Filmy

Gorące Krzesło przykuwa człowieka do bomby i wciąż nie znajduje napięcia

Martha Lucas

W Gorącym Krześle tkwi zwięzły, bezlitosny thriller — i to właśnie ten, którego James Cullen Bressack nigdy naprawdę nie detonuje. Punkt wyjścia jest niemal niezawodny: mężczyzna budzi się podłączony do bomby i zmuszony okradać banki z klawiatury, zanim ukryty głos rozerwie go na strzępy. To pomysł zbudowany w całości z napięcia, a film bez przerwy znajduje sposoby, by spuścić z niego powietrze.

Kevin Dillon gra Orlanda Friara, nawróconego hakera black-hat, dziś biurowego informatyka, który siada przy biurku i znajduje bombę naciskową przyklejoną pod krzesłem oraz anonimowego szantażystę w słuchawce. Po drugiej stronie miasta Mel Gibson jest Wallace’em Reedem, zmęczonym weteranem saperów wezwanym, by utrzymać Friara przy życiu, gdy ten zostaje przepędzony przez serię zdalnych cybernapadów. Zegar tyka głośno, stawka jest dosłowna i przez chwilę niemal to wystarcza.

YouTube video

Założenie, z którego reżyseria spuszcza powietrze

Bressack bez ustanku produkuje dokładnie takie kameralne kino gatunkowe i pokrywa biurowy pojedynek wystarczającą liczbą ujęć, by trzymać go w ruchu. Czego nie potrafi, to ukryć budżetu. Plakatowe eksplozje pojawiają się jako rzucająco się w oczy bezważkie CGI, hakowanie to zwykła kaskada absurdalnych interfejsów i szczerzących się czaszek, a ilekroć należałoby dokręcić śrubę, ospała kwestia albo płaski przeskok znów ją luzuje. Thriller jednej lokacji żyje lub umiera ciśnieniem; ten wciąż uchyla okno.

Scenariusz i reżyseria fundują parę łagodnych niespodzianek i drobnych zwrotów, by dodać pikanterii. To nie nadrabia w pełni tandety reszty.

Leslie Felperin, The Guardian

Obsada

Dillon dźwiga główny ciężar i jest najlepszym powodem, by zostać: spocony, spanikowany i wiarygodnie przerastany przez sytuację, zamienia człowieka przyklejonego do krzesła w jedyne realne źródło rozpędu filmu. Gibson, drugi na liście płac i działający głównie przez telefon oraz zza kordonu, użycza swojej zniszczonej charyzmy roli, która niemal niczego od niego nie wymaga — to ten rodzaj drugiego planu, który krytyka słusznie nazwała chodzeniem przez sen. Wokół nich komendantka Shannen Doherty i sierżant Sama Asghariego wypełniają komisariat naszkicowany grubą kreską, a rodzina Friara zostaje sprowadzona, by dostarczyć zagrożenia, którego fabuła nie wytwarza sama.

Mel Gibson
Mel Gibson at the premiere of “We Were Soldiers,” Mann’s Village Theater, Westwood. Depositphotos

Gibson niemal przechodzi przez tę niedopisaną rolę we śnie, a rola trąci nudą z gatunku bierz-pieniądze-i-uciekaj, w filmie ubogim w rozwój i w niespodzianki.

Terry Staunton, Radio Times

Złożony z lepszych thrillerów

Niemal wszystko jest tu pożyczone i ledwie przeklejone. Bomba, której nie wolno opuścić, to Speed; więzień zmuszony grać dla bezimiennego oprawcy to Tylko nie telefon; superhakowanie z pistoletem przy głowie to Kod dostępu ze zdartym lakierem. Nie ma wstydu w pracy wewnątrz tradycji, ale Gorące Krzesło rzadko dokłada własną zmarszczkę. Sięga po podręcznik cyberthrillera w kotka i myszkę i przepisuje odpowiedzi, aż po obowiązkowy późny zwrot o tym, kto naprawdę jest po drugiej stronie linii.

Werdykt

To nie katastrofa, którą zapowiadają efekty z początku. Zaangażowanie Dillona, sprawny metraż i haczyk, który nie chce do końca umrzeć, czynią go oglądalnym w spokojny wieczór, a ostrzejszą, bardziej bezwzględną wersję tego samego scenariusza wyobrazić sobie aż za łatwo. W obecnej postaci Gorące Krzesło to thriller, który zagaduje własną pilność na śmierć: sam tykający zegar, żadnej detonacji.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.