Filmy

„Tender Loving Care”: pracownica socjalna Kate O’Flynn to prawdziwy temat Mike’a Leigha

Martha Lucas

Na środku nowego filmu Mike’a Leigha jest kobieta, która spędza dni na zarządzaniu cudzymi kryzysami, a wieczory na zapewnianiu, że wszystko z nią w porządku. Gra ją Kate O’Flynn, i na długo zanim obraz ujawnia, o czym tak naprawdę jest, to ona sprawia, że trzyma się kupy. Amy jest pracownicą socjalną w systemie opieki działającym na pustym biegu – typ osoby, na której społeczeństwo polega właśnie dlatego, że ona nigdy nie prosi o to samo.

Po rozstaniu wprowadza się do swojej najlepszej przyjaciółki – dwie kobiety dzielą mieszkanie i zawód, który każdego dnia przekazuje im gniew innych ludzi. To, co O’Flynn robi z Amy, stanowi całą grę: gra radość jako decyzję, a nie nastrój – uśmiech wkręcany na siłę każdego ranka nad czymś bardziej zmęczonym w środku. Kiedy bohaterowie zbierają się wokół starych standardów i ktoś zaczyna śpiewać „The Great Pretender”, film niemal daje do zrozumienia, jak należy ją oglądać.

Recenzje z gór stanowiły czuły odzew. TheWrap nazwał go „łagodnym małym klejnotem”; Deadline określił go jako jeden z najlepszych filmów Leigha – ciepły, niespieszny brytyjski portret rodzinny, do którego reżyser wraca, gdy jest najpewniejszy. Jeśli to jest finał, na który osiemdziesięciotrzyletni reżyser dawał znaki, mówi się, to pasujący – ludzki, nienaciągany, filmowiec godzący się ze sobą we własnym języku.

To ujęcie jest hojne, a zarazem nieco głuche na to, kto tak naprawdę dźwiga ten film. Owen Gleiberman z Variety, jako jedyny się sprzeciwiający, uznał film za „nieco chaotyczny” i bardziej „schematyczny niż potężny”. O’Flynn, przyznał, jest „imponującą aktorką”, ale zarzucił filmowi, że nie obdarza Amy „mocą odsłoniętego przeznaczenia” – Leigh, napisał, wciąż przywiązuje ją do „większej perspektywy socjologicznej”, zamiast zaufać jej jako osobie.

Oto sedno, wokół którego krążą zarówno pochwały, jak i sprzeciw: obie strony spierają się, czy Amy jest w pełni nakreśloną postacią, i obie biorą powściągliwość Leigha za lukę. Jego metoda zawsze była przeciwieństwem odsłoniętego przeznaczenia. On i jego aktorzy budują te postacie przez miesiące, od wewnątrz, zanim jeszcze istnieje fabuła, która by je wyjaśniała; to, co dociera na ekran, to część wstrzymana – wnętrze, którego prawdziwa pracownica socjalna uczy się nigdy nie pokazywać klientowi. Amy nie jest niedopisana. Ona jest strzeżona, co jest czymś innym i trudniejszym do zagrania, a O’Flynn gra tę granicę między nimi tak czysto, że można przeoczyć, ile jest w niej tłumione.

Fabuła prywatna to miejsce, gdzie socjologia przestaje być abstrakcyjna. Amy spędza godziny pracy, organizując opiekę dla obcych; w domu jej ojciec zaczyna pogrążać się we wczesnej mgle demencji, a zawodowa opiekunka odkrywa, że nie ma teczki dla własnej rodziny. Marion Bailey i Paul Jesson, jako jej rodzice, wykonują najcichszą, najbardziej niszczącą pracę w filmie – sceny domowe, gdzie miłość i irytacja dzielą jeden czajnik. Państwo, które płaci Amy za opiekę, jest zniszczone; pytanie, które film wciąż zadaje, ani razu nie wygłaszając przemówienia, brzmi: kto opiekuje się opiekunem.

To, co utrzymuje film w prawdzie, to odmowa Leigha, by rozwiązać którykolwiek z tych wątków w lekcję. Nie ma zwrotów akcji, melodramatu, tylko narastający ciężar rozpoznawalnych ludzi, co właśnie sprawia, że powściągliwość O’Flynn trafia w sedno. Czytany jako pożegnanie, film jest wzruszający. Czytany przez Amy, jest ostrzejszy niż wzruszający – portret osoby, którą strzępiące się społeczeństwo zużywa, zagrany przez aktorkę, która rozumie, że najczulszą rzeczą, jaką można zrobić na ekranie, jest odmówić rozpadnięcia się na komendę.

Film miał premierę na festiwalu Telluride Film Festival, a następnie trafi do Toronto i na New York Film Festival, zanim Bleecker Street otworzy go w amerykańskich kinach na początku grudnia; trwa oszczędne sto siedem minut. Niezależnie od tego, czy okaże się ostatnim filmem Leigha, pozostawia Amy wciąż stojącą przy zlewie, wciąż udającą, wciąż najprawdziwszą rzeczą w pokoju.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.