Filmy

Travis Knight stawia, że He-Man wreszcie udźwignie cały film

Jun Satō

Nowy film Travisa Knighta otwiera powrót, który skwaśniał. Książę odcięty piętnaście lat od własnego świata, miecz, który miał go odprowadzić do domu, i królestwo, które rozpadło się pod jego nieobecność. «Władcy Wszechświata» zrzucają księcia Adama na zniszczoną Eternię, jego dom leży w gruzach pod władzą Skeletora, a wszystko stawiają na pytanie: czy człowiek wychowany z dala od własnej legendy może urosnąć na tyle, by się nią stać?

Pod spodem leży czysta fantazja o mocy: odcięty od domu dziedzic dowiaduje się, że jest przeznaczony na najpotężniejszego człowieka we wszechświecie, i podnosi miecz na wodza o czaszce zamiast twarzy, który zagarnął tron. Tym, co czyni projekt wartym uwagi, jest to, kto trzyma ster. Knight wyrobił sobie nazwisko, biorąc linię zabawek, która nigdy nikogo nie wzruszyła, i zmieniając ją w blockbuster z prawdziwym pulsem. Z kolejną półką plastiku w rękach ma powtórzyć sztuczkę na głośniejszej i bardziej cynicznej scenie, przed widownią, która nauczyła się wzdrygać na słowa film o zabawce.

YouTube video

Nicholas Galitzine prowadzi jako Adam, próżniaczy książę, który staje się He-Manem, a sama obsada brzmi jak argument. Galitzine od pewnego czasu gra przystojniaków, którzy jeszcze nie zdobyli zaufania pokoju, czyli dokładnie ten łuk, który ten bohater musi przejść. Wokół niego film piętrzy aktorów zdolnych unieść zbliżenie, a nie tylko broń: Camila Mendes jako wojowniczka Teela, Alison Brie jako intrygantka Evil-Lyn, James Purefoy jako zdetronizowany król Randor i Morena Baccarin jako Czarodziejka strzegąca Castle Grayskull. To zespół zbudowany mniej dla spektaklu niż dla twarzy, a ten wybór mówi, jaką fantazją chce być: taką, w której ujęcie reakcji waży tyle co miecz.

Knight to rzadki reżyser kina wysokobudżetowego, który traktuje własność intelektualną przede wszystkim jako problem postaci. Wyszedł ze stop-motion, kierując studiem animacji odpowiedzialnym za Kubo i dwie struny, dyscypliną, w której każda sekunda ekranu jest ręcznym aktem cierpliwości. Jego jedyny wcześniejszy film aktorski, Bumblebee, zadziałał, bo skurczył ogłuszającą franczyzę do rozmiaru jednej przyjaźni i zaufał, że to udźwignie hałas. He-Man żąda przeciwnego mięśnia — skali, bogów, ostrza rozcinającego niebo — a zarazem potrzebuje tego, co miał Bumblebee: powodu, by się przejąć, zanim nadejdzie spektakl.

Marka staje przed kamerą, wlokąc długą serię porażek. Jej pierwsze podejście aktorskie pamięta się głównie jako ciekawostkę zduszoną budżetem, a goniący ją reboot przez lata miotał się między studiami, reżyserami i scenariuszami, umierając i zmartwychwstając nieraz, zanim którakolwiek wersja dotarła na plan. He-Man należy do najbardziej rozpoznawalnych marek zabawkowych na planecie, które nigdy nie wydały filmu, którego ktoś broni. Dystans między tą rozpoznawalnością a filmem wartym biletu to dokładnie ta luka, dla której zamknięcia ta produkcja istnieje, i nic w marce nie gwarantuje, że da się ją zamknąć.

To, czego zwiastun strzeże, to niemal wszystko, co pozwoliłoby film ocenić. Sprzedaje miecz, złoczyńcę i sylwetkę bohatera, a niemal nic o tym, czy historia pod spodem ma ciężar. Rozpoznawalność marki to nie czułość: wielu umie powtórzyć pozę He-Mana, nigdy nie pragnąc filmu o nim. Głębsze niebezpieczeństwo jest strukturalne. Szczery, skupiony na postaci instynkt może utonąć w obowiązkach fantasy-tentpola dla wszystkich, gdzie budżet domaga się popisowych scen, czy scenariusz na nie zasłużył, czy nie. Nazwisko Knighta kupuje filmowi ciekawość. Nie dowodzi, że dzieło przeskoczy poprzeczkę, którą ustawiły jego najlepsze filmy.

Moment nie jest przypadkowy. Mattel od pewnego czasu próbuje zamienić swój regał z zabawkami w katalog kinowy, ośmielony tym rzadkim przypadkiem, gdy plastikowa ikona stała się prawdziwym wydarzeniem kulturowym, a nie dwugodzinną reklamą. «Władcy Wszechświata» to jeden z jej największych i zarazem najryzykowniejszych zakładów, bo ciepło napędzające nostalgię nie sięga w oczywisty sposób pokolenia, które nigdy nie miało tych figurek. Sukces potwierdziłby całą strategię. Porażkę odczytano by jako dowód, że nie w każdej zabawce skrywa się film czekający, aż go nakręcą.

Dla porządku: Galitzine gra Adama, czyli He-Mana, Camila Mendes to Teela, Alison Brie to Evil-Lyn, James Purefoy to król Randor, a Morena Baccarin to Czarodziejka, u boku wiernego Duncana, lepiej znanego jako Man-At-Arms. Film trwa około dwóch godzin i dwudziestu minut — dość, by potraktować przemianę Adama jako przeprawę, którą widz przeżywa, a nie jako pojedyncze, triumfalne uniesienie miecza.

«Władcy Wszechświata» w Polsce wchodzą do kin 5 czerwca 2026 roku i pojawiają się jako pełnoprawny kinowy tentpol, a nie cicha premiera w streamingu. To format, którego materiał zdaje się żądać: opowieść o człowieku odkrywającym rozmiar własnej mocy, zrobiona, by oglądać ją na dużym ekranie, w ciemności, z widownią, która przyszła zobaczyć, jak ktoś unosi miecz i mówi to serio.

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.