Sport

Kenneth Walker III błysnął w debiucie w Chiefs, ale to nurkujące przyłożenie Mahomesa powinno niepokoić Kansas City

Jack T. Taylor

Kansas City spędziło całe offseason na słuchaniu, że dynastia w końcu pękła. Kolano quarterbacka odbudowane od podstaw. Zima spędzona na oglądaniu play-offów z kanapy zamiast ich organizowania. Skład, który po raz pierwszy od dawna musiał udowodnić, że wciąż jest standardem, a nie tylko nim być zakładał. W Denver, przeciwko rywalowi, który pokonał ich trzy razy z rzędu, Chiefs szybko odpowiedzieli na łatwe pytanie. Na to trudne odpowiedzieli przez przypadek.

Łatwe pytanie brzmiało: czy wciąż potrafią zdominować dobrą drużynę. Potrafili, a człowiek, który w największym stopniu ich zdominował, nigdy wcześniej nie nosił tego stroju. Trudne pytanie to to, które Patrick Mahomes wciąż zadaje swojemu kolanu – a szczera odpowiedź na nie jest powodem, dla którego nikt w Kansas City nie powinien jeszcze wypuszczać powietrza.

Zacznijmy od nowego gracza, bo na to zasłużył. Kenneth Walker III zdobył 173 jardy i dwa przyłożenia w swoim pierwszym meczu jako Chief, debiut, który plasuje go obok Karema Hunta i Clydea Edwardsa-Helaire’a – jedynych biegaczy od 2000 roku, którzy przekroczyli sto jardów bieżących w swoim otwarciu w Kansas City. To najwięcej, ile biegacz Chiefs zdobył od czasów Jamaala Charlesa w 2012 roku. Sygnaturą był 60-jardowy touchdown na czwartej próbie i cala, zagranie, które rzuciło mu wyzwanie, by był wielki, i przyspieszenie, które odpowiedziało, zanim safety zdążył się obniżyć.

Seattle nigdy nie widziało tej jego wersji. Tam był utalentowanym biegaczem za nieszczelną linią, talentem wiecznie walczącym z matematyką własnego ataku. W Kansas City matematyka się odwraca. Obrona nie może załadować skrzynki przeciwko Mahomesowi i mieć nadziei; w chwili, gdy przechylają się na obronę podań, Walker przemyka przez lukę i znika. Był reklamowany jako brakujący element, biegacz, który utrzyma Mahomesa w pionie, zdejmując ciężar z jego ramion. Na jedną noc był dokładnie tym.

To właśnie sprawia, że zagranie, które wszyscy będą odtwarzać, jest takie dziwne. Mniej więcej przy dziesiątym snapie, miesiące po zerwaniu ACL i LCL w lewym kolanie, grając na tym samym boisku, na którym zawiodła noga, Mahomes wymknął się z kieszeni, zobaczył zielone światło i rzucił się – w kontakt, w dwóch obrońców, z prędkością maksymalną większą niż jego średnia sprzed roku – na piętnastojardowe przyłożenie. To było ekscytujące. To było jak za starych dobrych czasów. To było też jedyne, co całe lato miało uczynić niepotrzebnym.

To jest napięcie, którego żaden film ze skrótami ci nie sprzeda. Organizacja zbudowała siatkę bezpieczeństwa o imieniu Kenneth Walker, aby jej gwiazda przestała musieć skakać bez niej. I za pierwszym razem, gdy to miało znaczenie, gwiazda i tak skoczyła, z ochraniaczem na kolano i wszystkim, bo skakanie to jest to, kim jest. Andy Reid nazwał występ Walkera „spektakularnym” i powiedział o swoim quarterbacku: „Czapki z głów przed tym gościem. Fenomenalny”. Mahomes z kolei ujął to jako potwierdzenie: praca, jak powiedział, „się opłaciła”, a zrobienie tego przeciwko obronie, która rok temu zajmowała pierwsze miejsce w czerwonej strefie, „było ważne”. Nie myli się. Jest też jednak najbardziej wartościowym kolanem w tym sporcie, a spędził je na nurkowaniu.

Reszta nocy to Chiefs przypominający sobie, kim są. Bo Nix rzucił piłkę do złej drużyny w pierwszej serii. Pass rush powalił go na ziemię cztery razy. Travis Kelce przesunął się obok Jasona Wittena na drugie miejsce wszech czasów wśród tight endów, cichy kamień milowy w głośny wieczór. Denver, rzekomy kandydat do tytułu, przebiegło piłkę dwanaście razy i poszło do domu.

Więc Chiefs wrócili, a tablica wyników mówi, że nigdy nie było blisko. Ale obserwujcie quarterbacka – nie rękę, nogi. Kansas City właśnie zbudowało najlepszy powód od lat, by trzymać Mahomesa w kieszeni, a Mahomes właśnie pokazał, przy dziesiątym snapie sezonu, że nie ma zamiaru tam zostać.

Tagi: , , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.