Muzyka

Chris Brown przyznaje się do winy po ataku w londyńskim klubie — a trasa koncertowa trwała dalej

Alice Lange

Najbardziej wymownym dźwiękiem w sprawie Chrisa Browna nie było przyznanie się do winy w londyńskim sądzie. To był okrzyk, który przywitał go na chodniku przed budynkiem — jego własne imię, wykrzyczane przez fanów na schodach sądu, w którym właśnie przyznał się do przestępstwa. To cała historia zamknięta w jednym obrazie: sprawa, która mogła wykoleić supergwiazdę, zakończyła się na jego warunkach, a show ani na moment się nie zatrzymał.

Brown przyznał się do winy w sprawie o naruszenie porządku publicznego (affray) w związku z atakiem na producenta muzycznego w klubie nocnym w Mayfair — napaścią, którą Crown Prosecution Service określa jako „brutalną i niesprowokowaną”. Wraz z tym przyznaniem się do winy, poważniejsze zarzuty prokuratury odpadły. To, co początkowo przedstawiano jako usiłowanie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, jest teraz, w oczach prawa, wykroczeniem przeciwko porządkowi publicznemu — zakłóceniem, które wywołało strach wśród obecnych, a nie celowym atakiem na człowieka, który trafił do szpitala.

To rozróżnienie nie jest czysto formalne — i w nim tkwi sedno sprawy. Affray to zarzut dotyczący strachu, jaki przemoc sieje wśród postronnych; napaść dotyczy krzywdy wyrządzonej konkretnej osobie. Przyznając się do tego pierwszego, Brown zamienił otwartą ekspozycję na konsekwencje — rodzaj zarzutu, który może ciągnąć się latami — na przestępstwo z twardym i znacznie niższym sufitem. Producent Abraham Diaw nie doczeka się procesu, który odtworzyłby to, co mu zrobiono. Czeka go jedynie rozprawa dotycząca wymiaru kary za zakłócenie porządku.

Według prokuratury wydarzyło się to, co następuje. Brown przemieszczał się przez zatłoczony klub i uderzył Diawa dwukrotnie butelką po alkoholu w głowę. Jego współoskarżony, trener wokalny i wieloletni współpracownik Omololu Akinlolu — znany fanom jako HoodyBaby — przyłączył się, zadając ciosy Diawowi, gdy ten próbował uciec. Ofiara była kopana, gdy siedziała bezbronna na podłodze. Opuścił klub z obrażeniami głowy i kolana. Następnie obaj mężczyźni opuścili kraj.

Wszystko, co wydarzyło się później, to studium tego, jak mało kariera popowa ugina się dziś pod ciężarem sprawy karnej. Brown został aresztowany dopiero wtedy, gdy przyleciał z powrotem do Wielkiej Brytanii na koncert, a nawet wtedy przerwa była krótka. Tydzień w areszcie, kaucja w wysokości wielu milionów funtów, odebrany paszport — i znów był na scenie. Wystąpił w Cardiff w dniu, w którym miał również stawić się w sądzie. Zagrał na londyńskim stadionie, gdy sprawa przeciwko niemu była w toku. Trasa Breezy Bowl XX przetoczyła się przez Wielką Brytanię, Europę i Amerykę Północną z wiszącymi nad nią zarzutami, a areny pozostawały pełne.

To jest ta część, którą depesze agencyjne wrzucają do rubryki „logistyka” — i ta, która tak naprawdę ma znaczenie dla każdego, kto pracuje w tym biznesie. Machina wokół gwiazdy formatu Browna — kaucja, na którą stać go z zarobków, rezerwacje zbyt duże, by je odwołać, fani traktujący termin w sądzie jak kolejny przystanek w trasie — jest zbudowana tak, by wchłonąć dokładnie to. Przyznanie się do winy nie kosztowało go trasy. Aresztowanie nie kosztowało go trasy. Jedyne, co jeszcze pozostaje, to wyrok.

Zapadnie on pod koniec października, kiedy Brown i Akinlolu wrócą do Southwark Crown Court, by usłyszeć wyrok. Affray grozi maksymalnie trzema latami więzienia; jak blisko tego sufitu sędzia podejdzie w przypadku butelki wymierzonej w głowę nieznajomego — to jedyna zmienna, której ani jego pieniądze, ani kalendarz nie są w stanie kontrolować. Został zwolniony za kaucją w wysokości 5 milionów funtów, by dotrwać do tego momentu. To, co będzie winien następnym razem, nie będzie już liczone w funtach.

Przed sądem okrzyki już przeszły do następnej rzeczy — autografy, uniesione telefony, „Breezy!”. Człowiek trafił do szpitala. Trasa ma kolejne koncerty.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.