Filmy

Death and Rebirth wraca do kin jako niedokończony most Anno

Martha O'Hara

Chłopiec stoi nad brzegiem rdzawego morza, woda gęsta i nieruchoma pod posiniaczonym pomarańczowym niebem, a drugi chłopiec przygląda mu się z pękniętego cypla skały. Ten obraz — sama ruina, cisza i horyzont w kolorze otwartej rany — jest rejestrem, w jakim „Neon Genesis Evangelion” po raz pierwszy zamknęło się na dużym ekranie. „Death and Rebirth” Hideakiego Anno jest mniej filmem, który opowiada historię, a bardziej takim, który historię rozbiera na części, przesiewając apokalipsę gigantycznych robotów z jego serialu aż do jej żałoby, jej powtórzeń i jej długich, zawieszonych pauz.

Przybywa tak, jak przybywał zawsze: jako fragment. Obraz zbudowany jest z dwóch nierównych połów. Pierwsza spędza około godziny na przemontowaniu serialu w fugę pamięci, zapętlając się z powrotem przez te same twarze i te same rany. Druga urywa się w połowie zdania, otwierając pierwszą część finału, który tak naprawdę zostanie ukończony dopiero po miesiącach. To most z jednym brakującym brzegiem, i właśnie ta niekompletność, bardziej niż jakakolwiek pojedyncza sekwencja, sprawiła, że widzowie do dziś spierają się o to, czym ta rzecz w ogóle jest.

YouTube video

Głosy, które to spajają, to te same, które uczyniły z serialu punkt zwrotny. Megumi Ogata gra Shinjiego Ikariego jako obnażony nerw, czternastolatka zapadającego się do wewnątrz; Megumi Hayashibara nadaje Rei Ayanami jej płaski, niepokojący spokój; Asuka Langley Soryu w wykonaniu Yuko Miyamury to sam pancerz i pęknięcie; Misato Katsuragi Kotono Mitsuishi dźwiga dorosłe zmęczenie, którego nastolatkowie jeszcze nie potrafią nazwać. Pozbawione większości scen akcji i zredukowane do fragmentów, te kreacje przestają być nośnikiem fabuły, a zaczynają funkcjonować jako czysta wewnętrzność — a to właśnie jest cała teza, którą ta kompilacja stawia o serialu.

Anno zmontował ten pakiet w momencie, gdy serial już wcześniej przełamał własne ramy. Telewizyjny cykl zakończył się dwoma odcinkami surowej psychologicznej abstrakcji, kredowobiałymi pokojami i odręcznymi bazgrołami, które rozdarły widownię na pół, a stojące za nim studio, Gainax, zbierało jednocześnie uwielbienie i furię. „Death and Rebirth” tkwi w tej ranie. To dzieło reżysera krążącego wokół własnego materiału, niezdolnego go opuścić, wykorzystującego remiks jako sposób na głośne myślenie o tym, jaki powinien być finał, zanim jeszcze miał środki, by go zbudować.

Część „Death” traktuje serial jak partyturę do ponownej orkiestracji, przecinając czworo nastoletnich pilotów w recitalu, który wciąż wraca do tych samych fraz. Część „Rebirth” jest czymś zupełnie innym: dosłownie pierwszą rolką tego, co wkrótce miało stać się „The End of Evangelion”, alternatywnym finałem, który Anno dostarczył po tym, jak produkcja przekroczyła terminy. Oglądany dziś „Rebirth” działa jak cliffhanger, którego film nigdy nie zamierzał utrzymać, urywając się dokładnie w chwili, gdy zapowiadana apokalipsa zaczyna się poruszać.

Nic z tego nie czyni go dziełem kompletnym i warto być wobec tego uczciwym. „Death and Rebirth” było, mówiąc wprost, prowizorką, ukształtowaną w równym stopniu przez harmonogram i pieniądze, co przez zamysł. Remiks przetwarza materiał, który wielu jego widzów znało już na pamięć, a druga połowa niczego nie rozwiązuje, ponieważ rozwiązanie było — z założenia — przetrzymywane na osobną premierę. Wznowienie zbudowane wokół niego dziedziczy ten pusty środek. Oferuje obraz zakończenia zamiast zakończenia, a każdy, kto wejdzie na seans nieprzygotowany, wyjdzie bez nagrody, którą sugeruje marketing.

A still from Neon Genesis Evangelion Death and Rebirth, 1997
Shinji Ikari in Neon Genesis Evangelion: Death and Rebirth (1997)

To, co kompilacja rzeczywiście dostarcza, to faktura rozpaczy Anno oddana z niezwykłą formalną kontrolą. Muzyka Shiro Sagisu przechodzi od orkiestrowego wezbrania do niemal ciszy; projekty postaci Yoshiyukiego Sadamoto zachowują swoją kruchość nawet w nieruchomych kadrach; paleta ciąży ku klinicznym błękitom, szpitalnym zieleniom i tej powracającej liturgicznej czerwieni, która zalewa końcowe obrazy, aż ekran zdaje się krwawić. Kompozycje faworyzują przestrzeń negatywną — twarz zepchnięta do jednej krawędzi kadru, z pustką napierającą z drugiej — a przemontowanie zaostrza tę samotność, zamiast ją rozcieńczać. Współreżyseria przypisana Kazuyi Tsurumakiemu i Masayukiemu, pracującym pod Anno przy wsparciu produkcyjnym Production I.G, chroni przeróbkę przed byciem zwykłym zestawieniem najlepszych momentów. Obsadę dopełniają Fumihiko Tachiki jako lodowaty Gendo Ikari i Koichi Yamadera jako Ryoji Kaji — obaj przeplatają dorosłe zagrożenie przez historię poza tym zakotwiczoną w dorastaniu.

Północnoamerykański powrót odbywa się za pośrednictwem GKIDS, które w ostatnich latach przywracało do obiegu niegdyś niedostępne filmy z uniwersum Evangeliona. Dystrybutor prezentuje ten materiał jako dwuwieczorowe wydarzenie zapowiadane jako Evangelion 30th Movie Fest, wyświetlając zmienioną wersję Death (True)² & Rebirth oraz „The End of Evangelion” w wybranych sieciach kin, w tym AMC i Cinemark. Dla samej kompilacji jest to pierwszy właściwy pokaz kinowy na tych brzegach, szansa, by zobaczyć ten fragment wyświetlony w skali, dla której został zmontowany, o czasie trwania około stu minut. Na razie nie potwierdzono polskiej premiery kinowej; w Ameryce Północnej film jest pokazywany 21 lipca podczas Evangelion 30th Movie Fest organizowanego przez GKIDS, a dzień później, 22 lipca, wyświetlany jest „The End of Evangelion”. Czas trwania około 101 minut.

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.