Filmy

Sztuka miłości kradnie czas widza, a emocji nie dostarcza wcale

Recai Karagöz w 2024 roku reżyseruje pościg byłych kochanków, który z każdą sceną słabnie.
Martha O'Hara
Dodaj nas w Google

Złodziej dzieł sztuki i kobieta, która go ściga i w pewnym momencie odkrywa, że poszukiwany to jej były kochanek: fabułę „Sztuki miłości” (w oryginale „Romantik Hırsız”) da się streścić jednym zdaniem, a film niewiele robi, żeby ją skomplikować. Złodzieja Güneya gra Birkan Sokullu. Alin, funkcjonariuszkę pracującą dla Interpolu, gra Esra Bilgiç. Kiedy bohaterka wie już, kogo szuka, układa plan: chce złapać go na gorącym uczynku. Potem film powtarza tę samą myśl w kolejnych scenach. Tak prosty pomysł uniesie pełnometrażową opowieść tylko wtedy, gdy dostanie zwroty akcji, przeszkody i dialogi, które coś w nim przesuwają, a tutaj pojawiają się one rzadko. Scenariusz napisała Pelin Karamehmetoğlu, a reżyserował Recai Karagöz.

Karagöz miesza romans, kino akcji i dramat, ale nie dobiera proporcji. Raz film wygląda na thriller o eleganckim złodzieju, raz na opowieść o dwojgu ludzi, którzy kiedyś nie dokończyli rozmowy, i nigdy nie wybiera między jednym a drugim. Przeskakuje od tonu do tonu, a żaden nie dostaje dość czasu, żeby się rozwinąć. Intryga idzie utartą ścieżką, a widz domyśla się dalszego ciągu już po pierwszych scenach. Samo w sobie to nie wada, bo gatunek żywi się znanymi schematami. Tyle że znany schemat trzeba wykonać z przyjemnością, a jej tu brakuje.

YouTube video

Zdjęcia ruszyły w czerwcu 2023 roku w Pradze, potem ekipa przeniosła się do Stambułu i skończyła pracę w lipcu. Historia o sztuce i kradzieży aż prosi się o takie miasta, więc po tym wyborze spodziewałem się więcej. Mam jednak wrażenie, że reżyser traktuje je głównie jako tło. Są ładne i niewiele mówią o bohaterach. Złodziej i jego prześladowczyni mogliby pokazać na ulicach tych miast, kim są i jak dobrze się znają: kto zna każdy zaułek, kto przewiduje ruchy drugiego, kto czuje się tu jak u siebie, a kto jak gość. W kadrach nie widać nic takiego. Praga i Stambuł wyglądają tak, jak wyglądałyby w każdym innym filmie, a pojedynek tej pary mógłby się odbyć w dowolnym innym mieście.

Stawką filmu jest para. Między Sokullu i Bilgiç powinno iskrzyć właśnie dlatego, że rachunki między ich bohaterami nie zostały zamknięte: ona go ściga, on jej umyka, a oboje wiedzą, że ich historia się nie skończyła. Aktorom pomaga bardziej sytuacja niż tekst. Sokullu ma lekki, nienachalny urok, który pasuje do złodzieja, któremu widz ma kibicować. Bilgiç nadaje swojej bohaterce stanowczość i nie przesadza z emocjami, choć rola Alin, rozdartej między obowiązkiem a dawnym uczuciem, mogłaby ją do tego kusić. Kiedy dzielą kadr, widać, że każde z nich wciąż ma coś do powiedzenia drugiemu. Szkoda, że scenariusz tak rzadko im to umożliwia. Dwoje byłych kochanków po przeciwnych stronach prawa mogłoby rozmawiać na dwóch poziomach naraz: mówić jedno, a myśleć drugie. Tymczasem dialogi głównie tłumaczą to, co widz wie już z samego zarysu fabuły, i sceny między bohaterami zostają na powierzchni, choć powinny być sercem filmu.

W drugiej połowie tempo słabnie. Akcja jest zrobiona poprawnie, ale mnie nie wciągnęła: nic tu nie razi, tylko że nic też nie trzyma w napięciu. Sceny kradzieży, które w takim kinie powinny być popisem, wyglądają jak punkty do odhaczenia między rozmowami o przeszłości. Elegancki złodziej potrzebuje kilku chwil, w których widz choćby w myślach zapyta: jak on to zrobił? Film nie daje na to okazji. Plan Alin, który mógłby być drugim silnikiem opowieści, pozostaje równie mglisty jak jej stosunek do człowieka, którego kiedyś kochała, więc ani napięcie, ani emocje nie mają się czego uchwycić. Nie czujemy, co ona zyska, jeśli się uda, i co straci, jeśli zawiedzie, a bez takiej stawki dalszy bieg wydarzeń widać z daleka.

Obsada drugoplanowa jest liczna. Fırat Tanış gra Faysala, Ushan Çakır Ozana, Hakan Ummak Ömera, Nil Keser Verę, a Osman Alkaş występuje jako dyrektor naczelny. Scenariusz daje im niewiele do roboty: te postacie są po to, żeby popychać intrygę, a nie żeby miały własne życie, o ich przeszłości i pragnieniach dowiadujemy się bardzo mało. W opowieści o dwojgu bohaterach to zrozumiałe, że stoją oni na pierwszym planie, ale lepiej napisane postacie poboczne dałyby parze punkt oparcia i sprawiłyby, że świat złodzieja i świat funkcjonariuszki wydawałyby się zamieszkane.

Sprytny złodziej i ścigająca go kobieta, z którą łączy go wspólna przeszłość, to para znana widzom z dawniejszych filmów, a „Sztuka miłości” przejmuje ją bez zmian, zarówno w intrydze, jak i w tonie. Brakuje mi tu swobody: nie czuję, żeby film bawił się własnym pomysłem. Z trzech gatunków, do których się zalicza, najlepiej wypada romans, bo jedyne, co naprawdę działa, to napięcie między dwojgiem głównych aktorów. Zasługiwało ono na lepiej napisane kwestie.

Film trafił na Netflix 14 marca 2024 roku i został przyjęty chłodno. Na Rotten Tomatoes pozytywnych jest tylko 20 procent z pięciu recenzji, a średnia ocen wynosi 4,3 na 10. Cinema Express dał mu 2 gwiazdki na 5, News18 2,5 na 5, a Common Sense Media jedną na pięć. Najłagodniejsza jest ocena 6,5 na 10 w The Eastern Echo. Moja opinia leży bliżej dolnej granicy tej rozpiętości.

Chętnie zobaczę Sokullu i Bilgiç jeszcze raz, ale w filmie, który wie, czym chce być. Ze „Sztuki miłości” zostanie mi tylko porozumienie dwójki aktorów, a o reszcie zapomnę szybko.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.