Sport

Harry Brook odpowiada na najcięższą zimę życia setką, której Sri Lanka nie zdołała powstrzymać

Jack T. Taylor

Istnieje wersja Harry’ego Brooka, której Anglia po cichu obawiała się, że straciła ją minionej zimy — tej, której talent nigdy nie był kwestionowany, ale której temperament nagle już tak. Pod światłami Southampton ta wersja nie tyle wróciła, co ogłosiła, że została zastąpiona przez coś twardszego. Sri Lanka przyjechała, by przetestować kapitana Anglii. On odpowiedział, wyjmując rywalom z rąk całą kontrolę nad meczem.

Aby zrozumieć, dlaczego ten inning znaczył więcej niż różnica punktów, cofnijmy się do okresu, który sam Brook nazwał najtrudniejszym w swoim życiu. Marny Ashes. Późnonocna przepychanka z ochroniarzem klubu nocnego w Wellington, która zdominowała relacje z jego pierwszej trasy w roli kapitana. A pod tym wszystkim szeptana wątpliwość: czy najlepszy młody batsman, jakiego Anglia wydała od pokolenia, uniesie ciężar prowadzenia drużyny, czy może kapitanstwo wydrąży to, co czyni go wyjątkowym?

Odpowiedź, udzielona w środku inningsu Anglii, nie pozostawiła nic do interpretacji. Brook grał jak człowiek rozstrzygający spór, osiągając trzy cyfry w tempie, które sprawiło, że bowlerzy Sri Lanki przestawiali ustawienia, które i tak już nic nie znaczyły. Zakończył mecz z 114 runami bez straty wicketu z 49 piłek — dziesięć czwórek, sześć szóstek, strike rate powyżej 230 — został graczem meczu i zanotował taką partię, która decyduje o wyniku na długo przed połową spotkania.

Szczegół, który nadaje tej nocy głębi, znajduje się na drugim końcu. Jos Buttler — człowiek, którego Brook zastąpił na stanowisku kapitana białej piłki po odpadnięciu Anglii z Champions Trophy — sam był w doskonałej formie, wycinając 80 runów jako starszy partner w partnerstwie, które mogło być obciążone niezręcznością, a zamiast tego wyglądało jak dwóch graczy cieszących się swoim towarzystwem. Sukcesje w krykiecie rzadko przebiegają tak gładko. Ta przebiega lepiej, niż ktokolwiek miał prawo oczekiwać.

To jest prawdziwy sedno sprawy z Brookiem teraz. To nie był przypadek znikąd. Wcześniej w tym roku został pierwszym kapitanem, który zdobył seta w męskich T20 World Cup — seta bez straty wicketu przeciwko Pakistanowi, który wprowadził Anglię do półfinałów i, według jego własnych słów, zaczął spłacać „wiele rzeczy za kulisami”. Wzorzec jest nie do pomylenia: gdy sytuacja jest najcięższa, Brook nie kurczy się w swojej roli. On chwyta grę za gardło.

254 runy Anglii za 4 wicketów nigdy nie miały zostać dogonione w taką noc i nie zostały — Sri Lanka uległa za 135 runów, a Sonny Baker pomógł sobie trzema tanimi wicketami i pierwszym skalpem w białej piłce. Tablica wyników pokazuje zwycięstwo 119 runami. To nie oddaje tego, co naprawdę się wydarzyło — kapitan mówiący swojej szatni i obserwującym go selekcjonerom dokładnie, kim zamierza być.

Przed nami jeszcze dwa mecze T20I i seria jednostkowa w tej trasie, a Sri Lanka spędzi drogę do Cardiff na próbach rozwiązania problemu, który nie ma czystego rozwiązania: jak rzucać do człowieka, który przestał potrzebować udowadniania czegokolwiek sobie? Najtrudniejsza zima w życiu Harry’ego Brooka okazała się tworzeniem batsmana — a teraz lidera — którego Anglia zawsze podejrzewała, że w nim drzemie.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.