Sport

Kyler Murray pierwszym QB Vikings przed J.J. McCarthym — odrzucony, który wrócił po swoje

Jack T. Taylor

Rok temu Kyler Murray był problemem do rozwiązania, kontraktem do spisania na straty, rozgrywającym, którego własna drużyna nie potrafiła już sobie wyobrazić. Arizona Cardinals pozbyła się go tak, jak pozbywa się złej inwestycji – po cichu, zdecydowanie i wciąż wypisując czeki. Wylądował w Minnesocie jako dodatek, weteran na zapas, za plecami młodego podającego, którego wszyscy naprawdę chcieli zobaczyć. Wychodzi z obozu treningowego jako starter.

Kevin O’Connell ogłosił to oficjalnie w tym tygodniu: to Murray, a nie J.J. McCarthy, wykona pierwszą zagrywkę sezonu Vikings. To decyzja, którą zazwyczaj wrzuca się do szuflady z napisem „rywalizacja rozgrywających” i zapomina o niej do weekendu. Nie powinno tak być. To, czego właśnie dokonał Murray – wejść do obcego klubu, w ciągu kilku tygodni przetrenować zdrowego wyboru z pierwszej rundy i zdobyć posadę, która miała należeć do kogoś innego – mówi o nim wszystko. Talent nigdy nie był pytaniem. Pytaniem była wytrzymałość.

Murray był wyborem z numerem pierwszym, Ofensywnym Debiutantem Roku, dwukrotnym uczestnikiem Pro Bowl – i aż do tego lata przestrogą. Kontuzje kosztowały go mniej więcej trzydzieści z możliwych sześćdziesięciu ośmiu meczów w ostatnich pięciu sezonach w Arizonie i wykoleiły dwa z jego ostatnich trzech lat. Obiecujący start zakisł w bilans 38-48-1 i jeden zwycięski sezon w całym tym okresie. Gdy Cardinals zatrudnili nowego trenera i zdecydowali się na czystą przerwę, Murray przeszedł z pozycji filara do pozycji utopionego kosztu. Arizona wciąż płaci mu 35,5 miliona dolarów za to, żeby dla nich nie grał. Minnesota płaci mu 1,3 miliona dolarów, żeby ratował jej sezon.

I to właśnie powinno spędzać sen z powiek McCarthy’emu. Vikings nie podpisali gwiazdorskiego nazwiska, żeby sprzedawać bilety; podpisali rocznego weterana na minimalnym kontrakcie, a potem oddali mu ofensywę kosztem własnej inwestycji. McCarthy był dziesiątym wyborem, namaszczonym następcą, podającym, który miał zdefiniować następną dekadę w Minnesocie. Swój debiutancki rok stracił przez rozdarty łąkotkę, a pierwszy prawdziwy sezon spędził na udowadnianiu, jak wiele mu jeszcze brakuje. Dostał całe lato, żeby zniwelować dystans. Nie zniwelował go.

O’Connell wracał do jednego słowa w kontekście Murraya: komfort. „Są chwile, gdy widać, że Kyler czuje się komfortowo w systemie” – powiedział trener, opisując dni, w których Murray po prostu kładł piłkę tam, gdzie trzeba, i pozwalał ofensywie oddychać. To jest pęknięcie. Murray nie wygrał tej roboty, błyszcząc. Wygrał ją, będąc pewnym – wyglądając, w budynku, który znał od kilku tygodni, jak człowiek, który robił to tysiąc razy. Bo robił.

To wszystko nie czyni go bezpiecznym zakładem. To samo ciało, które rozpadło się na pustyni, nie stało się młodsze w podróży na północ, a O’Connell ostrożnie zostawił McCarthy’emu otwarte drzwi. „Sam trzyma pióro i pisze swoją historię” – powiedział trener o młodszym zawodniku – „a my będziemy go wspierać”. Tłumaczenie: Vikings spodziewają się, że będą potrzebować rezerwowego. W tej lidze zwykle tak jest.

Na razie jednak ta historia należy do tego, którego nikt nie chciał. Kyler Murray spędził rok, słuchając, że jego najlepszy futbol jest już za nim. Odpowiedział, podejmując pracę, której nigdy mu nie zaoferowano – a następnym razem, gdy ktoś go skreśli, wszyscy w tym budynku będą pamiętać, jak to się skończyło.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.