż.

Film ustawia się jako referendum nad współczesną maszyną grozy. Obietnica — przejechać po rebootach, requelach, prequelach, spin-offach, ambitnym horrorze i każdym ostatnim „finałowym rozdziale”, który finałowy nie jest — to bezpośredni odczyt tego, gdzie gatunek dziś naprawdę żyje. Pierwsze filmy goniły za konkretnymi hitami. Ten celuje w całą logikę produkcji, w nawyk studiów, by drążyć własne katalogi. Jeśli trafi, to dlatego, że widz już uważa tę logikę za śmieszną i chce, żeby ktoś powiedział to na głos.

Nic z tego nie gwarantuje, że jest śmieszny. Film parodystyczny jest komercyjnie i krytycznie formatem martwym; gatunek zgnił w leniwym cytacie lata temu, a późne Straszne filmy były częścią tego, jak umierał. Zebranie pierwotnej obsady rozwiązuje problem kadrowy, nie strukturalny: parodia chwyta tylko wtedy, gdy żarty są napisane ostrzej niż to, co naśladują, a hasło, że żadne IP nie jest bezpieczne, od dwóch dekad jest przechwałką gatunku, nie zawsze prawdziwą. Zagranie nostalgią zakłada też widza, który pamięta, a spora część dzisiejszej publiczności kina grozy nie była na świecie, gdy Cindy Campbell po raz pierwszy nie zauważyła zabójcy we własnym domu. Przesłanka jest silna. Wykonanie — niepotwierdzone.

Marlon Wayans wraca jako Shorty Meeks, a Shawn Wayans jako Ray Wilkins, Anna Faris znów jako Cindy Campbell, a Regina Hall jako Brenda Meeks. Damon Wayans Jr. dołącza do głównej obsady i rozciąga rodzinny ślad na drugie pokolenie. Tiddes reżyseruje scenariusz skrojony tak, by odbijać się między celami, zamiast śledzić jeden tytuł grozy — to strukturalne zerwanie z pierwszymi filmami i najwyraźniejszy znak tego, czym chce być ten powrót.

Straszny film trwa 95 minut i wchodzi do kin w Stanach Zjednoczonych 5 czerwca, po starcie w dużej części Europy i Ameryki Łacińskiej w pierwszych dniach miesiąca; polska data premiery nie została jeszcze potwierdzona. To komedia zbudowana na zakładzie, że biznes grozy stał się własną najlepszą puentą. Core Four obstawia, że żart wciąż potrzebuje ich, by go opowiedzieć — i że gatunek tak rozdęty jest nareszcie znów łatwym celem.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.