Aktorzy

Jeremy Strong, aktor który nie potrafi oddzielić roli od samego siebie

Penelope H. Fritz
Jeremy Strong
Jeremy Strong
Photo: Gabriel Hutchinson / CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons
Urodzony25 grudnia 1978
Boston, Massachusetts, USA
ZawódAktor
Znany zBig Short, Dżentelmeni, Proces Siódemki z Chicago
NagrodyEmmy · Tony Award · Golden Globe · Academy Award

Pytanie, które towarzyszy Jeremy’emu Strongowi wszędzie, nie brzmi, jak on to robi, ale dlaczego. Metoda aktorska miała już swoich ekstremistów, ale Strong zajmuje szczególne miejsce w amerykańskiej kulturze performansu: jest tym, którego zaangażowanie w zniknięcie w postaciach wygenerowało tyle samo felietonów o jego zachowaniu poza planem, co o tym, co faktycznie robi na ekranie.

To, co robi na ekranie, jest wyjątkowe. Jako Kendall Roy w „Sukcesji” – samoniszczący się dziedzic, który nigdy do końca nie staje się potworem, jakiego wymaga od niego fabuła – Strong zbudował coś trwałego i szczegółowego przez cztery sezony: człowieka, którego nieadekwatność zapisana była nie w porażce, ale w przepaści między tym, jak bardzo się starał, a tym, jak źle to staranie wyglądało. To, bez względu na miarę, jedna z definiujących kreacji telewizyjnych ostatniej dekady.

Strong urodził się w Bostonie w Boże Narodzenie 1978 roku, jako syn rodziców, których małżeństwo się nie utrzymało. Dorastał w rodzinie robotniczej – w dzieciństwie, które – jak mówił – nauczyło go wcześnie, że wszystko, co masz, może zniknąć. Studiował w Yale, potem w Królewskiej Akademii Sztuk Dramatycznych w Londynie, a następnie w Steppenwolf Theatre Company w Chicago – sekwencja, która dała mu nie tylko warsztat, ale i precyzyjne przekonanie o tym, do czego służy aktorstwo.

Jego wczesne ekranowe role były celowo niepozorne. Drobne role w „Lincoln” i „Zero Dark Thirty”, drugoplanowa kreacja w „Parkland” – rodzaj filmografii, która sugeruje poważnego aktora wybierającego niewidzialność zamiast ekspozycji. Potem przyszedł „Big Short” w 2015 roku, który zwrócił na niego uwagę Adama McKaya, co doprowadziło do „Sukcesji”, która zmieniła wszystko. Gdy serial zakończył się w 2023 roku, Strong miał na koncie Emmy, Złoty Glob i reputację złożoną mniej więcej po równo z podziwu i niepokoju.

Niepokój był konkretny. W 2021 roku profil w „New Yorkerze” zatytułowany „On Succession, Jeremy Strong Doesn’t Get the Joke” opisał – z wyraźną sympatią ze strony niektórych współaktorów i równie wyraźnym zdumieniem ze strony innych – skrajność jego przygotowań. Brian Cox, który grał jego ojca w serialu, publicznie mówił o tym, że martwi się, przez co Strong przechodzi. Strong nazwał później ten profil głębokim naruszeniem zaufania i piętnastoma minutami wstydu – odpowiedź, która ujawniła, być może bardziej niż sam profil, jak poważnie traktuje granicę między tym, co publiczne, a tym, co prywatne.

Kluczowa uwaga na temat Stronga nie jest taka, że jego proces jest zły. Chodzi o to, że rozmowa o tym procesie stała się własnym gatunkiem – który on sam podsycą, odmawiając traktowania aktorstwa jak zwykłej pracy. Dyskomfort, jaki jego podejście wywołuje u innych, wynika po części z preferencji estetycznych, po części z instytucjonalnej nieufności wobec widocznego wysiłku, a po części z uzasadnionego pytania, czy tak intensywne przygotowanie tworzy realny stres dla współpracowników. Strong przeszedł przez wszystkie trzy zastrzeżenia i wciąż dostarcza. To argument, który jego kariera stawia cicho i uparcie, kreacja za kreacją.

W 2024 roku argument ten pojawił się w dwóch rejestrach jednocześnie. Zdobył nagrodę Tony dla najlepszego aktora pierwszoplanowego w sztuce za „Wroga ludu” na Broadwayu – jako doktor Thomas Stockmann, ibsenowski samotny głosiciel prawdy zniszczony przez instytucje, które próbował ocalić, rola pasująca do jego pozascenicznej reputacji z niemal niewygodną precyzją. Potem „The Apprentice” otworzył festiwal w Cannes, ze Strongiem jako Royem Cohnem: prawnikiem, brokerem władzy, gejem w ukryciu, który publicznie niszczył gejów, Żydem, który umożliwiał antysemitom, osobą, której całe istnienie było sprzecznością niesioną z ogromnym osobistym kosztem. Kreacja przyniosła mu pierwszą nominację do Oscara.

Te dwie role łączy jedna obsesja. Stockmann i Cohn to mężczyźni w kolizji z przepaścią między tym, za kogo się podają, a tym, kim są. Strong wraca do tej konkretnej linii uskoku – postaci definiowanych przez dystans między ich publiczną fasadą a prywatną rzeczywistością.

YouTube video

Jest żonaty z Emmą Wall, duńską psychiatrką dziecięcą, i ma trzy córki. Dzielą czas między Nowy Jork a Danię. Nie korzysta z mediów społecznościowych, a to, co wiadomo o jego życiu prywatnym, to głównie to, co decyduje się pokazać podczas ceremonii wręczania nagród.

Teraz przygotowuje się do roli Marka Zuckerberga w „The Social Reckoning”, powrocie Aarona Sorkina na teren Facebooka, którego premiera w kinach zaplanowana jest na 9 października 2026 roku – roli wymagającej wcielenia się w wciąż żyjącą, szeroko udokumentowaną i obciążoną kulturowo postać publiczną w momencie, gdy jej relacje z demokratycznymi instytucjami są pod aktywną obserwacją. Ma także wystąpić w „The Passenger”, historycznym thrillerze Magnusa von Horna o żydowskim biznesmenie uciekającym z Berlina po pogromach listopada 1938 roku – filmie już będącym w produkcji. Kolejne dwie postaci, których tożsamości są w kolizji z siłami naciskającymi na nie. Praca trwa.

Najważniejsze filmy

Tagi: , , , , ,

Wyróżnione wiadomości — Jeremy Strong

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.