Filmy

The Next 365 Days zamyka trylogię, powtarzając jej największe wady

Barbara Białowąs i Tomasz Mandes kończą erotyczną sagę tymi samymi kłótniami i płytkimi postaciami co wcześniej.
Martha O'Hara
Dodaj nas w Google

Początek „The Next 365 Days” jest tak brutalnie bezlitosny, jak jego tytuł. Laura i Massimo, para główna tej polskiej erotycznej dramy, wciąż zmagają się z problemami zaufania w scenie, która otwiera film wprost od grobu brata Massima, Adriano, zabitego w poprzedniej części. To nie jest subtelne wprowadzenie: reżyserzy Barbara Białowąs i Tomasz Mandes stawiają na bezpośredniość, ale ta prosta fabuła szybko okazuje się problemem.

Film rozpoczyna się seksem w biurze — Laura uwodzi Massima w trakcie jego spotkania biznesowego. Scena nie jest ani wizjonerska, ani innowacyjna; to standardowa erotyka, która nie dodaje nic nowego do gatunku. Problem jednak nie kończy się na tym. „The Next 365 Days” próbuje być kontynuacją poprzednich części serii, ale szybko staje się jasne, że reżyserzy nie mają planu. Fabuła jest chaotyczna: Laura walczy z własnymi demonami, a Massimo z zazdrością o jej przeszłość z Nacho.

YouTube video

Anna-Maria Sieklucka jako Laura i Michele Morrone jako Massimo są głównymi bohaterami, ale ich grę aktorską trudno nazwać przekonującą. Sieklucka próbuje nadać swojej roli głębi, ale dialogi, które musi wyrecytować, są niezdarne i sztuczne. Morrone z kolei wydaje się jedynie cieniem tego, co zaprezentował w poprzednich częściach — jego Massimo jest teraz bardziej męczący niż fascynujący.

Nacho, grany przez Simone Susinnę, powraca z misją rozbicia pary. Jego postać jest jednowymiarowa i pozbawiona głębi. Sceny z jego udziałem to najgorszy przykład tego, jak film próbuje zbudować napięcie, a kończy jedynie na banalnych konfrontacjach.

Sekwencja w klubie, w której Laura spotyka Nacho, to kolejny przykład słabego scenariusza. Scena kończy się seksem na plaży, co nie dodaje nic do fabuły, tylko wydłuża film. Reżyserzy próbują wprowadzić napięcie emocjonalne, ale wszystkie te sceny sprowadzają się do długich, nużących monologów o miłości i zaufaniu.

Jednym z niewielu udanych momentów jest scena, w której Laura spotyka się z matką po powrocie do Polski. Ta krótka rozmowa pokazuje, że film mógłby mieć więcej głębi, gdyby reżyserzy zdecydowali się ją wykorzystać, a nie tylko przemknąć przez temat, zanim wrócą do kolejnej sceny między Laurą, Massimem i Nacho.

Na tym tle tym bardziej razi to, że „The Next 365 Days” trwa niemal dwie godziny, a każda kolejna minuta powtarza to, co już wiadomo: Laura się miota między dwoma mężczyznami, Massimo wybucha zazdrością, a Nacho czeka w kulisach na swoją szansę. Dialogi są sztywne i nienaturalne, a scenom brakuje struktury, przez co przechodzą jedna w drugą bez wyraźnego celu czy narastania emocji.

Film jest oparty na trzeciej części trylogii Blanki Lipińskiej, autorki, która w swoich książkach splata miłość z seksualnością w sposób, jaki na ekranie po prostu się nie udał — reżyserom nie wystarczyło materiału wyjściowego, żeby zbudować coś więcej niż serię powtórzeń tych samych scen i tych samych kłótni. Choć produkcję reklamowano jako kontynuację losów Laury i Massima, żadna z postaci nie przechodzi tu realnej przemiany, a wszystkie wątki zamykane są po łebkach, jakby scenarzystom zależało wyłącznie na dotarciu do napisów końcowych.

Podobnie jak dwie poprzednie odsłony serii, „The Next 365 Days” spotkało się z niemal jednogłośnie negatywnym przyjęciem — i trudno się temu dziwić. Trzecia część serii „365 dni” nie ma już nic nowego do powiedzenia, a „The Next 365 Days” jest tego najlepszym, najbardziej wyczerpującym dowodem — filmem, który udowadnia, że bez dobrze napisanego scenariusza żadna gwiazda i żadna sceneria nie uratują historii, która sama nie wie, dokąd idzie.

Obsada

Zdjęcia: The Movie Database (TMDB)

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.