Filmy

Raymond i Ray kopie dobry grób dla dwóch braci, a potem zapełnia go gośćmi

Sucha tragikomedia Rodriga Garcíi (2022) opiera się na Ewanie McGregorze i Ethanie Hawke'u.
Martha O'Hara
Dodaj nas w Google

Dwóch przyrodnich braci spotyka się po prawie pięciu latach, bo umarł ojciec, który ich krzywdził. Wszystko zaczyna się w deszczową noc, kiedy Raymond jedzie do odludnej chaty, żeby powiedzieć o tym Rayowi. Grób mają wykopać własnymi rękami, a ciało ma spocząć nago. Takie jest ostatnie życzenie Bena Harrisa i na tym pomyśle Rodrigo García zbudował Raymonda i Raya, film, który chce być jednocześnie czarną komedią i rozliczeniem z dzieciństwem. Ewan McGregor gra Raymonda, Ethan Hawke gra Raya. Aktorzy robią swoje. Gorzej ze scenariuszem, który nie bardzo wie, co z nimi zrobić.

Film miał premierę na festiwalu w Toronto 12 września 2022 roku, 14 października trafił do wybranych kin, a tydzień później na Apple TV+. Trwa 106 minut. Jedna z recenzji z października 2022 roku nazwała go ubogą komedią dramatyczną, w której McGregor i Hawke się marnują. Brian Tallerico, pisząc o nim z Toronto dla serwisu RogerEbert.com, zaczyna od pytania, na którym opiera się cała historia: jak zamknąć sprawę, skoro jedyną zmianą jest to, że ktoś, kto zniszczył ci życie, nie żyje? Pytanie nie jest nowe, a dramat zadawał je wiele razy. Film odpowiada na nie zbyt lekko i zbyt rozwlekle, jakby autor chciał jak najszybciej uciec od najtrudniejszego miejsca. Nie podpisuję się pod najsurowszym z tych werdyktów, ale rozumiem, skąd się wziął.

YouTube video

Bracia są na pierwszy rzut oka przeciwieństwami. Raymond ma nudną pracę biurową i trwający rozwód. Stracił prawo jazdy po zatrzymaniu za jazdę po pijanemu i właśnie dlatego może przekonać Raya, żeby pojechał z nim: potrzebuje kierowcy. Ray jest uzależniony od heroiny i w trakcie leczenia. Przestał grać na trąbce i porzucił jazz, żeby zrobić ojcu na złość, bo to on kiedyś zmuszał go do nauki. Łączy ich to, że każdy żyje przeciw komuś, a nie dla czegoś: jeden schował się w szarej codzienności, drugi w odosobnionej chacie. To właściwy temat filmu, a García dotyka go, ale nie pogłębia. Film zyskałby, gdyby poszedł dalej w tę wspólną rysę, zamiast dawać braciom kolejne sytuacje.

McGregor gra Raymonda jak człowieka, który zaciska się w sobie ze strachu, że coś mu się rozsypie. Hawke ma więcej przestrzeni, bo Rayowi film daje więcej przedmiotów, więcej milczenia i muzykę. Obaj pracują dobrze, ale scenariusz zbyt często każe im czekać na następną kwestię. Długa podróż samochodem, która zajmuje większą część dnia, mogła być miejscem, w którym dwaj ludzie ledwie mogący na siebie patrzeć poznają się na nowo. Zostaje przede wszystkim mostem między dwiema scenami. Dwaj aktorzy, którzy świetnie umieją sprawić, by dialog oddychał, wydają się miejscami niewykorzystani, a widz czuje, że obiecano mu długą rozmowę, a dostał tylko trasę.

Najlepsza scena pierwszej połowy pojawia się wraz z Lucią, pielęgniarką i kochanką Harrisa. Daje każdemu z braci pudełko zostawione przez ojca. W pudełku Raymonda są lalki, łyżwy i prezerwatywy, dziwna mieszanka, której film nie spieszy się tłumaczyć i która właśnie dlatego mówi więcej niż jakakolwiek kwestia. Ray dostaje trąbkę, którą od nastoletnich lat uważał za zniszczoną. Lucia mówi mu, że ojciec naprawił ją zaledwie kilka tygodni wcześniej. Scena jest krótka. Nie rozstrzyga, czy naprawa była czułością, czy ostatnim manewrem, a Ray, tak jak my, nie ma jak się tego dowiedzieć. García zostawia tu całą pracę przedmiotom i twarzy Hawke’a i ma rację. Reszta filmu sporo by zyskała na kilku takich scenach, w których nikt niczego nie objaśnia.

Potem fabuła zaczyna zbierać ludzi. Na czuwaniu Lucia wsuwa do kieszeni koszuli Harrisa swoje nagie zdjęcie, a Raymond zabiera je po jej wyjściu. Ray poznaje Kierę, która pomagała Harrisowi w szpitalu w ostatnich dniach, i zaprasza ją na pogrzeb. Nad grobem pojawiają się pastor West, z którym Ray rozmawia o wierze ojca, potem Simon, syn Lucii, który okazuje się również synem Harrisa, i dwaj bliźniacy, którzy mówią to samo. Bracia kopią na zmianę. Że człowiek, który zostawił tych dwóch samych, miał gdzie indziej całą gromadę synów, to najgorzka i zarazem najzabawniejsza myśl w całym filmie. García puszcza ją niemal mimochodem, choć można by z niej zbudować cały film: co znaczy odkryć, że twoje cierpienie nie było jedyne, że tyran miał rodzinę także gdzie indziej? Czarny humor, który film zapowiada od pierwszej sceny, miałby tu wreszcie coś do roboty.

Po pogrzebie pastor West prosi Raymonda, żeby powiedział kilka słów. Ten ucieka do samochodu i wraca z bronią. Najpierw celuje w siebie, potem strzela w trumnę w ziemi. Lucia go uspokaja. To najmocniejsza scena filmu, bo pada znienacka i nikt się nie śpieszy, żeby ją wyjaśniać. Zaraz po niej Ray bierze trąbkę i gra przy grobie instrumentalny utwór. Odłożył ją kiedyś, żeby sprzeciwić się ojcu, a teraz unosi ją nad jego mogiłą i nikt nie musi tego komentować. Na koniec ceremonii pastor wręcza każdemu z braci list od ojca. Te listy mogły otworzyć długą, wypełnioną ciszą scenę, w której każda twarz czyta po kolei. Film idzie jednak dalej, nie zatrzymując się przy nich.

Od tego miejsca tempo opada. Raymond wraca z Lucią do domu i całuje się z nią. Ona znajduje zdjęcie, które zatrzymał, i idzie do drzwi, ale je zamyka, a scena kończy się w łóżku. Równolegle Ray i Kiera siedzą w barze i zbliżają się do siebie. Ich scena jest cichsza i bardziej wiarygodna: dwoje zmęczonych ludzi rozmawia, nie starając się nikogo olśnić. Raymond i Lucia to z kolei zbieg osamotnień, a przecież ona była kochanką ich ojca. Scena nie wie, czy chce być ironiczna, smutna, czy po prostu cielesna. Żadna z tych wersji mnie nie przekonała, tym bardziej że wymagałaby zmiany tonu, do której film nas nie przygotował.

García ma rodzinną historię z czarnym humorem, ale waha się między śmiechem a bólem i nie wiemy, czy mamy się śmiać z tych ludzi, czy razem z nimi. Film przechodzi od komedii sytuacyjnej z dwoma braćmi w samochodzie do dramatu o przemocy, potem do późnej historii miłosnej, i żaden z tych elementów nie zdąży się ułożyć. Maribel Verdú i Sophie Okonedo dostały role dobrze pomyślane, lecz małe, i zostają postaciami, o których chciałoby się wiedzieć więcej. Lucię poznajemy jako pielęgniarkę i kochankę ojca, a film zdaje się uważać, że to wystarczy. Kiera jest przede wszystkim miejscem, w którym Ray może z kimś porozmawiać. Pastor w wykonaniu Vondiego Curtisa-Halla ma kilka dobrych chwil przy grobie, po czym znika w tle. Dobrzy aktorzy wpuszczeni do kadru z jedną lub dwiema kwestiami.

Raymond i Ray to mały film z uważnymi i cierpliwymi scenami rozsianymi tu i tam. Warto go zobaczyć dla pudełek Lucii, dla trąbki Raya i dla wystrzału przy grobie. McGregor i Hawke zasługują jednak na coś więcej niż opowieść, która daje im pudełka i listy zamiast scen, w których mogliby się zderzyć. Z reszty, obawiam się, niewiele zapamiętam.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.