Technologia

iPhone 18 Pro pierwsze wrażenia: co naprawdę zmienia aparat ze zmienną przysłoną

Adrian Kessler

iPhone 18 Pro z daleka wygląda jak telefon, który zastępuje. Ta sama aluminiowa rama, te same dwa rozmiary, Dynamic Island, który się skurczył, ale robi to samo. Podnosisz go i jedyna część, która faktycznie się zmieniła, pozostaje ukryta, aż otworzysz aparat: za szkłem główny obiektyw ma teraz przysłonę, która fizycznie się otwiera i zamyka. Po raz pierwszy w iPhonie to osoba trzymająca telefon decyduje, ile światła trafia na matrycę.

To krótsze zdanie niż otaczający go marketing, ale większa sprawa, niż brzmi. Ruchoma przysłona daje ci dwie rzeczy, których nigdy wcześniej nie można było ustawić w iPhonie: jaka część kadru pozostaje ostra i ile światła aparat wpuszcza, gdy w pomieszczeniu robi się ciemno. Otwórz ją, a tło rozmyje się za obiektem; przymknij, a krajobraz będzie ostry od pierwszego planu po horyzont. Apple samo określa to tak, że obiektyw wreszcie pozwala kontrolować wszystkie trzy strony trójkąta ekspozycji. Dla każdego, kto walczył ze sztywnym obiektywem iPhone’a w słabo oświetlonej restauracji, to właśnie ta zmiana ma znaczenie.

Mechanizm, za który płaci się premię, jest naprawdę maleńki. Apple zbudowało go z sześciu wycinanych laserowo listków, z których każdy jest cieńszy od ludzkiego włosa, poruszanych małym wirnikiem pod szafirową osłoną, w obiektywie wykonanym specjalnie do tego zadania. Główny aparat działa w czterech oznaczonych krokach przysłony – od szerokiego f/1,48 do f/4,0 – i albo wybierze ją za ciebie, albo odda ci pierścień w aplikacji Aparat. Apple twierdzi, że najszersze ustawienie wpuszcza w ciemniejszych scenach mniej więcej pięćdziesiąt procent więcej światła. Ten sam aparat może teraz wyciągać z nagranego zwykłego wideo głębię na wzór filmowej po zrobieniu zdjęcia.

Oto część, którą relacje z dnia premiery zwykle pomijają. Ta przysłona jest, mniej więcej, powodem, by w tym roku kupić Pro. Inne nagłówki dotyczące aparatu – nowe Style Fotograficzne, bardziej zaawansowane elementy sterowania – trafią też do tańszych iPhone’ów. Usuń ruchomy obiektyw z równania, a argument Pro za swoją cenę sprowadza się do szybszego układu i większej baterii. Zmienna przysłona nie jest jedną z wielu funkcji odróżniających Pro – szybko staje się tą najważniejszą.

Nie jest to też nowość w branży, co jest drugą rzeczą, którą warto otwarcie powiedzieć. Samsung kilka lat temu wprowadził dwustopniową zmienną przysłonę w swoich Galaxy i po cichu z niej zrezygnował; Xiaomi i Huawei wciąż sprzedają wersje o szerszym zakresie. Apple dotarło późno do pomysłu, który rywale już wypróbowali, zachowali lub porzucili – i dotarło z najbardziej mechanicznie delikatną wersją. Zestaw listków cieńszych od włosa i wirnik to nowy element, który może się zepsuć w urządzeniu, które ludzie upuszczają na chodnik. Nikt poza Apple nie przetestował go jeszcze pod kątem wytrzymałości i to zastrzeżenie powinno znaleźć się na pudełku, a nie w przypisie.

Reszta to pokoleniowy skok, jakiego można by oczekiwać. Układ A20 Pro, zbudowany w procesie dwunanometrowym, wykonuje ciągłe zadania nawet o czterdzieści procent szybciej niż zeszłoroczna część; Pro Max ma działać do trzydziestu godzin, a Pro do dwudziestu czterech, z połową naładowania w około piętnaście minut. Pamięć sięga po raz pierwszy dwóch terabajtów, w kolorach: czarnym, srebrnym, niebieskim, który Apple nazywa Glacier, oraz bordowym. iPhone 18 Pro zaczyna się od 1199 dolarów, a Pro Max od 1299 dolarów; zamówienia przedpremierowe wystartują 12 września, a telefony trafią do rąk 18 września.

To, co Apple w tym roku naprawdę sprzedało, to jeden ruchomy element. Jeśli pierścień przysłony przetrwa rok w kieszeni, aparat Pro wreszcie zyska ręczne sterowanie warte swojej ceny. Jeśli się zablokuje, iPhone 18 Pro zostanie zapamiętany jako pierwszy, w którym aparat miał coś, co może się fizycznie zepsuć.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.