Filmy

Muccino zabiera dwie pary do Tangeru — i zmusza je do powiedzenia tego, o czym milczały

Molly Se-kyung

Dwie pary, które znają się od dwudziestki, rezerwują wspólne wakacje. Bagaż, którego nikt głośno nie wymienia, to wszystko, o czym przez lata umówili się nie mówić. Ten niewyartykułowany ciężar jest prawdziwym tematem nowego filmu Gabriele Muccina. Reżyser przenosi czworo starych przyjaciół i jedną uważną nastolatkę z Rzymu do Tangeru, a potem czeka, aż dystans od domu zrobi to, co dystans zwykle robi.

Tytuł jest też metodą. Muccino buduje film wokół przemilczeń: zdania przełkniętego przy kolacji, spojrzenia, które odpowiada na pytanie, którego nikt nie odważył się zadać na głos, wersji małżeństwa, którą każde z partnerów postanowiło po cichu podtrzymywać. Włoski tagline mówi zwięźle: „każdy ma tajemnicę”. To nie obietnica zwrotów akcji, lecz opis reguł, według których ta czwórka funkcjonuje od lat — grzecznie, od bardzo dawna, dopóki zmiana scenerii nie sprawia, że grzeczność staje się zbyt kosztowna.

YouTube video

Stefano Accorsi i Claudio Santamaria zakotwiczają filmowych mężczyzn — duet, po który Muccino sięgał już wcześniej i którego ustawia na przeciwnych krańcach: jeden gra spokój, drugi gra apetyt. Miriam Leone i Carolina Crescentini grają kobiety, które przez obu widzą na wylot. Obsada to argument, który film stawia zanim padnie pierwsze słowo. To twarze, które włoska publiczność kojarzy z charmem, obsadzone tu po to, by pokazać, jak charm kwaśnieje w momencie, gdy zostaje poproszony o przeniesienie kłamstwa przez granicę.

Muccino zbudował swoją pozycję na dokładnie tym rejestrze: zatłoczony stół, który się odwraca, para odkrywająca, że przestała być parą, grono przyjaciół jako szczelnie zamknięta komora ciśnieniowa. Jego przełomowe filmy ensemble działały na tym paliwie, a dynamika między Accorsim i Santamarią była częścią tej maszyny. To też reżyser, którego Hollywood pożyczyło do dwóch produkcji z Willem Smithem, zanim wrócił do włoskiego kina. Powrót do kameralnego dramatu o włoskich małżeństwach brzmi więc jak wybór, nie jak domyślna opcja. Wraca do formy, którą zna najlepiej, żeby sprawdzić, czy wciąż potrafi kroić.

Scenariusz zabiera go w nowe miejsce. Film adaptuje powieść Delii Ephron Siracusa, którą Ephron napisała na ekran razem z Muccinem: książkę złożoną z rywalizujących narracji pierwszoosobowych jednej podróży, czworo bohaterów opisujących te same dni i po cichu sobie zaprzeczających. Muccino zachowuje tę architekturę rozbieżnych prawd, ale przenosi pary z włoskiego itinerarium Ephron do Maroka, zamieniając broszurową znajomość europejskich wakacji na miejsce, które szybciej wytrąca bohaterów z równowagi.

Tanger jest tu mniej scenerią niż rozpuszczalnikiem. Muccino używa obcości miasta, jego światła, rytmu i codziennych małych negocjacji bycia przybyszem, żeby rozmontować rutyny, w których ta czwórka się ukrywała od lat. Z dala od mieszkań, pracy i wewnętrznych żartów, które trzymają przyjaźnie w ryzach, grupie nie ma już dla kogo grać, a okazuje się, że to gra była większą częścią tego, co utrzymywało pokój.

To może wyjaśniać, dlaczego film podróżuje lepiej, niż sugeruje streszczenie. W kraju trafił na ekrany otoczony tym, czego zagraniczna publiczność nie zobaczy: telewizyjną historią swoich gwiazd, tabloidową pogodą wokół ich prawdziwych życiorysów, skrótem myślowym rodzimego kina. Pozbawiony tego kontekstu za granicą, ma tylko dramat, który go unosi — to trudniejszy i uczciwszy test. Film o relacjach bez franchise’u i bez spektaklu musi przeżyć wyłącznie na zachowaniu.

Żadne z tych założeń nie gwarantuje, że film spełnia własną obietnicę. Wakacje, które detonują małżeństwo, to jeden z najbardziej wyeksploatowanych kształtów dramatu, a struktura „tajemnice wychodzą na jaw za granicą” może ześlizgnąć się w coś schematycznego, gdzie każda postać dostaje objawienie zgodnie z harmonogramem, aż bilans się zgadza. Obecność trzynastoletniej Vittorii, córki jednej z par, obserwującej dorosłych, którzy zachowują się źle, mogłaby wyostrzyć film albo jedynie podkreślić. Historia tak uzależniona od zatajania żyje albo umiera na jednym pytaniu: czy widz uwierzy, że te osoby naprawdę milczałyby tak długo, zamiast milczeć dlatego, że późniejsza scena potrzebuje hałasu.

Stefano Accorsi and the cast of Le cose non dette by Gabriele Muccino in Tangier
The cast of Le cose non dette on holiday in Tangier

Accorsi, Leone, Santamaria i Crescentini prowadzą obsadę, z Margheritą Pantaleo jako Vittorią i Beatrice Savignani wśród młodszych ról. Producentami są Lotus Production i Rai Cinema, dystrybucją we Włoszech zajęło się 01 Distribution. Muzykę skomponował Paolo Buonvino, poruszając się między fortepianem a elektroniką, a finałowa piosenka powstała z Mahmoodem — ścieżka dźwiękowa, która stawia na nastrój, nie na deklarację, i dobrze pasuje do filmu o tym, co pozostaje niewypowiedziane.

W Polsce film nosi tytuł O czym sobie nie mówimy (włoski oryginał: Le cose non dette). Premiera we Włoszech odbyła się 29 stycznia, a wpływy przekroczyły 7 milionów euro — znaczący wynik dla rodzimego dramatu bez marki rozpoznawalnej serii. Trwa dystrybucja międzynarodowa; Korea Południowa otrzymuje film 2 września. Data polskiej premiery nie została jeszcze potwierdzona. Czas trwania: 114 minut.

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.