Filmy

Bill Skarsgård bierze bankiera i całe miasto na antenowego zakładnika w „Desperacie” Van Santa

Camille Lefèvre

Bronią w „Desperacie” nie jest obrzynek, choć strzelba przez większość filmu tkwi przywiązana do gardła pewnego mężczyzny. Bronią jest transmisja na żywo. Nowy obraz Gusa Van Santa odtwarza prawdziwy kryzys zakładniczy z Indianapolis, w którym zrujnowany kredytobiorca podłączył domowej roboty „wyłącznik umarlaka” do bankiera hipotecznego, którego obwiniał o swój upadek, a potem zrobił jedyną rzecz, jakiej się po nim nie spodziewano: zadzwonił do redakcji. Rozluźnij chwyt, przyjmij policyjną kulę — a broń wypali sama. Miasto patrzyło. Wkrótce patrzył cały kraj.

Van Sant większą część zawodowego życia spędził wśród ludzi, na których kultura woli nie patrzeć wprost, i tutaj wraca do rejestru, który rozumie najlepiej — do prawdziwego zdarzenia sfilmowanego bez wyroku, do outsidera trzymanego w kadrze tak długo, aż staje się nieczytelny. Postać w centrum nie jest ani ludowym bohaterem, ani szaleńcem, a film z rozmysłem odmawia wyboru. Dramatyzuje za to mechanizm nacisku: to, jak prywatna krzywda, raz wycelowana w obiektyw, ścina się w publiczny spektakl, którego nie potrafi wyłączyć żaden bank, żaden policyjny negocjator ani żadna stacja telewizyjna.

YouTube video

Bill Skarsgård gra Tony’ego Kiritsisa jako spiętego, spoconego żywego przewodnika w limonkowej poliestrowej koszuli, przekierowując swój dobrze znany dar do budowania grozy w coś bardziej potrzebującego i rozpoznawalnie ludzkiego. To obsada jest tu tezą. To nie drapieżnik, lecz człowiek, któremu skończyły się legalne ruchy, a Skarsgård pozwala desperacji przebijać przez brawurę. Aktor, którego dotąd zapamiętano głównie z ról budzących niepokój, prowadzi tu postać na krawędzi zapaści, gdzie groźba i błaganie brzmią tym samym głosem, i to napięcie utrzymuje film wtedy, gdy sama sytuacja zaczyna się dłużyć. Wokół niego Van Sant buduje celową komorę pogłosową: Colman Domingo jako radiowy prezenter Fred Temple, który staje się niechętnym łącznikiem oblężenia, Dacre Montgomery jako zakładnik zmuszony odgrywać własną niewolę oraz Al Pacino — twarz założycielskiego filmu gatunku o zakładnikach — wpleciony jako bankowy patriarcha M.L. Hall, obsadowe posunięcie, które po cichu nazywa cień, obok którego „Desperat” nie może nie stanąć.

Historia, z której film czerpie, jest dziwniejsza, niż gatunek zwykle dopuszcza. Kiritsis trzymał zakładnika na uwięzi przez większą część trzech dób, prowadził go ulicami pod bronią i żądał nie tylko umorzenia długu, ale też tego, by ludzie, którzy go zrujnowali, powiedzieli to na głos, do protokołu. Przeprosin pragnął równie mocno jak pieniędzy — i pragnął świadków. Kiedy w końcu dotarł do mikrofonu, krzywda wylała się jako chaotyczna, wściekła przemowa do publiczności, która nigdy nie słyszała jego nazwiska i która nieprędko miała je zapomnieć — jeden z pierwszych kryzysów zakładniczych, jaki cały kraj śledził niemal w czasie rzeczywistym.

Punktem odniesienia jest „Pieskie popołudnie”, a Van Sant nie stara się ukryć tego długu. Pracując na oszczędnym scenariuszu Austina Kolodneya, kręci ziarnistą, prowadzoną z ręki gramatyką proceduralu amerykańskiego Nowego Hollywood, pozwalając scenom toczyć się na nerwach, a nie na zdarzeniach. Rzecz osadza się naturalnie w jego własnym kinie patrzenia — cierpliwym, wciągniętym w sprawę spojrzeniu, które kierował już wcześniej na prawdziwą katastrofę, śledząc zwyczajnych ludzi wzdłuż korytarzy, aż codzienność staje się nie do zniesienia. Tutaj korytarz zwęża się do jednego mieszkania, a kamera nigdy do końca nie daje nam wygody stania na zewnątrz. Meta-obsadowy gest wobec Ala Pacino nie jest przy tym ozdobnikiem: to on zagrał główną rolę w „Pieskim popołudniu”, filmie, który wyznaczył reguły tej opowieści o desperacie z zakładnikiem, i jego obecność każe czytać nowy obraz jako świadomy dialog z tamtym, a nie jego naśladownictwo.

Tagline „jego rewolucję transmitowała telewizja” tylko w połowie ujęty jest w cudzysłów. Kiritsis pojął, zanim istniał na to słownik, że porywacz z czasem antenowym może obejść policję i przemówić wprost do publiczności — a film jest najbardziej czujny wtedy, gdy obserwuje, jak prywatny człowiek odkrywa narkotyczne przyciąganie widowni. Dla kultury na nowo biegłej w gniewie na kredytodawców i banki materiał przybywa naładowany z góry. Dyscyplina Van Santa polega na tym, że nigdy do końca tego nie spienięża — nigdy nie pozwala obrazowi przypiąć bohaterowi medalu za to, co zrobił z bronią i kamerą.

Czego „Desperat” nie robi, to nie rozstrzyga pytania, o które wciąż zahacza. To wyraźnie szybki film, złożony na słynnie skróconym planie, i owa szybkość czasem wychodzi na jaw: postacie drugoplanowe bywają raczej naszkicowane niż zamieszkane, a są fragmenty, w których powierzchnia epoki zastępuje wnikliwość. Nie każda festiwalowa recenzja dała się przekonać, a części wydał się on dziwnie ospały jak na opowieść o człowieku z palcem na spuście. Film honoruje osobliwość oblężenia, nie argumentując do końca, czemu ma nas trzymać przez cały swój czas, a jego współczucie dla Kiritsisa jest raczej deklarowane niż wypracowane.

Bill Skarsgård as Tony Kiritsis in Gus Van Sant’s Dead Man’s Wire (2026)
Bill Skarsgård in Dead Man’s Wire (2026)

Zespół aktorski jest głęboki jak na produkcję tej wielkości. Cary Elwes, Myha’la i Kelly Lynch dopełniają krąg negocjatorów, krewnych i urzędników krążących wokół przewodu, podczas gdy scenariusz Kolodneya trzyma uwagę wpartą w więź między dwoma mężczyznami. Dystrybucję w Ameryce Północnej poprowadziło Row K Entertainment, a ten kryminalny thriller trwa napięte sto pięć minut.

„Desperat” miał światową premierę poza konkursem na festiwalu w Wenecji — to pierwszy powrót Van Santa na Lido od ponad trzydziestu lat — i wszedł na amerykańskie ekrany 9 stycznia 2026 roku za sprawą Row K. Do japońskich kin trafia 17 lipca 2026 roku, a w Polsce pokazano go na American Film Festival we Wrocławiu; rodzima data premiery nie została jeszcze potwierdzona. Czas trwania: sto pięć minut.

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.