Filmowcy

Peyton Reed, reżyser, który trafił jako zastępca i stworzył własną wersję Ant-Mana

Penelope H. Fritz
Peyton Reed
Peyton Reed
Photo: Red Carpet Report on Mingle Media TV from Culver City, USA / CC BY-SA 2.0, via Wikimedia Commons
Urodzony3 lipca 1964
Raleigh, North Carolina, United States
ZawódReżyser filmowy
Znany zAnt-Man, Ant-Man i Osa, Jestem na tak

Działa zespół o nazwie Cardinal Family Singers, który gra popowe piosenki w stylu lat 60. napisane przez Peytona Reeda i jego kolegę ze studiów, Norwooda Cheeka. Nie są sławni. Jedna z ich piosenek – „Tilting Scale” – pojawiła się na ścieżce dźwiękowej filmu Ant-Man i Osa, ponieważ Reed, który wyreżyserował film, umieścił ją tam. Zespół gra w małych klubach. Film zarobił 622 miliony dolarów na całym świecie.

Ta przepaść – między rozbudowaną machiną superbohaterskiej franczyzy a rękodzielniczą jakością tego, co naprawdę go interesuje – to najlepszy pryzmat do zrozumienia kariery, która od trzydziestu lat nieustannie zaskakuje.

Reed urodził się w Raleigh w Karolinie Północnej i ukończył University of North Carolina w Chapel Hill z dyplomem z anglistyki oraz radia, telewizji i filmu. Pracował jako DJ w studenckiej rozgłośni WXYC i jeździł vanami produkcyjnymi na planie Bull Durham. Do reżyserii wszedł przez telewizję: trzynaście odcinków animowanego serialu Powrót do przyszłości, trzynaście The Weird Al Show, kilka Mr. Show with Bob and David. To niewdzięczna praca, która uczy, jak funkcjonuje plan i co przykuwa uwagę widza, gdy materiał stawia opór.

Jego pełnometrażowy debiut, Bring It On, zadebiutował na pierwszym miejscu w 2000 roku i zarobił trzykrotność budżetu. Film nie miał się stać kulturowym kamieniem milowym – komedia o cheerleaderkach z przeważająco żeńską obsadą, wydana pod koniec lata – ale jej ostrość w kwestii rywalizacji, klasy i polityki zawłaszczonej kultury dała jej życie, jakiego większość komedii gatunkowych nie znajduje. Reed poszedł za nim z Down with Love, drobiazgową pastiszą romantycznej komedii z lat 60., w której przestawiał konwencje Doris Day z precyzją scenarzysty, oraz The Break-Up, który wyciągnął oczekiwaną ramę gatunkową w zaskakująco niewygodnym kierunku. Yes Man z Jimem Carreyem pokazał reżysera na tyle swobodnego w orbicie gwiazdy, że pozwolił komedii oddychać, nie spłaszczając jej ani nie tracąc kontroli nad obrazem.

Potem przyszedł telefon, jakiego nikt nie przewidział dla reżysera filmów o cheerleaderkach. Gdy Edgar Wright odszedł z Ant-Mana tygodnie przed zdjęciami, Marvel potrzebował kogoś, kto przejmie napół zbudowany projekt – siedem lat wizji Wrighta, jego scenarzystów, jego wizualne szablony – i dostarczy go zgodnie z harmonogramem, tak by nie wyglądał na akcję ratunkową. Reed nie był oczywistym wyborem. Nie był mu nawet bliski. Ale całą karierę uczył się znajdować komedię w ograniczeniach, a Ant-Man – film o człowieku, którego supermocą jest bycie bardzo małym – był w zasadzie problemem w tym właśnie rejestrze.

Film zarobił 519 milionów dolarów. Reed wyreżyserował sequel Ant-Man i Osa, który zarobił 622 miliony i na którego ścieżce dźwiękowej znalazł się „Tilting Scale” – mały prywatny ślad na bardzo dużej produkcji. Zanim wrócił do Ant-Mana i Osy: Kwantomanii, stał się w MCU czymś naprawdę niezwykłym: reżyserem, który przetrwał własną historię o zastąpieniu.

Kwantomania była potknięciem i warto być precyzyjnym, jakiego rodzaju. Film zarobił 476 milionów dolarów – poniżej oczekiwań – i otrzymał najsłabsze recenzje z trzech: 46 procent na Rotten Tomatoes, krytycy podzieleni w sprawie filmu, który zamienił charakterystyczną dla franczyzy domową intymność na multiwersalny rozmach. Jonathan Majors został wyróżniony za rolę Kanga Zdobywcy, złoczyńcy, którego groza była budowana przez kilkanaście produkcji Marvela i którego trudno w pełni poczuć w skondensowanej przestrzeni jednego filmu. Humor, który wyróżniał serię, wycofał się. Czy wina leżała w scenariuszu, w skali, w wymaganiach większej historii MCU naciskającej na osobistą oś Scotta Langa, czy po prostu w strukturalnej trudności trzeciego filmu w każdej franczyzie – efekt wydawał się mniej filmem Peytona Reeda niż dwie poprzednie części.

Od tego czasu Reed robi coś ciekawszego niż czekanie na następny telefon. W 2026 roku wyreżyserował dwa odcinki Ride or Die, serialu sensacyjno-komediowego na Prime Video z Octavią Spencer i Hannah Waddingham w rolach głównych jako niedobrane przyjaciółki zmuszone do ucieczki – to rodzaj ostrego materiału z kobiecym prowadzeniem, którego można by się spodziewać po jego karierze sprzed Marvela. W maju 2024 roku ogłosił, że napisze i wyreżyseruje film o The Monkees – popowym zespole z lat 60., którego sztuczne pochodzenie stopniowo ustąpiło miejsca prawdziwym ambicjom artystycznym. Reed, który dorastał przy ich muzyce i studiował ich epokę na uniwersytecie, od lat krążył wokół tego tematu. Projekt The Monkees nie jest zleceniem. To rzecz, na którą czekał.

YouTube video

Dla reżysera, którego dorobek obejmuje mistrzostwa cheerleaderek, Jima Carreya i trzy filmy w Marvel Cinematic Universe, to chyba najbardziej trafne miejsce docelowe: historia o ludziach, których zestawiono, by byli imitacjami, a którzy pod dostateczną presją odkryli, że mają coś prawdziwego do powiedzenia.

Najważniejsze filmy

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.