Filmy

„Ostatnie życzenie” Johna Cravena mówi więcej o Countryfile niż o nim samym

Veronica Loop

Kiedy prezenter osiąga pewien wiek, relacje przestają opisywać to, co mówi, a zaczynają przygotowywać mu mowę pogrzebową. To cichy mechanizm kryjący się za falą nagłówków o „ostatnim życzeniu”, które teraz towarzyszą Johnowi Cravenowi – człowiekowi, który oprowadza brytyjską publiczność po angielskiej wsi dłużej, niż wielu jego widzów jest na świecie. To życzenie – wzgórze, rozsypanie prochów, powrót do Yorkshire z chłopięcych lat – jest prawdziwe i całkiem urocze. Ramy, w które je ujęto, to już coś innego.

Wystarczy przeczytać coś więcej niż tylko nagłówek, by dostrzec, że dwie osobne rozmowy zostały cicho złączone w jedną. Wzmianka o prochach pochodziła z ciepłej, osobistej refleksji udzielonej „Wales Online”; „trudności” przywołane obok niej wzięły się z wywiadu branżowego dla „Farmers’ Guardian” o kłopotliwych pierwszych latach przekonywania kamer do wjazdu na czynne gospodarstwa. W jednym przypadku człowiek mówi, gdzie chciałby skończyć. W drugim profesjonalista opowiada, jak powstawał program. Zszyte pod jednym żałobnym sztandarem czytają się jak pożegnalne oświadczenie. Nie były nim w żadnym razie.

W żadnym z tych doniesień Craven nie ogłasza przejścia na emeryturę, nie informuje o chorobie ani nie mówi „żegnaj”. Nie odszedł z Countryfile, instytucji poświęconej sprawom wsi, którą prowadzi od 1989 roku, a wcześniej kierował Newsround – pierwszym programem informacyjnym, jaki brytyjska telewizja kiedykolwiek zrobiła dla dzieci. Elegijny rejestr – „wzruszający”, „płynący prosto z serca”, „ponadczasowy” – należy do agregatorów, nie do bohatera tekstu. To dźwięk człowieka, którego delikatnie przechodzą na emeryturę ludzie, którzy nigdy z nim nie rozmawiali.

W tym zmiękczaniu gubi się to, co było faktyczną nowiną. W tej samej serii wywiadów Craven przedstawił ostry, aktualny argument na temat rzeczy, którą obserwuje przez całą karierę: ziemi. Brytania – powiedział – musi „zwiększyć ilość żywności produkowanej w tym kraju”, a jako największe wyzwanie stojące dziś przed krajem wskazał napięcie „między troską o środowisko a potrzebą wyprodukowania większej ilości żywności”. To czynny dziennikarz wbijający flagę w sam środek najbardziej spornego sporu w polityce wiejskiej – bezpieczeństwo żywnościowe kontra renaturyzacja, brama gospodarstwa kontra zero netto. To najbardziej cytowalna rzecz, jaką powiedział, i właśnie to opakowanie „ostatniego życzenia” zostawiło na podłodze.

To, że ten schemat skupia się wokół takich postaci jak Craven, ma swoje powody. Uwielbiany, nienaganny, bardzo stary prezenter to idealny surowiec dla ekonomii ruchu: wystarczająco ciepły, by kliknąć, wystarczająco bezpieczny, by go sentymentalizować, mało prawdopodobne, by miał coś przeciwko. Treści z gatunku „śmierć na podsłuchu” kosztują prawie nic – żadnego wywiadu, żadnego reportażu, tylko wzruszający remiks cytatów zebranych przez kogoś innego – i zamieniają sympatię publiczności w odsłony strony. Podmiot przestaje być człowiekiem, a staje się nastrojem.

Pod nastrojem kryje się autentyczne pytanie, na które BBC wciąż nie odpowiada głośno: czym stanie się Countryfile, gdy zabraknie jego założycielskich twarzy. Craven budował autorytet programu, będąc spokojnym, ciekawskim i zupełnie pozbawionym gwiazdorstwa przez dziesiątki niedzielnych wieczorów; ta wiarygodność nie przenosi się automatycznie na kogokolwiek, kto odziedziczy pola. Poważny artykuł o nim na tym etapie musiałby poddać pod dyskusję tę sukcesję – następstwo, standardy, powód, dla którego program rolniczy zdobył zaufanie kręconych przez siebie farmerów. Wersja z „ostatnim życzeniem” prosi tylko, żebyś coś poczuł i przewinął dalej.

Craven – trzeba mu to oddać – powiedział wszystkim dokładnie, gdzie chce skończyć: Otley Chevin, nad Wharfedale, po którym jeździł na rowerze jako chłopiec. Hołd, na który naprawdę zasłużył, jest prostszy niż wzgórzowe pożegnanie – zacytujcie argument, który wciąż wygłasza, póki jeszcze jest tutaj, by go wygłaszać.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.