Autorzy

John Banville: pisarz, który stworzył własny cień i nauczył się z nim żyć

Penelope H. Fritz
John Banville
John Banville
Photo: Jindřich Nosek (NoJin) / CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons
Urodzony8 grudnia 1945
Wexford, Ireland
ZawódPowieściopisarz
NagrodyMan Booker Prize · James Tait Black Memorial Prize for Fiction · Franz Kafka Prize · International Dublin Literary · Prince of Asturias Award for Literature

Paradoks leżący u podstaw kariery Johna Banville’a byłby dla niego idealny, ponieważ zawsze wolał paradoksy od argumentów. Człowiek, który przez pięć dekad budował reputację najbardziej wymagającego stylisty prozy w języku angielskim – powieściopisarz, którego zdania krytycy podziwiali tak, jak podziwia się obraz Poussina, z uznaniem i z lekkiego dystansu – stworzył alter ego piszące kryminały ze szczerością i tempem, których jego literackie ja celowo sobie odmawia. Książki tego alter ego sprzedawały się i sprzedawały nadal.

Banville urodził się w Wexford, na południowo-wschodnim wybrzeżu Irlandii, w grudniu 1945 roku, jako najmłodsze z trojga dzieci. Później przypisywał jednemu spotkaniu powód, dla którego został pisarzem: lekturze Dublińczyków Jamesa Joyce’a w wieku trzynastu lat. Nie było to tyle natchnienie, co zasadzka – odkrycie, że zwykły język, zorganizowany z pewną chłodną precyzją, może wywoływać efekty nieodróżnialne od muzyki. Wexford to nie Dublin, a Irlandia Banville’a zawsze była po części wyobrażona, ale dystans między jego prowincjonalnym pochodzeniem a metropolitalnym światem literatury nadał jego wczesnej twórczości jakość celowego wyobcowania, którą później dopracował do rangi sygnatury.

Uczęszczał do St. Peter’s College w Wexford i nigdy nie poszedł na uniwersytet, przenosząc się zamiast tego do Dublina, gdzie w 1969 roku podjął pracę jako redaktor korekty w „The Irish Press”. Nauczył się obchodzić z językiem tak, jak typograf obchodzi się z czcionką – z wyczuciem wagi i odstępów, kosztu każdej sylaby. Pisał przy pracy, powoli, starannie. Jego pierwsza książka, zbiór opowiadań Long Lankin, ukazała się w 1970 roku. Właściwa pierwsza powieść, Nightspawn, wyszła rok później. Żadna nie zapowiadała wielkiej kariery, choć obie ujawniły, że Banville interesuje się czymś, czym pisarze fikcji rzadko się interesują: samą naturą percepcji.

Ambicja wyklarowała się w trylogii naukowej. Doctor Copernicus (1976) zdobył James Tait Black Memorial Prize i ustanowił to, co stało się centralną obsesją Banville’a: nie zewnętrzny dramat wydarzeń historycznych, ale jakość świadomości, która je wytworzyła. Kepler, Newton, Kopernik – Banville’a mniej interesowało to, co odkryli, niż to, jak się czuli, od wewnątrz konkretnego układu nerwowego, patrząc na świat i wierząc, że widzą jego ukrytą strukturę. To był dziwny projekt i zaowocował dziwnymi książkami, gęstymi i migotliwymi, wymagającymi cierpliwości, jakiej większość czytelników beletrystyki przestała się spodziewać.

Przełom w świadomości literackiej publiczności nastąpił wraz z The Book of Evidence w 1989 roku. Nominowana do Man Booker Prize, wprowadziła Freddiego Montgomery’ego, narratora, który popełnił morderstwo i spędza powieść na rekonstruowaniu go z dystansową uwagą krytyka sztuki. Proza była tu najbardziej kontrolowana: Banville piszący o przemocy tak, jak pisałby o holenderskim wnętrzu, z drobiazgową dbałością o cień i powierzchnię. Powieść była podziwiana i sporna w równej mierze. Niektórzy czytelnicy uznali zesteryzowane okrucieństwo Freddiego Montgomery’ego za genialny chwyt formalny; inni – za moralne uniki. Banville nie oferował rozwiązania.

To była linia uskoku, która biegła przez reputację Banville’a i wciąż biegnie. Jego proza – niezmiennie opisywana jako liryczna, mandaryńska, lapidarna – konsekwentnie spotykała się z zarzutem, że izoluje, a nie odsłania. Krytyk wewnątrz Banville’a, argumentuje się, jest zawsze widoczny między czytelnikiem a postacią, polerując szkło, aż emocja za nim staje się dekoracyjna, a nie surowa. Sam Banville po części przyznał rację. Opisał kiedyś pisanie The Sea jako bolesne w szczególny sposób – uczucie budowania pięknej struktury, o której nie jesteś do końca pewien, czy możesz w niej mieszkać. Stworzenie Benjamina Blacka, jego pseudonimu kryminalnego, było według jego własnych słów celowym wyzwoleniem: prostsze zdania, szybsze tempo, satysfakcje gatunku. Było też, implicite, przyznaniem, że jego literacka ambicja miała koszty.

The Sea (2005) zdobyło Man Booker Prize – późno w karierze, która wydawała się zarówno zbyt potężna, jak i zbyt trudna dla komisji nagród, by się na nią zdecydować. To nie jest jego najbardziej złożona powieść, a niektórzy wielbiciele uznali to wyróżnienie za ironiczne, jakby jury wybrało Banville’a najłatwiejszego do śledzenia. Max Morden, jej narrator, opłakuje zmarłą żonę, wracając do nadmorskiego miasteczka, gdzie jako dziecko był świadkiem innej śmierci. Powieść traktuje żałobę z rodzajem formalnej powściągliwości, która albo wydaje się mistrzostwem, albo unikiem – w zależności od stanowiska w kwestii, którą Banville zawsze stawiał.

W tym samym roku, w którym otrzymał Bookera, Banville opublikował Christine Falls, pierwszą z powieści o Quirke’u, pod nazwiskiem Benjamin Black. Patolog Quirke pracuje w Dublinie lat 50. XX wieku, w świecie instytucjonalnego milczenia i katolickiego współudziału – mroczniejszy materiał, niż zwykle bezpośrednio podejmowała jego literacka fikcja, choć tematycznie z nią ciągły. Seria o Quirke’u liczyła siedem powieści, a jej najbardziej godną uwagi cechą, poza atmosferą, jest to, z czego świadomie zrezygnowała: z pirotechnicznych zdań. Banville pisał Benjamina Blacka z łatwością, którą opisał jak człowiek jadący na wakacje. Czy to było naprawdę łatwe, czy łatwość była przedstawieniem – to kolejne z jego nierozstrzygniętych pytań. Christine Falls zostało wybrane jako lektura One Dublin One Book na rok 2026, dwie dekady po pierwotnej publikacji.

Do 2011 roku otrzymał Nagrodę Franza Kafki, a w 2014 zarówno Międzynarodową Nagrodę Literacką w Dublinie – za The Infinities – jak i Nagrodę Księcia Asturii za Literaturę, najbardziej prestiżową nagrodę literacką w hiszpańskojęzycznym świecie. Jego późne powieści stawały się dziwniejsze i formalnie ambitniejsze: Mrs. Osmond (2017) kontynuowało Portret damy Henry’ego Jamesa od punktu, który James celowo pozostawił nierozstrzygnięty; Snow (2020) wysłało fikcyjnego detektywa Strafforda do zagadki zamkniętego pokoju w irlandzkim wiejskim domu. Każda nowa książka była małym argumentem na temat tego, co wolno powieści.

Jego żona Janet Dunham, którą poślubił w 1969 roku, zmarła w listopadzie 2021 roku. Strata – prywatna, ogromna – jest odczytywalna w The Singularities (2023), formalnie śmiałej powieści, która wysyła bohatera Banville’a z powrotem przez krajobrazy jego wcześniejszej fikcji, w towarzystwie nieznajomego, który może być bogiem, a może nie. Żałoba u Banville’a zawsze nosiła maskę; to, co wyróżnia jego późną twórczość, to fakt, że maska jest cieńsza i mniej wygodnie leży.

Venetian Vespers, opublikowane w październiku 2025 roku i umieszczone na długiej liście Walter Scott Prize for Historical Fiction 2026, nie wykazuje oznak osłabienia. Akcja rozgrywa się w Wenecji na przełomie XIX i XX wieku; śledzi Evelyna Dolmana – mężczyznę, którego małżeństwo się rozpadło, a dziedzictwo zostało cofnięte – przez pałac, który stopniowo staje się coraz bardziej niepokojący. Banville, po osiemdziesiątce, wciąż używa fikcji jako trwałego dociekania, czy świat ma strukturę widoczną dla ludzkiej percepcji, czy też wszystko, co bierzemy za porządek, jest formą życzeniowej estetyki.

To dociekanie – piękne, niewygodne i nierozstrzygnięte – jest tym, co John Banville prowadził przez całe życie. Christine Falls przyniesie nowych czytelników najsłynniejszemu literackiemu eksportowi Wexford w 2026 roku. Cokolwiek pomyślą o Dublinie Quirke’a, powieściopisarz kryjący się za pseudonimem wciąż pisze zdania gdzie indziej: wciąż pyta, czy proza może być sposobem widzenia, czy tylko sposobem patrzenia.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.