Muzyka

Na ślubie swoich realizatorów dźwięku Taylor Swift nie była tematem — byli nim Laura Sisk i Oli Jacobs

Alice Lange

Wszystkie zdjęcia układały się według tego samego schematu. Taylor Swift, sama, w granatowej sukni, z nową krótką fryzurą i pierścionkiem łapiącym światło. Dwie osoby, które faktycznie wzięły ślub, dostały dwuwyrazowe określenie — „realizatorzy nagrań” — i zostały zepchnięte na margines własnego kadru. To odruch, a nie sukienka, jest tu wart uwagi.

Laura Sisk i Oli Jacobs nie są przypisami do niczyjej sławy. W najcichszy, a zarazem najbardziej znaczący sposób, jaki zna branża muzyczna, są częścią powodu, dla którego ta sława brzmi właśnie tak. Sala sprawiała wrażenie miejsca, w którym dostrzeżono gwiazdę. W rzeczywistości było to bliższe szczytowi ludzi, którzy tworzą płyty, za które wszyscy inni przypisują sobie zasługi.

Zacznijmy od panny młodej. Jack Antonoff, który wyprodukował większość ostatniego katalogu Swift, nie pozostawia w kwestii Sisk miejsca na wątpliwości: „Jest najlepszą realizatorką, z jaką kiedykolwiek pracowałem, kropka”. Mówił, że w ich świecie to po prostu oni we dwoje tworzą wszystkie albumy, a dokumentacja to potwierdza — Sisk realizowała zasadniczo każdą płytę Swift i Antonoffa od połowy lat 2010., a także pracowała z Lorde, Lana Del Rey, The 1975 i Sabriną Carpenter. Ma na półce siedem własnych Grammy. Według każdego uczciwego rozrachunku współczesnego popu jest jedną z jego autorek.

Pan młody również nie jest tylko elementem scenografii. Oli Jacobs pięć razy zdobył Grammy i był nominowany jedenaście razy, a jego lista realizatorskich kredytów — Harry’s House Harry’ego Stylesa, GNX Kendricka Lamara, Short n’ Sweet Sabriny Carpenter — jest taka, za którą większość artystów oddałaby kończynę. On i Sisk pracowali przy The Tortured Poets Department Swift. Jest też szczegół, który umknął modowym relacjom: ślub odbył się w Real World Studios, położonym na angielskiej prowincji kompleksie mieszkalnym, gdzie Jacobs po raz pierwszy uczył się zawodu jako etatowy realizator. Pobrali się w miejscu pracy tego rzemiosła.

Nie jest to w żaden sposób przytyk wobec Swift za to, że się pojawiła. Przyszła świętować ze swoimi współpracownikami, ubrana odpowiednio na ślub przyjaciół, i zrobiła to, co znane osoby zwykle robią na weselach: była obecna i została sfotografowana. Sygnał kryje się w relacjach, nie w gościni. Słowem powtarzanym w każdym nagłówku było „gwiazdorskie”, a „gwiazdorskie” wykonuje cichą, destrukcyjną pracę. Zlicza znane twarze i pomija autorstwo. Potrafi utrzymać w centrum uwagi dokładnie jedną osobę naraz i uznaje, że to ona jest historią — nawet gdy historią są dwie osoby, których nazwiska widnieją na płytach, dzięki którym ta twarz stała się sławna.

Tak właśnie działa uwaga skupiona na celebrytach. To obiektyw o małej głębi ostrości. Wszystko poza płaszczyzną największego blasku rozpływa się w „i inni”, „wśród gości byli”, w anonimowej poświacie imprezy, na której jest Swift. Ludzie, którzy spędzają osiemnaście godzin dziennie, dopracowując brzmienie wokalu, którzy potrafią wyjaśnić, dlaczego werbel na jednej płycie przypomina bicie serca, a na innej brzmi jak groźba — na własnym ślubie zostają sprowadzeni do roli scenografii. Ta machina nie jest okrutna. Po prostu nie potrafi ich dostrzec. Tak została zaprojektowana.

Dla porządku, organizacja była skromna jak na standardy popowego ślubu: kameralne przyjęcie w Real World Studios na zachodzie Anglii, namioty w ogrodach, lista gości, na której częściej pojawiali się Antonoff, Carpenter i Phoebe Bridgers niż czerwony dywan. Travis Kelce, mąż Swift, nie pojawił się — tego samego dnia rozpoczynał przedsezon NFL — więc przyszła sama i została przez całe popołudnie.

Oto część, którą kamera przeoczy. Gdy następnym razem jedna z tych płyt zostanie wywołana podczas Grammy, obserwujcie, jak obiektyw kieruje się ku Swift na widowni. O jedno lub dwa miejsca dalej, ciszej, będą siedzieć ludzie, którzy faktycznie stworzyli nagradzane dzieło — a przynajmniej dwoje z nich właśnie pobrało się ze sobą i na chwilę stało się statystami w historii własnego dnia.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.