Technologia

Tesla brała 9 mln wonów za FSD, którego większość aut w Korei nie może używać

Susan Hill
Dodaj nas w Google

Pakiet Full Self-Driving Tesli działa tylko w niewielkiej części samochodów tej marki jeżdżących po południowokoreańskich drogach, a mimo to firma od lat pobiera od koreańskich klientów tysiące dolarów za tę funkcję. Koreańska organizacja konsumencka twierdzi teraz, że Tesla wiedziała, iż większości tych aut nigdy nie będzie można legalnie uruchomić FSD, i apeluje do krajowego regulatora ds. konkurencji i ochrony konsumentów o zakazanie firmie sprzedaży tej opcji ich właścicielom.

Kluczowe znaczenie ma miejsce produkcji. Tesle wyprodukowane w Stanach Zjednoczonych trafiają do Korei na mocy umowy o wolnym handlu między oboma krajami, która uznaje amerykańskie normy bezpieczeństwa, dzięki czemu mogą korzystać z FSD (Supervised). Modele z segmentu masowego, stanowiące większość samochodów sprzedawanych przez Teslę w Korei, powstają w fabryce w Szanghaju, a podobne porozumienie nie obejmuje aut wyprodukowanych w Chinach. Potrzebują one koreańskiej homologacji, której FSD nie posiada. Dla ich właścicieli oznacza to płatną funkcję widoczną w menu, z której — jak stanowi prawo — nie wolno im korzystać.

Do tych modeli z segmentu masowego należą Model 3 i Model Y, a dane samej Tesli pokazują, jak nierówny jest podział. Seo Young-deuk, szef Tesli Korea, powiedział w zeszłym miesiącu parlamentarzystom, że FSD działa w około 20% Tesli zarejestrowanych w kraju. Z danych przekazanych przez firmę Zgromadzeniu Narodowemu wynika, że od 2023 roku sprzedała w Korei ponad 170 tys. samochodów wyprodukowanych w Chinach, a 99% nowych Tesli sprzedanych tam w ubiegłym roku nie mogło legalnie korzystać z FSD. Serwis Electrek, który opisał różnice w dostępności systemu, zauważa, że w latach 2023–2025 sprzedaż aut z fabryki w Szanghaju wzrosła ponad pięciokrotnie, a w tym roku Tesla wyprzedziła BMW i została najpopularniejszą marką importowanych samochodów w Korei.

Jak podaje Reuters, który zapoznał się ze skargą przed jej złożeniem, wniosła ją organizacja Citizens United for Consumer Sovereignty. Zwraca ona uwagę na zeszłoroczne zapowiedzi Tesli, że FSD pojawi się „wkrótce”, oraz film demonstracyjny nagrany na koreańskich drogach. Jej zdaniem żaden z tych materiałów jasno nie informował, że oprogramowanie będzie działać tylko w niewielkiej części samochodów oferowanych przez Teslę. „Tesla osiągnęła znaczne przychody, sprzedając drogi system wspomagania kierowcy klientom kupującym auta z segmentu masowego, którzy nie mogą z niego korzystać ani przez jeden dzień” — powiedział Reutersowi Choi Young-suk, kierujący pracami organizacji w sprawach motoryzacyjnych.

Nie chodzi o małe kwoty. Przez lata Tesla pobierała od koreańskich klientów jednorazową opłatę w wysokości 9 mln 43 tys. wonów, czyli około 6,7 tys. dolarów, za FSD. W sierpniu wprowadziła miesięczną subskrypcję za 150 tys. wonów, czyli około 112 dolarów. Abonament obniża koszt początkowy, ale nie zmienia tego, którym samochodom prawo pozwala korzystać z oprogramowania.

Organizacja chce, by Koreańska Komisja ds. Uczciwego Handlu (KFTC) nakazała Tesli tymczasowo wstrzymać reklamowanie FSD w samochodach, które nie kwalifikują się do korzystania z systemu, nałożyła na firmę grzywnę i przekazała sprawę śledczym. Regulator nie zaczyna jednak od zera. Przedstawiciel KFTC powiedział Reutersowi, że w tym roku agencja wszczęła dochodzenie w sprawie reklam FSD Tesli i otrzymała już od firmy pisemne odpowiedzi. Tesla nie odpowiedziała na prośby Reutersa o komentarz.

Nie oznacza to, że właściciele odzyskają pieniądze. Skarga do KFTC może doprowadzić do nakazu wstrzymania sprzedaży lub nałożenia grzywny, ale nie jest procedurą zwrotu pieniędzy, a koreańskie sądy jak dotąd stawały po stronie Tesli. W zeszłym miesiącu sąd w Seulu oddalił pozew o zwrot pieniędzy wniesiony przez właścicieli Tesli, którzy zapłacili za FSD. Uznał, że firma nie obiecywała w umowie w pełni autonomicznej jazdy, a za to, że kolejne funkcje nigdy się nie pojawiły, odpowiadają koreańskie przepisy, a nie Tesla. Nie pomaga też sama nazwa: mimo określenia „Full Self-Driving” system nadal wymaga, by kierowca obserwował drogę — zarówno w Korei, jak i wszędzie indziej, gdzie Tesla go sprzedaje.

Na zatwierdzenie nie zanosi się w najbliższym czasie. Podczas przesłuchania parlamentarnego 8 października Seo zeznał, że Tesla nigdy formalnie nie zwróciła się do ministerstwa transportu o przeprowadzenie testów FSD, a około dwa tygodnie później firma złożyła wniosek o certyfikację. Ministerstwo poinformowało jednego z parlamentarzystów, że FSD nie spełnia lokalnych wymogów bezpieczeństwa, w tym obowiązku trzymania rąk na kierownicy. Obecne wersje FSD pozwalają kierowcom puścić kierownicę, o ile kamera w kabinie widzi, że obserwują drogę.

Niektórzy właściciele nie czekali na załatwienie formalności. W zeszłym miesiącu koreańska policja skierowała do prokuratury sprawy 80 kierowców Tesli, którzy używali nieautoryzowanych urządzeń, by odblokować FSD. Ta akcja pokazuje, jak duże jest niezaspokojone zapotrzebowanie na funkcję objętą ograniczeniami.

Spór dotyczy konkretnie Korei, gdzie właściciele Modelu S, Modelu X i Cybertrucków wyprodukowanych w USA otrzymali FSD (Supervised), gdy Tesla uruchomiła tę funkcję pod koniec ubiegłego roku. Szerszy problem nie ogranicza się jednak do tego kraju: legalność FSD zależy od miejsca produkcji samochodu i kraju, w którym jest używany, a Tesla nadal stara się o homologację w Europie. Organizacja konsumencka planuje złożyć skargę do KFTC w czwartek, 5 listopada. Odpowiedź ministerstwa transportu na wniosek Tesli o certyfikację rozstrzygnie, czy pozostałe cztery na pięć Tesli w Korei kiedykolwiek uruchomią oprogramowanie, które sprzedano ich właścicielom.

Tagi: , , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.