Filmy

Nosferatu. Symfonia grozy — niemy film, który nauczył kino bać się ciemności

Molly Se-kyung

Ponad sto lat po tym, jak zaniepokoił pierwszych widzów, Nosferatu wciąż działa. Usuńcie rysy, brakujące klatki i orkiestrowe łatki filmu, który omal nie został wymazany z historii, a wampir F. W. Murnaua nadal robi to jedno, co horror powinien osiągać i tak rzadko osiąga: sprawia, że zwykły świat staje się niebezpieczny. Drzwi, pusta klatka schodowa, pokład znieruchomiałego statku — kamera odnajduje w nich grozę, która już tam mieszkała.

Hrabia Orlok jest powodem jego trwałości. Max Schreck gra go nie jako arystokratę o aksamitnym głosie, lecz jako coś bliższego robactwu: łysa czaszka, szczurze zęby, palce zwężające się w szpony, poruszające się ze sztywną cierpliwością istoty, która ma cały czas świata. To pierwszy wielki potwór, jakiego zbudowało kino, i niemal wszystko, co medium zrobiło później z wampirami, jest w jakiś sposób sporem z nim.

YouTube video

Nieautoryzowany Dracula

Film istnieje, bo ktoś złamał zasady. Producent Albin Grau i jego krótkowieczne studio Prana-Film postanowili zekranizować Draculę Brama Stokera, nigdy nie zdobywszy praw. Wybieg scenarzysty Henrika Galeena był bezczelny i powierzchowny: zmienić imiona postaci, przenieść akcję do niemieckiego portu, zamienić hrabiego Draculę w hrabiego Orloka i liczyć, że nikt nie zauważy podobieństwa. Thomas Hutter rusza na wschód, by sfinalizować sprzedaż nieruchomości, a jego klient okazuje się trupem, który nie chce zostać w trumnie.

Nosferatu. Symfonia grozy
Nosferatu. Symfonia grozy

Murnau i architektura grozy

To, co wynosi Nosferatu ponad jego brukowy rodowód, to oko Murnaua. Zwykle zalicza się go do niemieckiego ekspresjonizmu, ale zrywa z malowanymi, zamkniętymi w atelier koszmarami Gabinetu doktora Caligari: Murnau wyniósł kamerę w plener, w prawdziwe karpackie doliny i nadbałtyckie uliczki, tak że groza zdaje się przenikać do rzeczywistego światła dnia, a nie do dekoracji. Najsłynniejsze obrazy są zwodniczo proste: Orlok unoszący się sztywno z trumny, jakby ciągnięty za sznurki, podróż powozem nakręcona w migoczącym negatywie i cień dłoni wampira pełznący po schodach, by zamknąć się nad sercem śpiącej kobiety.

Murnau na nowo określił też, po co jest wampir. Orlok nie uwodzi — zaraża. Podróżuje ze szczurami i niesie zarazę, a film montuje jego przybycie na przemian z trumnami niesionymi pustymi ulicami, aż potwór staje się nieodróżnialny od epidemii, którą roznosi. Sto lat przed tym, nim thrillery o zarazie stały się gatunkiem, Murnau zrozumiał, że najstraszniejsze w drapieżniku jest to, że się rozprzestrzenia.

Nosferatu. Symfonia grozy
Nosferatu. Symfonia grozy

Film, który sądy próbowały wymazać

Przebranie nie wytrzymało. Florence Stoker, wdowa po autorze, od razu rozpoznała powieść męża i pozwała o naruszenie praw. Wygrała, a niemiecki sąd nakazał zniszczyć wszystkie kopie Nosferatu; Prana-Film, już zbankrutowana, nigdy więcej nie nakręciła filmu. To, że obraz w ogóle przetrwał, jest przypadkiem dystrybucji: kopie rozproszyły się za granicą, poza zasięgiem wyroku, i przez kolejne dziesięciolecia były po cichu składane na nowo. Wampir, który miał zostać wymazany z akt, przeżył niemal wszystkich, którzy próbowali go zabić.

Cień, który rzucił

Jego wpływ jest niemal niemożliwy do zmierzenia. Werner Herzog nakręcił swą pełną szacunku, melancholijną wersję z Klausem Kinskim; Cień wampira zamienił sam plan zdjęciowy w fikcję, z Willemem Dafoe grającym Schrecka jako prawdziwego wampira; a Robert Eggers wrócił do historii z wystawnym, przesyconym mrokiem opowiedzeniem jej na nowo dla nowego pokolenia. Lecz głębszym dziedzictwem jest gramatyka obrazu. Każdy wydłużony cień, każda sylwetka wspinająca się po ścianie, każdy potwór ukazany jako choroba, a nie romans, wywodzi się z tego jednego niemego filmu.

Nosferatu. Symfonia grozy
Nosferatu. Symfonia grozy

Werdykt

To, co w Nosferatu się zestarzało — szeroka gra rodem z kina niemego, prostota fabuły wziętej w całości od Stokera — liczy się znacznie mniej niż to, co się nie zestarzało. Kompozycje Murnaua wciąż naprawdę przerażają, Orlok Schrecka pozostaje wzorcem, do którego porównuje się każdego ekranowego wampira, a połączenie folkloru i zarazy brzmi niepokojąco aktualnie. To nie muzealny eksponat, który ogląda się z grzeczności: to horror, który wciąż gryzie, i obowiązkowy seans dla każdego, kto chce zrozumieć, skąd naprawdę bierze się strach tego gatunku.

Tagi: , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.