Technologia

SpaceX świętuje 13. lot Starshipa, ale test, który przesądzi o Księżycu, wciąż przed nami

Susan Hill

Obraz, który po locie numer 13 rozszedł się najszybciej, był tym najspokojniejszym: Starship SpaceX unoszący się pionowo i w całości na oceanie, spokojnie transmitujący wideo własnej osłony termicznej. Łatwo przeoczyć, która część tej chwili ma tak naprawdę znaczenie dla Księżyca.

Historia, którą opowiedziała większość mediów, dotyczyła tego, co wydarzy się dalej – złapania statku na wieży, tak jak już łapany jest booster. To złapanie jest nagłówkiem i jest warte pożądania. Tyle że jeszcze nie nastąpiło. To, co udowodnił ten lot, jest cichsze i, w pewnym sensie, większe: statek tej wielkości może spaść do domu z prędkości orbitalnej i być w jednym kawałku na końcu. I nawet to przyszło z gwiazdką, którą większość świętowania pominęła.

Sam lot poszedł mniej więcej tak dobrze, jak SpaceX mogło sobie wyobrazić. Wszystkie 33 silniki Raptor odpaliły drugi pojazd V3 z wyrzutni. Górny stopień, Ship 40, wypuścił 20 satelitów Starlink V3 – pierwszy produkcyjny ładunek, jaki przeniósł Starship – a następnie ponownie odpalił Raptora w kosmosie na około 14 sekund, manewr, od którego zależy orbitalny lot wielokrotnego użytku. Statek wszedł w atmosferę z prędkością około ośmiu kilometrów na sekundę, wykonał przewrót i osiadł w tym, co komentator SpaceX nazwał najłagodniejszym wodowaniem w historii firmy, unosząc się na wodzie wystarczająco długo, by przesłać pierwszy czysty obraz nieuszkodzonej osłony termicznej. Kilka z tych Starlinków miało nawet kamery skierowane z powrotem na statek.

Gwiazdką jest booster. Podczas opadania, według własnego komentarza startowego SpaceX, Super Heavy nie odpalił wszystkich silników, które planował na lądowanie, i uderzył w Zatokę szybciej niż zamierzano; jeden ze szczegółowych raportów podaje, że wróciło tylko dziesięć z jego silników, a dwa z nich wyłączyły się w ciągu kilku sekund. Booster i tak miał zostać porzucony w wodzie, więc nic nie zostało stracone. Ale fraza, która znalazła się w nagłówkach większości relacji – „najłagodniejsze wodowanie w historii” – należała do statku. Złożenie obu stopni w jedną triumfalną liczbę powoduje, że tracimy fakt, iż połowa pojazdu wciąż nie zrobiła tego, co jej kazano.

Złapanie na wieży, coś, co wszyscy już sobie wyobrażają, jest planem, a nie rezultatem. Jak ujął to Elon Musk z SpaceX, firma spróbuje złapać statek podczas następnego lotu, „chyba że odkryjemy problemy po przeglądzie danych misji”. To zastrzeżenie jest tą uczciwą częścią. Złapanie boostera podczas wznoszenia to jeden problem; złapanie statku, który właśnie spadł przez atmosferę z prędkości orbitalnej, a jego osłona termiczna wciąż stygnie, to problem trudniejszy. Przelot, jaki Flight 13 wykonał nad Oceanem Indyjskim, był próbą tego podejścia, a nie samym podejściem.

A złapanie nie jest nawet testem, który decyduje o największej nagrodzie. Aby wysłać astronautów na Księżyc w ramach programu Artemis NASA, Starship musi zrobić coś, czego jeszcze nie próbował: zatankować na orbicie, przekazując paliwo z jednego statku na drugi, a następnie utrzymać wystarczającą liczbę latających i wielokrotnego użytku pojazdów, by rachunki się zgadzały. Flight 13 dodał dane z osłony termicznej i wskazał wersję wyposażoną w port dokowania do spotkań na orbicie. Nie przesunął problemu tankowania ani o centymetr. Ta demonstracja, kiedykolwiek nadejdzie, jest tą, na którą trzeba uważać.

Jest teraz nowa publiczność dla tego wszystkiego. Flight 13 był pierwszym testem Starshipa od czasu, gdy SpaceX stało się spółką publiczną, co oznacza, że w tłumie oglądającym skróty najważniejszych momentów są akcjonariusze, którzy – w przeciwieństwie do inwestorów finansujących dwie dekady eksplozji – nigdy nie musieli przetrwać porażki z pieniędzmi na szali. Dystans między świetnym wideo a trzeźwym przeglądem danych lotu był kiedyś kwestią inżynieryjną. Teraz ma dołączony ticker.

Następny lot powie nam, czy złapanie jest realne. Lot po nim – ten nieefektowny, w którym dwa Starshipy spróbują przekazać sobie paliwo kilkaset kilometrów nad ziemią, bez pałeczek do filmowania – jest tym, który zdecyduje, czy to wszystko kiedykolwiek dotrze na Księżyc.

Tagi: , , , ,

Dyskusja

Jest 0 komentarzy.