Sport

Baker Mayfield był rezerwowym każdego — jego nowy kontrakt właśnie zresetował rynek quarterbacków w NFL

Jack T. Taylor

Baker Mayfield spędził większość swojej kariery jako odpowiedź, której nikt nie chciał zapisać. Cleveland wybrało go w drafcie, by był przyszłością, a potem przez lata patrzyło ponad nim. Carolina się go pozbyła. Trafił do Tampa Bay tak, jak trafia wszędzie odzyskany rozgrywający – jako tymczasowe rozwiązanie, nazwisko, które ma utrzymać pozycję, dopóki nie pojawi się prawdziwe rozwiązanie. Prawdziwym rozwiązaniem, jak się okazało, był on sam. A teraz praca, którą miał ogrzewać dla kogoś innego, została wyceniona na nowo pod jego podpisem.

Najprostszy sposób opowiedzenia tej historii to ten, po który sięgnęły niemal wszystkie media: nagroda i motywacja. Mayfield zarobił swoje pieniądze, mówi ta narracja, a niegwarantowana końcówka umowy sprawi, że pozostanie głodny. Wszystko prawda i wszystko obok sedna. Ważniejsze, co zrobił jego kontrakt, to nie spłata długu wobec Bakera Mayfielda. To ustalenie ceny – a ci, którzy na tej cenie skorzystają, nie grają w Tampa.

Zastanówmy się, gdzie ląduje ta liczba. Nowa umowa Mayfielda daje mu około 55 milionów dolarów rocznie w nowych pieniądzach, umieszczając go w przedziale tuż poniżej szczytu ligi, na równi z Joe Burrowem, Joshem Allenem, Jordanem Love’em, Trevorem Lawrence’em i Matthew Staffordem, z tylko Patrickiem Mahomesem i Dakiem Prescottem wyraźnie ponad nim. To powietrze elity rozgrywających. Mayfield jest dobrym rozgrywającym NFL; nie jest, według jakiejkolwiek uczciwej miary, piątym czy szóstym najlepszym – a jednak to jest pułap płacowy, który teraz zajmuje.

Dan Graziano z ESPN dostrzegł te fale przed większością i warto to potraktować poważnie. Długa lista rozgrywających czeka na nowe umowy w ciągu najbliższego roku: Lamar Jackson, Jalen Hurts i C.J. Stroud, a za nimi wschodząca klasa Jaydena Danielsa, Caleba Williamsa, Drake’a Maye i Bo Nixa, z Bricem Youngiem, Samem Darnoldem, Jaredem Goffem i Kylerem Murrayem gdzieś w kolejce. Każdy z nich negocjuje teraz w świecie, w którym liczba Mayfielda już istnieje.

Oto część, której historie o nagrodzie i motywacji nie dostrzegają. Kilku z tych rozgrywających może położyć na stole lepsze CV niż Mayfield – MVP, głęboki marsz w styczniu, występ w Super Bowl. Kiedy ich agenci usiądą do stołu, nie będą prosić o zapłatę jak Mayfield. Będą prosić o zapłatę znacznie wyższą niż on i będą mieli rację. Odrzucony właśnie stał się podłogą, a podłoga jest najdroższą rzeczą w każdej negocjacji, bo nikt nie argumentuje, by zejść poniżej niej.

To, co czyni to prawdziwym resetem, a nie kolejnym wielkim kontraktem na rosnącym rynku, to okoliczności. Mayfield nie podpisywał w gorączce, jak niektóre ostatnie przedłużenia; nie było fali przechodzącej, która unosiłaby jego łódź. Ustalił swoją liczbę mniej więcej na własnych zasługach, co właśnie czyni ją użyteczną jako punkt odniesienia. Nie można jej zbyć jako produktu gorącego tygodnia. To punkt danych bez gwiazdki.

W tym wszystkim widać jedną cechę, która definiowała Mayfielda od czasów Cleveland: stanowczą odmowę bycia czyimkolwiek tymczasowym rozwiązaniem. Zespoły wciąż dawały mu rolę człowieka, którego w końcu zastępujesz, a on wciąż ją odrzucał – najpierw wygrywając sobie miejsce poza ławką, teraz wyceniając się do pokoju, w którym siedzą filary franczyzy. Tampa Bay dała mu trzy lata i 165 milionów dolarów w nowych pieniądzach, 110 milionów z nich nowo gwarantowanych, i nazwała to największym kontraktem w historii klubu, aktem wiary. Reszta ligi przeczyta to jako rachunek.

Bo to jest właśnie porównanie – rachunek, który przychodzi później, na czyjeś inne biurko. Następny dyrektor generalny, który usiądzie naprzeciwko dwudziestopięciolatka trzymającego trofeum MVP, usłyszy jedno nazwisko w ciągu pierwszych pięciu minut, i będzie ono należało do rozgrywającego, którego dwa zespoły kiedyś uznały, że mogą się bez niego obejść.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.