Filmy

Sojusz Sundance z Uniwersytetem Kolorado w Boulder: tak festiwal odbudowuje dom utracony w Park City

Nowa umowa z uczelnią sprzedawana jest jako korzyść dla studentów. W istocie to maszyneria przeprowadzki.
Veronica Loop

Kiedy festiwal filmowy traci miasto, które go stworzyło, najtrudniejsze do zastąpienia nie jest kino czy czerwony dywan. Chodzi o przynależność – nawyk miejsca, które wie, jak cię ugościć, zatrudnić, nakarmić i wybaczyć. Sundance spędził ponad cztery dekady na budowaniu tego w Park City w stanie Utah, a potem to porzucił. Jego nowy sojusz z Uniwersytetem Kolorado w Boulder jest ogłaszany jako ciepły dodatek kampusowy – zniżkowe bilety i panele studenckie. Traktujcie to raczej jako system operacyjny relokacji.

Konsensus w mediach traktuje tę umowę dosłownie: świetny uniwersytet i świetny festiwal odkrywają wspólne wartości, a studenci dostają miejsca w pierwszym rzędzie. To prawda, ale to nie jest interesująca część. Interesująca część to to, czego festiwal naprawdę potrzebuje, gdy przybywa do miasta, które nic mu nie jest winne, i jak szybko publiczna uczelnia może to zapewnić. Życzliwość, siła robocza, lokalna legitymizacja – Park City gromadziło to dla Sundance organicznie przez pokolenie. Boulder musi to wyprodukować pod presją czasu, a CU jest fabryką.

Zaczynając od siły roboczej. Sundance mówi, że będzie potrzebował ponad dwóch tysięcy wolontariuszy do przeprowadzenia swojej pierwszej edycji w Boulder, a partnerstwo uniwersyteckie zobowiązuje co najmniej stu studentów do wolontariatu, oprócz warstwowego programu wolontariatu, pilotażowej klasy stażowej liczącej osiem osób i trzydziestoosobowej studenckiej rady doradczej. Ramowane jako szansa – to jest autentyczne: dostęp, punkty kredytowe, akredytacje prasowe, wpis w CV. Ramowane jako operacje – to również rurociąg kadrowy, który festiwal musiałby inaczej zbudować od zera w mieście, gdzie nie ma żadnej pamięci operacyjnej. Szansa studencka i problem kadrowy Sundance okazują się tym samym zapisem, czytanym z dwóch stron.

Jest jeszcze historia początków, którą festiwal wdraża z prawdziwą dyscypliną. Robert Redford uczęszczał na CU i, jak głosi opowieść, już w latach 70. wyobrażał sobie festiwal filmowy w Boulder. To uroczy szczegół i spełnia pożyteczną funkcję: przekształca przeprowadzkę motywowaną ekonomią i polityką Utah w powrót do domu, który dojrzewał przez pół wieku. Relokacja brzmi jak zerwanie. Przeznaczenie brzmi tak, jakby zawsze miało nastąpić. Uniwersytet ze swoimi archiwami i cytatami kanclerza o łączeniu studentów z ludźmi, którzy kształtują przyszłość, nadaje tej narracji instytucjonalną wagę, jakiej nie można kupić w żadnym komunikacie prasowym.

Nic z tego nie czyni partnerstwa cynicznym. Czyni je strategicznym – co dla redaktora obserwującego, jak instytucje kultury faktycznie przetrwają, jest bardziej użytecznym słowem. Sundance nie schodzi na niższy poziom; on się zakorzenia. Umowa opiera się na horyzoncie czasowym co najmniej dekady – języku instytucji, która zamierza należeć, a nie tylko odwiedzać. Warto zauważyć, że nikt nie podał żadnej kwoty w dolarach, co mówi, że walutą są tu dostęp i afiliacja, a nie gotówka.

Sam festiwal skaluje się w trakcie przeprowadzki. Jego cztery główne sekcje konkursowe powiększą się z dziesięciu do dwunastu filmów każda, z odświeżonym nurtem New Frontier FLUX i rozszerzonymi rozmowami, gdy program zawita w promieniu dwóch mil od centrum Boulder w dniach 21–31 stycznia 2027 roku. Zgłoszenia wolontariuszy otwierają się jako pierwsze; karnety pojawiają się jesienią; bilety tuż przed zgaszeniem świateł.

I to jest prawdziwy wskaźnik. Festiwal pewny swojego nowego domu nie zaczyna od partnerstwa z uniwersytetem – zaczyna od filmów. Sundance zaczął od uniwersytetu, bo filmy są łatwą częścią. Trudna część to przekonanie miasta uniwersyteckiego, by traktowało przeniesioną instytucję jako swoją własną, i właśnie zapisał dwa tysiące ludzi, którzy przez dziesięć dni będą się tego uczyć.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.