Filmy

GKIDS wraca z Death (True)², filmem Evangeliona, którego Anno nie chciał skończyć

Liv Altman

Niewiele filmów spiera się samych ze sobą tak jak „EVANGELION: DEATH (TRUE)²”. To pełnometrażówka złożona niemal w całości z serialu telewizyjnego — sceny wyjęto z ponad dwudziestu odcinków, przetasowano poza kolejnością, a potem cięto raz za razem, aż sam tytuł dorobił się przypisu upierającego się, że to właśnie ta wersja jest wreszcie tą prawdziwą. Efekt to jeden z najdziwniejszych obiektów w historii anime: film zbudowany z pamięci o serialu, przemontowany w formę, której twórcy uparcie nie chcieli nazwać skończoną.

Ten niepokój jest tu sednem. Tam gdzie większość filmów kompilacyjnych spłaszcza serial do składanki najlepszych scen, ten traktuje ponowny montaż jako akt interpretacji, splatając czworo nastoletnich pilotów i dowodzących nimi dorosłych w jedno narastające crescendo. Dzieci wspinają się do wnętrza wielkich humanoidalnych machin, by walczyć z czymś, co nazywa się Aniołami; dorośli, którzy je tam przypinają, okazują się — o ile to w ogóle możliwe — bardziej rozbici niż same dzieci. Pozbawiona cotygodniowego rytmu opowieść przestaje być serialem o potworze tygodnia i staje się studium ludzi, których nie da się naprawić, można ich tylko posłać z powrotem do boju.

YouTube video

Montaż na taką skalę żyje albo umiera dzięki głosom, a powracająca japońska obsada jest tym, co spaja ten kolaż. Shinji Ikari w wykonaniu Megumi Ogaty niesie drżący środek całości; Misato Katsuragi Kotono Mitsuishi dostarcza fałszywej pogody ducha, która wciąż pęka; Megumi Hayashibara i Yuko Miyamura, jako Rei Ayanami i Asuka Langley Soryu, dają filmowi dwa bieguny, wokół których krąży cały serial. W okruchach wyrwanych z zupełnie różnych punktów fabuły to te role są tkanką łączną, dowodem na to, że mamy do czynienia z jednym ciągłym załamaniem, a nie z przeglądem scen.

Hideaki Anno zawsze był twórcą, który nie potrafi zostawić własnej pracy w spokoju, i to jest tego najwcześniejszy ślad. Wyreżyserowany wspólnie z Masayukim i Kazuyą Tsurumakim obraz należy do rodu filmowców, którzy raz po raz otwierają skończone dzieła i ogłaszają nową wersję tą właściwą — ten sam odruch, który dał kilka montaży „Łowcy androidów” i dłuższe, dziwniejsze podejście do „Czasu apokalipsy”. Anno miał później spędzić lata, robiąc to na pełnometrażową skalę, przerabiając całą serię od zera. Przymus zaczyna się właśnie tutaj, u twórcy poprawiającego tekst publicznie, na oczach widowni, która zdążyła już zapamiętać pierwszą wersję.

Film kompilacyjny to forma stara i nieco podejrzana, zwykle kontraktowa zapchajdziura albo sposób na sprzedanie telewizji tym, którzy już ją obejrzeli. Ten trzyma się na nogach dlatego, że nigdy nie udaje, iż szwów tu nie ma. Montaż poza kolejnością wysuwa na pierwszy plan sam akt składania, więc widz przez cały czas jest na wpół świadomy, że ogląda maszynę porządkującą własne wspomnienia. Bliżej mu do remiksu niż do streszczenia i stawia naprawdę współczesne pytanie: skoro historię już opowiedziano, opowiedziano na nowo i przerobiono, która wersja zasługuje na miano kanonicznej?

Z pewnego dystansu obraz zajmuje osobliwe skrzyżowanie w tym, jak medium opowiada swoje historie. Anime telewizyjne od dawna zawracało swoje przeboje do kin jako składanki, lecz nieliczne odważyły się potraktować takie streszczenie jak nowe dzieło rządzące się własną logiką. Ten to robi, a przy okazji wyprzedza całą współczesną ekonomię remasteru, wersji rozszerzonej i streamingowego przemontowania, w której wersja definitywna to po prostu ta, którą autor postanowi wydać jako ostatnią. To niewielki film niosący nadwymiarowy spór o to, kto jest właścicielem historii po tym, jak zostanie opowiedziana.

Nic z tego nie czyni go zamiennikiem serii, którą splądrował. Widz wchodzący na salę bez przygotowania trafi na piękne, dotkliwe rozmycie, bo emocjonalne długi, które montaż zaciąga, narastały przez dwa tuziny odcinków i nie sposób ich spłacić w niewiele ponad godzinę. Znaczek „(True)²” sprzedaje poprawkę jako dopełnienie, a mimo to program celowo zatrzymuje się przed zakończeniem. Pierwszego wieczoru wyświetlany jest obok „Rebirth”, fragmentu, który urywa się w pół myśli, a właściwy finał przychodzi dopiero jako osobny bilet następnego wieczoru. To, co wraca do kin, jest mostem od początku pomyślanym tak, by zostawić widza w potrzasku.

A still from EVANGELION DEATH TRUE 2 directed by Hideaki Anno, two Evangelion units facing off (1998)
Two Evangelion units clash in EVANGELION: DEATH (TRUE)² (1998)

Wymienieni w napisach główni wykonawcy przechodzą wprost z serii, która go zrodziła: Ogata, Mitsuishi, Hayashibara i Miyamura, z Akirą Ishidą jako niepokojąco łagodnym Kaworu Nagisą i Fumihiko Tachikim jako lodowatym Gendo Ikarim. Animacja powstała w Gainaksie i Production I.G, z Tatsunoko Production i Toei w tle, a gotowy montaż trwa zwięzłe sześćdziesiąt dziewięć minut. GKIDS zajmuje się północnoamerykańskim powrotem pod szyldem Evangelion 30th Movie Fest, częścią szerszej fali rocznicowych wznowień ściągających serię z powrotem na duży ekran.

Program „Death (True)² & Rebirth” trafia do kin w Stanach Zjednoczonych 21 lipca 2026 roku, z kanadyjskimi seansami dzień później, 22 lipca, w wybranych salach AMC i Cinemark; „The End of Evangelion” pojawia się jako osobne wydarzenie tego drugiego wieczoru. Montaż po raz pierwszy trafił na japońskie ekrany w 1998 roku. Brak potwierdzonej polskiej premiery kinowej dla tego wznowienia; pretekstem jest północnoamerykańskie wydarzenie GKIDS (USA 21 lipca, Kanada 22 lipca 2026 roku). Trzy dekady później film, który nigdy nie potrafił do końca uznać się za skończony, dostaje jeszcze jedno podejście przed widownią, co wydaje się nie tyle kompromisem, ile jedynym uczciwym sposobem, by go pokazać.

Obsada

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.