Sport

Puchar Davisa: Korea Południowa prowadzi 2:0 z Indiami dzięki wielkiemu powrotowi Chunga Hyeona

Jack T. Taylor
Dodaj nas w Google

Przez większą część ostatnich kilku lat środowisko tenisowe musiało się wysilać, by pamiętać, że Chung Hyeon w ogóle jeszcze gra. Człowiek, który niegdyś pokonał Novaka Djokovicia na największej scenie tego sportu, zapadł się w rankingowych czeluściach, a jego karierę po cichu pochłonęło własne ciało. Przed publicznością, która nigdy nie przestała w niego wierzyć, sprawił, że zapomnienie znów stało się niemożliwe.

Korea Południowa jest teraz bliżej niż kiedykolwiek elitarnego finałowego etapu Pucharu Davisa – poziomu, którego kraj ten nigdy nie osiągnął w obecnym formacie rozgrywek. Prowadzi w kwalifikacyjnym spotkaniu z Indiami, a doprowadziło do tego najmniej spodziewane nazwisko w jej składzie.

Chung, sklasyfikowany poza pierwszą pięćsetką, dostał trudniejsze zadanie: Sumit Nagal, numer jeden Indii, zajmował w rankingu około 300 miejsc wyżej. Przez jednego seta wyglądało to na nierówny pojedynek, jaki zapowiadały notowania. Nagal wygrał pierwszą partię 6-2, przełamując wcześnie i grając z łatwością kogoś, kto spodziewa się zwycięstwa, a Chung stracił dwa pierwsze gemy serwisowe, przegrywając 0-4, zanim na dobre odnalazł kort.

To, co wydarzyło się potem, jest powodem, dla którego wciąż uprawia ten sport. Przez trzy godziny i sześć minut odrabiał straty wymiana po wymianie, wygrywając drugiego seta 6-4, a następnie decydującą partię, która trzymała się przy własnym serwisie, aż w końcu pękła – przełamał późno i zamknął mecz wynikiem 7-5. Publiczność w Seulu, jak podaje południowokoreański portal Star News, dopingowała go w trakcie powrotu, jakiego jego ranking nie dawał mu prawa dokonać.

Ten ranking jest raną. W 2018 roku Chung miał dwadzieścia jeden lat i przez dwa tygodnie w Melbourne był nietykalny: przetrzymał Alexandra Zvereva, rozłożył Djokovicia na łopatki w trzech setach i dotarł do półfinału, zanim pęcherze na stopach zmusiły go do oddania meczu Rogerowi Federerowi. Awansował na 19. miejsce na świecie, mając już na koncie triumf w inauguracyjnym Next Gen ATP Finals. Wtedy jego ciało rozpoczęło długi spór z ambicją – najpierw kontuzja mięśni brzucha, potem plecy, które nie chciały wytrzymać – i cudowne dziecko stało się projektem rehabilitacyjnym, a potem przypisem.

Nie był jedynym Koreańczykiem, który odrzucił scenariusz. Kwon Soon-woo, bardziej przewidywalny z singlistów gospodyń, przegrał pierwszego seta z Dhakshineswarem Sureshem, zanim wyprostował sytuację i zwyciężył 3-6, 6-3, 6-4. Dwóch koreańskich graczy było w odwrocie; dwóch koreańskich graczy odmówiło przegranej. To – bardziej niż jakikolwiek wynik – było tym dniem.

Komunikat agencyjny sprowadza to do stanu Korea 2, Indie 0 i uwagi, że Hindusi – trzykrotni finaliści w minionej epoce, którzy w nowej ani razu nie wyszli z pierwszej ósemki – muszą teraz wygrać sobotni debel i oba niedzielne single, by przetrwać. Wszystko to prawda i wszystko płytkie. Lepsza historia jest taka, że pchanie Korei w stronę Bolonii ciągnie trzydziestolatek, którego ten sport po cichu skreślił – i który przez lata upierał się, że nekrolog jest przedwczesny.

Jeśli Korea dopnie swego, człowiek, który może zostać poproszony o serwowanie na pierwszy w historii awans do ćwierćfinału, jest tym, który zajmuje 549. miejsce na świecie – tym samym, który przed wiekiem, w tenisowych latach, sprawił, że Djoković wyglądał zwyczajnie. Ciało zabrało Chung Hyeonowi wiele. Nie zabrało mu jeszcze tej części, która rozstrzyga mecze.

Tagi: , , , ,

Dodaj nas w Google

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.