Filmy

Karl Urban gra gwiazdora kina, który tylko udaje walkę, w Mortal Kombat II

Kontynuacja Simona McQuoida stawia turniej na gwieździe, która walczy dla kamery.
Martha Lucas

Gra o walce opiera się ekranizacji. Jej fabuła, jeśli można ją tak nazwać, mieści się w całości w drabince eliminacyjnej: zawodnicy wybrani z menu, sparowani, wyeliminowani, a zwycięzca nie dowodzi niczego poza tym, że kolejna moneta kupuje następną rundę. Mortal Kombat II wchodzi w ten problem wprost i odpowiada na niego decyzją obsadową, a nie fabułą, dając serii pierwszą postać, która rozumie walkę jako występ.

Tą postacią jest Johnny Cage, gasnąca gwiazda kina akcji, która rozdaje ciosy dla publiczności i dla gaży, a gra go Karl Urban. Wybór jest ostrzejszy niż zwykłe powiększenie obsady. Wstawia rozpoznawalną ekranową obecność w serię zbudowaną z archetypów i każe jej zagrać człowieka, który sam nieustannie gra: aktora grającego wojownika, w filmie, który nigdy do końca nie zdecydował, jak poważnie chce być traktowany. Turniej nagle dostaje scenę.

YouTube video

Wokół Urbana Simon McQuoid ustawia obsadę, która zapowiada, jakim filmem chce być całość. Adeline Rudolph wchodzi jako Kitana, księżniczka Edenii, której rozdarta lojalność jest najbliższa moralnej stawce, jaką oferuje punkt wyjścia. Jessica McNamee wraca jako Sonya Blade, a Josh Lawson jako Kano, najpewniejsze źródło złego prowadzenia się w serii, przedłużając szorstki, komiczny rejestr pierwszego filmu. Shao Kahn Martyna Forda dostarcza skali: władca, którego groźba dla Ziemskiego Królestwa brzmi mniej jak plan złoczyńcy, a bardziej jak strukturalna nieuchronność, którą bohaterowie wciąż odsuwają. To zespół zorganizowany wokół apetytu na walkę, na widowisko, na kolejne starcie.

McQuoid przyszedł do pierwszego filmu z reklamy i efektów wizualnych, i było to widać, na korzyść i na niekorzyść serii. Potrafi nakręcić fatality z czystą, produktową czytelnością kogoś, kto zarabiał na życie sprzedawaniem rzeczy, i skłonny jest traktować postacie jako tkankę łączącą sceny akcji, a nie jako ich powód. Ta kontynuacja to jego pierwsza okazja, by budować na ustalonym świecie zamiast składać go od nowa, a opublikowany materiał pokazuje reżysera, który mocniej pochyla się ku nadmiarowi serii teraz, gdy prezentacje się skończyły.

To, co gry Mortal Kombat oferują scenarzyście, jest mniej opowieścią niż kosmologią: królestwa w stanie wojny, turniej rozstrzygający ich los i bestiariusz wojowników określonych jednym ciosem i jedną urazą. Urok adaptacji jest zarazem jej pułapką. Każda postać przychodzi już obciążona wyznawcami, którzy znają mitologię, i nowicjuszami, którzy jej nie znają, a film musi zadowolić jednych i drugich, nie rozsypując się w listę epizodów i popisowych ciosów. Pojawienie się Johnny’ego Cage’a, obcego wobec uroczystej machiny mitu, jest zaworem bezpieczeństwa scenariusza: postacią, która ma prawo uznać całe to krwawe przedsięwzięcie za nieco absurdalne.

A ryzyko jest realne. Wszczepienie samoświadomej gwiazdy w obsadę z gry wideo może wyostrzyć inteligencję filmu albo po prostu usprawiedliwić jego pustkę, a obsada jest tu na tyle szeroka, że żadnej postaci nie gwarantuje się łuku. Drabinka nie jest fabułą, a fatality nie jest trzecim aktem. Pierwszy film udowodnił, że materiał da się zrealizować z przekonaniem i krwią, nie dowodząc do końca, że może być o czymś, a kontynuacja dziedziczy to otwarte pytanie, zamiast rozstrzygać je z góry.

Mortal Kombat II wyreżyserował Simon McQuoid, a film trwa 116 minut. Karl Urban prowadzi obsadę jako Johnny Cage, obok Adeline Rudolph jako Kitany, Jessiki McNamee jako Sonyi Blade, Josha Lawsona jako Kano i Martyna Forda jako Shao Kahna. Produkuje New Line Cinema, a dystrybucją zajmuje się Warner Bros. Pictures, ta sama architektura studia, która rozpoczęła ekranowe odrodzenie serii.

Film wszedł na ekrany w większości Europy i Ameryki Łacińskiej na początku maja, a w Stanach Zjednoczonych zadebiutował 8 maja. Dla Polski nie potwierdzono jak dotąd daty kinowej premiery. Japonia, gdzie zmieniono tytuł na Mortal Kombat: Next Round, dostaje film 5 czerwca, jako ostatni duży przystanek światowej dystrybucji.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.