Filmy

Tort dla prezydenta: iracka dziewczynka i absurdalne zamówienie dyktatora

Martha O'Hara

Dziewczynka przykuca przy przydrożnym miejscu pamięci na irackiej pustyni i oddaje cześć nie nagrobkowi, lecz portretowi: Saddam Husajn, z uniesionym ramieniem, namalowany większy niż rdzewiejący wrak samochodu obok i kobieta w czerni idąca pustą drogą za jej plecami. Hasan Hadi kadruje obraz w wypłukanym, ocenicznym błękicie i ten jeden kadr mówi niemal wszystko o świecie Tortu dla prezydenta, zanim ktokolwiek otworzy usta. To kraj spłaszczony pod jedną twarzą człowieka, w którym nawet otwarta pustynna droga nosi jego podobiznę, a dziecko nauczyło się już składać swoje małe ofiary.

Motorem napędowym filmu jest zlecenie. Wszystkim szkołom w kraju nakazano upiec tort na urodziny prezydenta, a Lamia — dziewięcioletnia uczennica — zostaje wyznaczona do jego wykonania. W krajobrazie wydrążonym przez wojnę i embargo, gdzie cukier, mąka i jajka stały się luksusem, który niemal zniknął z półek, to zadanie nie jest świętowaniem, lecz groźbą. Niepowodzenie uderza w dziecko i otaczającą je rodzinę. Tort zamienia się w małe, absurdalne i nieprzejednane żądanie postawione komuś, kto nie dysponuje niemal żadnymi środkami, by mu sprostać — a film po prostu podąża za jej próbą znalezienia wyjścia.

YouTube video

Hadi buduje film wokół nieprofesjonalnych aktorów i ta decyzja jest jego argumentem. Baneen Ahmed Nayyef gra Lamię z otwartą bezpośredniością dziecka, które nie nauczyło się jeszcze pozować przed kamerą, a jej twarz wykonuje pracę, którą scenariusz o totalitarnym strachu mógłby z łatwością nadmiernie wyjaśnić. Waheed Thabet Khreibat jako babcia, którą rodzina woła Bibi, daje jej oparcie: to pokolenie, które doskonale wie, co tort oznacza, ale nie może powiedzieć tego głośno. Sajad Mohamad Qasem dopełnia ciasny krąg wokół niej jako Saeed. Brak rozpoznawalnych gwiazd nie jest tu ograniczeniem — utrzymuje kamerę na wysokości dziecięcego wzroku i odmawia polerowania, które sprawiłoby, że trud stałby się zbyt łatwy do strawienia.

To debiut Hadiego i pojawia się z ciężarem rzadko spotykanym w przypadku pierwszego filmu. Reżyser jest pierwszym irackim twórcą, który trafił na Quinzaine des Cinéastes w Cannes, a projekt przeszedł przez laboratoria rozwojowe Sundance Institute, zanim trafił na ekran. Wywodzący się z Bagdadu reżyser otwarcie mówił, że film czerpie z faktury lat sankcji, nie rekonstruując żadnego konkretnego wydarzenia historycznego. Polityka dociera w nim ukośnie — przez brak jajek i swobodną wszechobecność wizerunku przywódcy, nigdy przez przemówienia. Na tym polega historyczne twierdzenie tego obrazu: że dyktatura daje się odczuć najpierw jako problem logistyczny w kuchni dziewięciolatki.

Wizualnie film pozostaje wierny tej idei. Hadi i jego operator pracują w wyciszonej, wyblakłej od słońca palecie pyłoszarych dróg, posiniaczonego błękitu wczesnego świtu i wnętrz oświetlonych tak, jakby sama elektryczność była racjonowana. Ikonografia propagandowa powraca jako krajobraz — w muralach, portretach i hasłach malowanych na betonie, wszystkie wietrzejące pod tym samym żarem, który ściera również ludzi pod nimi. Kompozycje stoją nieruchomo i pozwalają dziecku przez nie przechodzić, tak że reżim czyta się nie tyle jako czarny charakter, co jako klimat: coś w powietrzu, zwyczajnego i nieuchronnego.

Sam tort wykonuje dużą, cichą symboliczną pracę, nigdy nie będąc podkreślany. Jest jednocześnie hołdem wymaganym przez władzę, luksusem, którego gospodarka nie potrafi już wyprodukować, i dziecięcym rękodzielniczym projektem obarczonym dorosłą stawką — przedmiotem, który musi być doskonały dla człowieka, który nigdy go nie zobaczy, tworzonym przez ludzi, którzy ledwo mogą sami się wyżywić. Hadi pozwala tej sprzeczności trwać. Film mniej interesuje Saddam Husajn jako postać, a bardziej to, w jaki sposób jego urodziny reorganizują skąpe zasoby całego miasteczka wokół jednego gestu — jak państwo zamienia uczucia w obowiązek, a obowiązek w strach.

Baneen Ahmed Nayyef as the young Lamia in a scene from the Iraqi drama directed by Hasan Hadi (2025)
Baneen Ahmed Nayyef as Lamia in a scene from the Iraqi drama directed by Hasan Hadi (2025)

Czego film nie robi, to udawanie, że jego bajka udźwignie całą dekadę, którą przywołuje. Struktura poszukiwania składników ryzykuje osłodzenie okresu masowej deprywacji w coś, po czym festiwalowa publiczność może wyjść wzruszona, ale nie oskarżona. Ramka dziecięcego spojrzenia, tak precyzyjna w rejestrowaniu strachu, zarazem łagodzi dorosłe kalkulacje współudziału i przetrwania, dziejące się tuż poza zasięgiem rozumienia Lamii. A impet, jaki film teraz niesie — nagrody i zestawienia — gwarantuje uwagę, nie gwarantując jednak, że celowo mała historia udźwignie nakładane na nią oczekiwania. To debiut, ze szwami właściwymi debiutowi.

Baneen Ahmed Nayyef, Sajad Mohamad Qasem, Waheed Thabet Khreibat i Rahim AlHaj tworzą obsadę złożoną w większości z nieprofesjonalistów, a Tort dla prezydenta — iracko-katarsko-amerykańska koprodukcja trwająca sto sześć minut — przeszedł przez festiwale z niezwykłą siłą: światowa premiera w Quinzaine des Cinéastes na Festiwalu w Cannes, gdzie zdobył nagrodę publiczności sekcji i Caméra d’Or dla najlepszego pełnometrażowego debiutu; następnie wybór jako irackiego kandydata do Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy i miejsce na krótkiej liście — pierwszego irackiego tytułu, który kiedykolwiek się tam znalazł. W Stanach Zjednoczonych dystrybuuje go Sony Pictures Classics, w Wielkiej Brytanii — Curzon. Polska data premiery kinowej nie została jeszcze potwierdzona.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.