Muzyka

Ariana Grande o ‘Petal’: „czysta, nieprzefiltrowana wściekłość”

Noah Brandt

Ariana Grande spędziła karierę na brzmieniu, które jest samą kontrolą – opanowanie w melizmatach, dyscyplina na każdej powierzchni, głos, który nigdy nie zdaje się wylewać. Dlatego najbardziej rozbrajającą rzeczą w jej nowym albumie nie jest to, że nazywa go gniewnym. To słowo, po które sięga, by wyjaśnić, skąd się wziął.

„A jednocześnie dla mnie to coś bardzo eksperymentalnego i innego, a także pisałam z miejsca, którego zwykle nie używam – z nieprzefiltrowanej wściekłości”

Tak Grande przedstawiła Petal w wywiadzie z okazji premiery cytowanym przez Variety, przygotowując fanów na wersję siebie, którą zwykle trzyma z dala od sceny. Słuchając uważnie, słowem nośnym nie jest wściekłość – to nieprzefiltrowana. Całe rzemiosło Grande było ćwiczeniem z filtrowania: wyretuszowany wizerunek, piosenki, które – jak przyznaje – normalnie przepisuje, by były łagodniejsze, instynkt, który opisuje jako „zbytnią nieśmiałość, by sięgnąć w to miejsce”. Gniew to nastrój, który może ogłosić każda gwiazda popu. Zdjęcie filtra to decyzja o tym, jak powstaje dzieło.

Decyzję tę słychać w singlu. Tam, gdzie Grande zwykle zdobi refren, aż zacznie lśnić, „Hate That I Made You Love Me” zostawia ramę nagą – trzeszczący syntezatorowy hook, oszczędna instrumentacja, dużo przestrzeni wokół głosu, który już nie wygładza każdej krawędzi. Variety słyszy cały album jako „gniewny i kanciasty” zwrot, wymieniający skomponowane złamane serce z Eternal Sunshine na coś bliższego zemście i pożądaniu. Tym, co czyni go argumentem, a nie tylko zmianą kostiumu, jest odejmowanie. Ona nie dodaje wściekłości na wierzch brzmienia Ariany Grande; zabiera poler, który zawsze był sednem.

To jest prawdziwy rozmach i jest większy niż sugeruje nagłówek „gniewny album”. Grande jest wielką kontrolerką popu – piosenkarką, której znakiem rozpoznawczym jest precyzja, której publiczne ja od lat zarządzane jest z niezwykłą starannością. Nieśmiałość, którą wymienia, to ten sam instynkt, który wyprodukował poler. Pozwolić piosence pozostać niemiłą, zostawić wściekłość z pierwszej wersji na taśmie zamiast przepisać ją na łagodniejszą – to pracować przeciwko samemu odruchowi, który zbudował jej głos.

To nie gwarantuje, że piosenki są dobre; nieprzefiltrowane nie jest synonimem prawdy, a kontrolerka może odgrywać utratę kontroli równie umiejętnie, jak wszystko inne. Ale interesujące ryzyko jest już na płycie. Po raz pierwszy najprecyzyjniejszy głos w popie stawia na to, że skaza – rzecz, którą normalnie by wygładziła – jest częścią wartą zachowania. Jeśli ma rację, Petal nie jest jej gniewnym albumem. To pierwszy, na którym słychać, jak brzmi, zanim zdecyduje, jak chce brzmieć.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.