Piłka nożna

Infantino radzi krytykom mundialu, by „medytowali i się modlili“ — i nie odpowiada na nic

Kenji Nakamura

Medytujcie, módlcie się lub obejrzyjcie mecz piłkarski. Taka instrukcja trafiła od Gianniego Infantino do jego krytyków, gdy mundial dobiegał końca – to salwa wystrzelona pod jego własnym nazwiskiem i wzmocniona przez kanały FIFA, wymierzona w „tych, którzy siedzą za piórami i papierami, za ekranami, szerząc nienawiść i fałszywe plotki”. Przeczytajcie to raz i wygląda jak człowiek tracący panowanie nad sobą publicznie. Przeczytajcie to tak, jak czytacie mecz, a wygląda na coś chłodniejszego: na zaplanowany ruch.

Bo uderzające w tym wpisie nie jest jego uniesienie. To jego kształt. Każde pytanie dotyczące zarządzania postawione wobec tego turnieju zostaje sprowadzone do jednego słowa – nienawiść – i odpowiedziane całkowicie innym słowem: radość. Infantino nie odpiera krytyków. Przenosi argument. Bierze spór o to, jak FIFA prowadziła swoje rozgrywki, i zamienia go w spór o kondycję moralną pytających. W piłkarskich kategoriach: przestaje bronić piłki i zaczyna grać na zawodnika.

Wskazówką jest to, co w komunikacie pominięto. Somalijski sędzia Omar Artan nie otrzymał wizy do kraju gospodarza i nigdy nie poprowadził meczu. Kibice i działacze z Iranu, Haiti, Senegalu i Wybrzeża Kości Słoniowej napotkali ograniczenia wizowe; personel irańskiej drużyny został zatrzymany na tyle długo, że przygotowania przeniesiono za granicę, do Meksyku. Czerwona kartka pokazana napastnikowi Stanów Zjednoczonych Folarinowi Balogunowi została anulowana po interwencji amerykańskiego prezydenta. Ceny biletów wywołały dochodzenia; upał wymusił przerwy na nawodnienie w harmonogramie. Każda z tych spraw jest konkretna, odrębna i możliwa do wyjaśnienia. Żadna z nich nie została wymieniona we wpisie.

Zamiast tego Infantino oferuje tablicę wyników: siedem milionów widzów, ponad dwieście krajów, szesnaście miast-gospodarzy oraz frazę, do której wraca – „100 procent bezpieczeństwa i ochrony, tylko radość i szczęście”. „Podczas gdy wy dzielicie” – pisze – „my jednoczymy”. To prawdziwe twierdzenie i, na własnych warunkach, być może prawdziwe. Ale odpowiada na pytanie, którego nikt poważny nie zadawał. Najgłośniejsza krytyka tego mundialu nigdy nie dotyczyła tego, że stadiony są niebezpieczne. Chodziło o dostęp i należyte procedury – kogo wpuszczono, kogo zatrzymano na zewnątrz i kto miał władzę, by cofnąć decyzję sędziego. Statystyka bezpieczeństwa nie dotyka żadnej z tych kwestii. To właściwa odpowiedź na złe pytanie, a to niedopasowanie nie jest przypadkowe. To jest sedno.

To znajomy schemat ze strony prezydenta, który od dawna woli język prześladowania od języka odpowiedzialności. „Nienawiść” robi tu to samo, co kiedyś jego przemówienia „dziś czuję”: sprowadza wielość konkretnych zarzutów do jednego wrogiego bloku, przeciw któremu może się ustawić. I jest skuteczna właśnie dlatego, że nie można jej obalić. Nie da się udowodnić, że nie kieruje tobą nienawiść. Można zostać tylko posortowanym – tak jak wpis sortuje czytelników – na tych, którzy oglądali piłkę, i tych, którzy ją przegapili: „Przykro mi, że byliście tak pochłonięci nienawiścią i krytyką, że przegapiliście to wszystko”.

Problem w tym, że medytacja nigdy nie była oferowana Omarowi Artanowi; odmówiono mu wizy. Modlitwa nie zastąpi odpowiedzi. Organ zarządzający, który na pytania odpowiada tylko nakazem uciszenia się i odczuwania radości, powiedział ci, w piętnastu slajdach, dokładnie które pytania wolałby, żebyś przestał zadawać.

Tagi: , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.