Filmy

Mads Mikkelsen zakopał łup i wmawia sobie, że jest Johnem Lennonem w Ostatnim wikingu

Molly Se-kyung

Skok potrzebuje trzech rzeczy: pieniędzy, planu i kogoś, kto wciąż pamięta, gdzie się to wszystko podziało. Ostatni wiking, nowy film Andersa Thomasa Jensena, po cichu odejmuje trzecią. Łup z dawnego napadu na bank leży zakopany gdzieś w duńskich lasach, a miejsce zna tylko jeden człowiek. Ten człowiek już nie wierzy, że jest sobą.

Nazywa się Manfred, gra go Mads Mikkelsen, a załamanie, które pochłonęło mu pamięć, wręczyło mu nową tożsamość: jest teraz przekonany, że jest Johnem Lennonem. Jego brat Anker, dopiero co wypuszczony po latach za kratami za napad, potrzebuje pieniędzy i Manfreda na tyle przytomnego, by je odnalazł. Na tym opiera się cały mechanizm filmu i kręci się on wokół jednej sprzeczności. Mapa skarbu jest człowiekiem, a tego człowieka nadpisano.

YouTube video

Powierzenie Mikkelsenowi złamanego brata zamiast tego ogarniętego to pierwsza prawdziwa decyzja filmu i jest słuszna. Spędził długi odcinek kariery jako najbardziej opanowana twarz w kadrze: płatny morderca, czarny charakter, człowiek, który nigdy nie mruga. Tu gra kogoś bez żadnej kontroli, kogoś, kto odgrywa martwą gwiazdę rocka, bo przedstawienie waży mniej niż żałoba pod spodem. Nikolaj Lie Kaas jako Anker dźwiga ciężar odwrotny: trzeźwego brata, który musi prowadzić kogoś, kogo już nie dosięga, i który potrzebuje tego chorego umysłu, żeby wypluł mapę, zanim inni dotrą pierwsi.

Jensen przez większość życia za kamerą kręci wariant tego filmu i Ostatni wiking należy do tego dorobku bez wysiłku. Jego filmy łączą groteskowe, niemal rysunkowe założenia z mężczyznami, którzy po cichu się rozpadają: rzeźnik, który serwuje to, czego nie powinien, bracia z Men & Chicken z sekretem w piwnicy, wdowiec z Riders of Justice tropiący wzór w katastrofie kolejowej. Buduje je wokół tej samej małej trupy, z Mikkelsenem i Lie Kaasem w centrum, i pozwala okrucieństwu i slapstickowi dzielić kadr, aż przestają wydawać się osobne. Żarty są czarne, a przemoc trafia, ale w gruncie rzeczy filmy mówią o krzywdzie i o dziwnej maszynerii, którą ludzie składają, żeby z nią żyć dalej.

Pomysł z Beatlesami to najczytelniejszy znak tego, o co mu chodzi. Żeby poruszyć pamięć Manfreda, bracia biorą się za odtworzenie zespołu, werbują obcych gotowych odpowiadać na imiona Paul i Ringo, i liczą, że rytuał wstawi coś na miejsce. Zagrane w jeden sposób to czysta farsa; zagrane tak, jak sugeruje zwiastun, jest smutniejsze. Manfreda da się dosięgnąć tylko przez urojenie, nigdy obok niego, a film zdaje się rozumieć, że rola Johna Lennona nie jest przeszkodą przed pieniędzmi. Jest murem, który człowiek w żałobie postawił, żeby nie musieć być Manfredem.

Jensen nie jest postacią z marginesu, która bawi się gatunkiem. Wcześnie zdobył Oscara za film krótkometrażowy i napisał część duńskich dramatów, które wyniosły kino tego kraju w świat, przez co świadoma kameralność jego własnych filmów reżyserskich wygląda na wybór, a nie ograniczenie. Ostatni wiking przychodzi z festiwalowym ciężarem, który pozwala podróżować duńskojęzycznej komedii kryminalnej, i z odtwórcą głównej roli, którego sama twarz przechodzi odprawę na większości rynków.

Czego film nie może obiecać z góry, to że żart ma drugi akt. Prawie dwie godziny to dużo jak na założenie w jednej linijce, a mieszanka tonów Jensena z farsy skoku, choroby psychicznej i braterskiej żałoby już wcześniej skwaśniała w słabszych rękach niż jego. Zwiastun sprzedaje gag; trudniejsze pytanie brzmi, czy inscenizuje się tu prawdziwe zaburzenie, czy tylko kostium, który Mikkelsen może włożyć. Człowiek, który myśli, że jest Johnem Lennonem, jest śmieszny dokładnie do chwili, w której film musi zdecydować, czy Manfred jest osobą, czy puentą.

Obok Mikkelsena i Lie Kaasa w obsadzie są Sofie Gråbøl jako Margrethe, Søren Malling jako Werner i Bodil Jørgensen jako Freja. Jensen napisał scenariusz i wyreżyserował, wracając do rejestru komedii, kryminału i dramatu złożonych jeden w drugi, który naznaczył całą jego drogę.

Ostatni wiking trwa 116 minut i wszedł na polskie ekrany jesienią, po duńskiej premierze z tego samego sezonu.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.