Sport

Bijan Robinson najlepiej opłacanym running backiem w NFL. Prawdziwy problem Falcons jest na pozycji quarterbacka

Jack T. Taylor

Najcenniejszą cechą running backa miała być łatwość, z jaką można go zastąpić. Atlanta spędziła to offseason, udowadniając, że ani przez chwilę w to nie wierzyła w przypadku Bijana Robinsona – i stawiając kształt całej swojej ofensywy na jedynego zawodnika, co do którego nigdy nie miała wątpliwości.

Nigdy nie urządził brzydkiej wersji tego. Przez cały okres impasu Robinson pozostawał w budynku, w stroju, na ławce – obecny, profesjonalny, pozwalając taśmie mówić za siebie, podczas gdy inne gwiazdy na jego pozycji paliły za sobą mosty, by wyciągnąć mniej. To był cichy rodzaj przewagi – taki, który wynika z bycia zbyt dobrym, by siedzieć, i zbyt wartościowym, by go stracić. Zmusił franczyzę do ruchu, nie podnosząc głosu.

To, co mówiła taśma, było proste. Przez pierwsze trzy sezony Robinson zgromadził więcej jardów z gry niż jakikolwiek inny biegacz w futbolu, a w zeszłym roku prowadził w lidze pod tym względem bezdyskusyjnie – first-team All-Pro, który dotykał piłki częściej niż ktokolwiek na jego pozycji i jakoś nigdy się nie zużył. Atlanta wybrała go wyżej, niż running back powinien iść w erze, która uznała, że ta pozycja nie ma znaczenia, a on spędził trzy lata, zamieniając ten wybór w oczywistość.

I tu pieniądze stają się interesujące. Falcons płacą swojemu running backowi jak filarowi w momencie, gdy ich rzeczywista pozycja filarowa jest zagadką. Michael Penix Jr., młody quarterback, na którego franczyza postawiła swoją przyszłość, wraca po trzecim zerwaniu ACL w karierze. Kirk Cousins, drogi weteran sprowadzony, by ustabilizować szatnię, został już raz odsunięty i może zostać zwolniony. Nowy główny trener, Kevin Stefanski, przybył w tym offseason i wyraźnie odmówił przyznania komukolwiek tej roli.

Więc traktujcie kontrakt Robinsona za to, czym naprawdę jest – nie luksusem, ale zabezpieczeniem. Nie buduje się ofensywy wokół running backa, gdy quarterback jest ustalony; robi się to, gdy nie jest. Robinson jest jedyną pewną rzeczą w jednostce pełnej znaków zapytania, a Atlanta postanowiła zakotwiczyć się przy tej pewności, którą ma. Najbogatszy kontrakt running backa w lidze jest jednocześnie cichym wotum nieufności dla wszystkiego, co stoi za nim.

Historia nie jest tu łaskawa, a Robinson z pewnością o tym wie. Lista biegaczy, którzy podpisali rekordowe przedłużenia, a potem zniknęli pod ciężarem własnego obciążenia, jest długa i kosztowna. To samo, co czyni go wartym tej kwoty – objętość, odmowa zejścia z boiska – jest tym, co zwykle kończy te kontrakty rok lub dwa przed czasem. Saquon Barkley, którego właśnie przeskoczył, jest rzadkim kontraktem, który się dobrze zestarzał, a nie regułą. Atlanta zakłada, że Robinson będzie kolejnym wyjątkiem, i płaci z góry za przywilej, by się o tym przekonać.

Warunki mówią same za siebie. Przedłużenie obowiązuje na trzy lata, do 2030 roku, opiewa na maksymalnie 75 milionów dolarów przy podstawie 66,75 miliona – średnio około 22,25 miliona za sezon, więcej niż 20,6 miliona Barkleya i więcej niż jakikolwiek running back kiedykolwiek zarobił. 51 milionów gwarantowanych, z czego 37 milionów wypłacane przy podpisaniu, to największa gwarancja, jaką kiedykolwiek przyznano biegaczowi w drugim kontrakcie. Dla pozycji, którą współczesna NFL przez dekadę nazywała zbędną, to oszałamiająca kwota – i celowa.

I stawia to franczyzę na dziwnym, wąskim zakładzie: że najpewniejszym sposobem na ochronę quarterbacka, co do którego nie masz pewności, jest zapłacenie człowiekowi, który odbiera mu piłkę. Gdzieś tej jesieni Bijan Robinson będzie najlepszym zawodnikiem na boisku dla drużyny, która wciąż nie wie, kto stoi za nim – niosąc ofensywę i argument, który uczynił go bogatym, jedno dotknięcie piłki na raz.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.